Jedynie prawda jest ciekawa

Choroba holenderska Rosji, Grecji i Polski

11.04.2015

Czy inwestorzy zagraniczni obawiając się jej skutków wprowadzą Polskę do euro zamieniając życie Polaków w koszmar grecki?


Dzisiejszy Financial Times w informacji „Russian rouble rally runs and runs” podaje że najsilniej wzmacniającą się w tym roku walutą świata (o 19,8%) jest rubel. Po raz pierwszy od końca listopada płaci się za niego $53,55 co znamionuje zakulisowe odprężenie z USA w konflikcie na Ukrainie. O ile część analityków uważa że jest to jedynie przerwa chwilowa a sytuację na rynku walutowym ustabilizowało $30 mld pożyczek przyznanych bankom przez Bank Centralny Rosji i któremu do końca roku zostało tylko $20 mld na interwencje rynkowe, to większość inwestorów uważa że stoją za tym ostatnie porozumienia USA-Iran oraz USA-Rosja. W przypadku konfliktu na Ukrainie dążenie do deeskalacji konfliktu przejawiało się w nie zablokowaniu Rosji dostępu SWIFT’a co zdestabilizowałoby system płatniczy, jak i wyciszony kompletnie fakt że mimo zajęcia Krymu Ukraina przez cały okres konfliktu dostarczała na półwysep aż 80% prądu i potrzebnej wody.

 

Rozejm stabilizuje sytuację geopolityczną, niemniej należy oczekiwać że pod koniec roku nastąpi ponownym osłabieniem rubla z powodu dalszego spadku dochodów walutowych Rosji. Przyczyną kolejnej fali niskich cen ropy jest odblokowanego perskiego źródła, a Facts Global Energy szacuje że porozumienie z Iranem spowoduje zwiększenie podaży o 0,5 mln baryłek ropy dziennie w najbliższym półroczu. Przy czym sytuacja jest o tyle niepewna, że powyższe porozumienie zostało zawarte przy sprzeciwie Izraela i jak ukazuje to Wall Street Journal w artykule „Cracks Appear in Democratic-Jewish Alliance Over Iran Deal, Netanyahu” oraz materiale „How Would Netanyahu Loss Impact the U.S. And More” znamionuje największe nieporozumienie między proizraelskimi elitami USA i Izraela. W powyższej sytuacji wartym z punktu widzenia Polski byłoby skorzystanie z zaistniałego zamieszania i tak jak to postuluje w sąsiadującym blogu Piotr Jakucki „zaprzestanie prowadzenia strusiej polityki i chowania głowy w piasek” i jednoznaczne z pełnym oburzeniem odrzucenie „żądań środowisk tzw. przedsiębiorstwa holokaust wypłaty przez Polskę odszkodowań wojennych i powojennych” które ostatnio ponowił prof. Daniel Schatz w „The Jerusalem Post”.

Niskie ceny ropy „stopiły” dochody walutowe Rosji którą dopadła ostra faza „choroby holenderskiej” (dutch disease) o której w tych dniach się nie słyszy, mimo iż boleśnie przechodzi ją Grecja, a w kolejce do gabinetu lekarskiego powinna ustawić się również Polska. Rozwija się ona w gospodarce długo, zwykle jest spowodowana korzyściami z eksportu surowców, w wyniku którego następuje wzmocnienie waluty danego kraju i trwały zanik opłacalności produkcji innych towarów. Dlatego należy uznać że kryzys gospodarczy w Rosji będzie miał charakter długotrwały, mimo iż wbrew pozorom rację mieli doradcy Putina, którzy jak ujawnia Bloomberg na początku konfliktu ukraińskiego skonstatowali, że gospodarka Rosji jest odporna na sankcje ekonomiczne, podobnie jak Eugene Rumer w artykule Financial Timesa “From inside Putin’s parallel universe, the crisis looks bright” który konstatuje błędnie z perspektywy Rosji i jej prezydenta: “Russia’s economic progress probably does not look too bad either when Mr Putin compares it with other leading powers. Who has done better in the past 15 years? Gross domestic product has increased sixfold. Income per head has risen sevenfold.” Gdyż w efekcie spadków cena baryłki ropy wynosi zaledwie $56,6. W przypadku Rosji opłacalność eksportu ropy i gazu sprawiła że eksportuje rocznie netto ropy naftowej i jej pochodnych za $282 mld (13,5% PKB) zaspokajając w ten sposób 50,2% swoich potrzeb budżetowych i stanowiąc 75% eksportu. W takiej sytuacji nawet bez analizy mnożnikowej i przy tym samym wolumenie produkcji, spadek cen ropy o połowę oznacza załamanie importu o jedną trzecią, jak i konieczność ograniczenia wydatków budżetowych o jedną czwartą. Nie tylko musi się to przełożyć na osłabienie waluty, ale i na spadek PKB przynajmniej o 3,8% w roku 2015 i dalsze 0,3% w przyszłym roku jak to przewiduje Bank Światowy.

