Jedynie prawda jest ciekawa

"Białe" zeuropeizowane elity i media kontra "czarni"

09.07.2013

Całość skłania do konieczności przejęcia przez Kościół w Polsce swojej historycznej roli kierownika spraw narodowych w sytuacji moralnego upadku naszych elit.

Eurotragedia trwa nadal, o czym informuje Wall Street Journal w artykule Matthew Dalton’a i Martina Stevis’a "Euro Zone Faces New Questions Over Financing Weak Members". Niemniej, mimo że już wiadomo, że założone w "programach pomocy" załamanie tych gospodarek było i tak zbyt optymistyczne – jak spadek PKB Cypru o 8,7% ("the bailout's estimate for economic contraction this year of 8,7% is far too optimistic, analysts say") – to i tak podczas wakacji decyzje nie będą podjęte. Bo i tak wszyscy oszukują czas czekając na wybory w Niemczech (polecam artykuł Antona Trojanowskiego i Marcusa Walkera: "Merkel Gains Ground as Election Nears" w WSJ) będą starali się unikać eksponowania konieczności podejmowania istotnych decyzji. W kraju antypolska nagonka na arcybiskupa Henryka Hosera, którego w mediach "okłada" odwołany proboszcz i poucza w ramach głoszenia "cywilizacji śmierci" jaka powinna być nauka Kościoła. Całość, gdyby nie poważne podejście liberalnych mediów, nadawałoby się jedynie na groteskę, gdyż pouczany hierarcha jest lekarzem i o bioetyce jak nikt ma pojęcie, podczas gdy podjudzany ksiądz specjalizuje się w tematyce relacji katolicko-żydowskich. Całość skłania do konieczności przejęcia przez Kościół w Polsce swojej historycznej roli kierownika spraw narodowych w sytuacji moralnego upadku naszych elit.

W przeciwieństwie do braku informacji gospodarczych, w polityce na świecie jest równie gorąco jak w nieklimatyzowanych pomieszczeniach. A to za sprawą Snowdena i z powodu rozruchów społecznych na Bliskim Wschodzie. I o ile pozycja najpoważniejszego sojusznika Polski USA znacznie wzrosła na Bliskim Wschodzie o tyle wybuch „afery Snowdena” może okazać się obciążeniem na wiele lat i ukazywać trwałą erozję wpływów amerykańskich na świecie. Wydaje się, że zarówno Wall Street Journal jak i Financial Times z braku informacji finansowych coraz częściej analizują procesy geopolityczne zachodzące na świecie. I tak Gideon Rachman w artykule "Turkey’s cultural divide" ciekawie ujmuje przemiany zachodzące w Turcji które ukazują podział społeczeństwa na "białych" i "czarnych" ("In Turkey, the divide is between 'black' and 'white' Turks"), a który to podział może być wyjaśnieniem dla polskiego obserwatora co do procesów jakie przebiegają w islamskich społeczeństwach tamtego regionu. Otóż "biali" to "zeuropeizowani" obywatele, którzy kontestują wskazania islamu, a również mniejszości narodowo-religijne, które czują się niepewnie w społeczeństwie, w którym dominują przedstawiciele muzułmańskiej większości.

"Czarni" to przedstawiciele większości muzułmańskiej, którzy dążą do wprowadzenia rozwiązań instytucjonalnych, typowych dla tych społeczeństw. Na to nakłada się wielka polityka w postaci "Wojny z terroryzmem", która może postawić w konflikcie z największą potęgą militarną świata wszelkie ugrupowania, które kontestują ustalony porządek rzeczy. W prosty sposób przekłada się na to konflikt izraelsko-arabski w tamtym regionie, co czyni cały region jako wyjątkowo niestabilnym w przypadku wybuchu wszelkich ruchów społecznych przeciwko ustanowionym tam reżimom. Otóż o ile Ameryka kontroluje państwa szejków z Zatoki Perskiej, dla których to, co się stało ze starającym się zachować pewną niezależność Kadafim jest wystarczającym ostrzeżeniem, co może się stać z bogatym państwem naftowym w przypadku niesubordynacji, o tyle gospodarczo i demograficznie wzmocniona Turcja wygląda na kraj, który wyrwał się z tej orbity, mimo długoletniej dominacji kemalizmu i przynależności do struktur NATO.

Sytuacja kraju posiadającego znaczące zasoby ropy wydaje się z góry skazana na porażkę, w sytuacji kiedy dochody z niej mogą sfinansować wydatki na utrzymanie struktur państwowych i to niezależnie od tego czy uformowanych w sposób demokratyczny czy też nie. I to nawet w sytuacji tak ludnego kraju jak Irak, będącego drugim producentem ropy naftowej w ramach OPEC, czy zapomniana Algieria, w której jak podaje Matt Bradley, Tamer El-Ghobashy i Charles Levinson w artykule "Egypt Descends