                Ograniczenie środków dewizowych podraża import jak i usługi zagraniczne, zwiększając możliwości eksportowe, które jednak ze względu na osłabienie krajowej wytwórczości są osłabione. Ograniczenia budżetowe mają negatywny efekt mnożnikowy, zmniejszone wydatki ograniczają dochody w kolejnych segmentach. Spadek wartości waluty nie tylko generuje impuls inflacyjny poprzez podrożenie towarów importowanych, ale również pogarsza stan finansów dłużników, którzy zadłużyli się w dewizach. Tak znaczne osłabienie waluty sprawia, że zadłużenie często przewyższa wartość przedsiębiorstw, prowadząc do bankructwa, grożącego również w przypadku konieczności spłacenia długu, gdy nie ma możliwości rynkowych na jego zrolowanie. Ponadto sytuację pogarszają sankcje, które sprawiają że nie tylko spadają dochody eksportowe, ale dodatkowo należy spłacać długi powodując presję walutową. W sytuacji odcięcia rosyjskim bankom i przedsiębiorstwom dostępu do rynku kapitałowego mają one problem ze spłaceniem $600 mld zadłużenia zagranicznego, w sytuacji kiedy do końca przyszłego roku muszą spłacić $123 mld, a całość rezerw dewizowych wynosi $416 mld.

Wydaje się że przy tak silnym szoku zewnętrznym racjonalnym byłoby wprowadzenie kontroli przepływów kapitałowych, zapobiegającym spekulacjom jak przyznają Johnson i Marriage, oraz użycie rezerw dewizowych na stopniowe spłacenie zobowiązań zagranicznych. Zwłaszcza że Rosja w sumie posiada większe aktywa za granicą niż cudzoziemcy w kraju na skalę $180 mld. Łącznie z ułatwieniem bankructwa obciążonych dewizowymi pożyczkami obywateli, jak i zapobieganiu likwidacji rentownych przedsiębiorstw, których długi walutowe w przypadku utraty płynności powinny zostać zamienione na akcje. Z tego punktu widzenia zarówno uwolnienie rubla jak i podwyższenie oprocentowania było spóźnione. Zaaplikowane działania również wydają się nerwowe w sytuacji kiedy interwencje walutowe już pochłonęły 100 mld USD rezerw, wzrost oprocentowania na rynku osiągnął w kryzysowym momencie nawet do 38,3% słabo ogranicza spekulacje, pogłębiając problemy finansowe wszystkich organizacji gospodarczych. Zmiany w rachunkowości zamieniają „ratowane” banki i przedsiębiorstwa w piramidy finansowe. Obiecana walutowa pomoc dla banków i przedsiębiorstw zamienia rezerwy płynne na iluzoryczne. O ile za niski broniony kurs walutowy grozi zwiększonymi bankructwami i przyspieszeniem procesów inflacyjnych, o tyle zbyt mocny zapowiada szybkie wyczerpanie rezerw i kolejnym zamieszaniem, które wymusi wprowadzenie kontroli dewizowej jednak przy braku ich znaczącej pozycji. Tak więc możliwe że Rosja nie ma dwóch lat na porozumienie z Zachodem, lub Chinami w sytuacji posiadania $200 mld płynnych rezerw, lecz tylko miesiące.

Simon Kennedy przytacza jako analogię przykład kryzysu Sueskiego w 1956 r., kiedy to atak spekulacyjny na funta spowodował konieczność zwrócenia się o pomoc do MFW, a veto USA zmusiło Anglików do ustępstw politycznych. Obecna sytuacja gospodarcza Rosji jest zdecydowanie gorsza, niemniej posiadają oni wyższy poziom rezerw, a co ważniejsze mogą zawsze liczyć na pomoc Chin z ich rezerwami na poziomie $4 bln. Charakterystyczne, że nie tylko państwowy chiński dziennik Global Times podczas szczytu kryzysu głosem redaktora zapowiedział pomoc Chin, ale również prezydent Li po spotkaniu z premierem Miedwiediewem w Szanghaju nie krył że jego kraj jest „gotowy podjąć się tego zadania”. Tak więc o ile Chodorowski wyraża nadzieje Zachodu, że otaczający Putina oligarchowie go „zdradzą” w oczekiwaniu na odzyskanie utraconych miliardów majątków, to wygląda na to że Putin, o ile nie utraci kontroli nad armią, zawsze będzie mógł liczyć na „białego rycerza” z Chin, ratującego przed wrogim amerykańskim przejęciem.

Analizując przebieg choroby holenderskiej rubla sami powinniśmy się przygotować na analogiczny scenariusz. Polska uzyskująca transfery z UE nie sterylizuje ich, lecz wzmacnia złotówkę sprawiając że produkcja w Polsce staje się nieopłacalna.

Autor bloga

mech

Cezary Mech

Dr Cezary Mech jest absolwentem IESE, byłym zastępcą szefa Kancelarii Sejmu, prezesem UNFE, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów, a obecnie prezesem ARS

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook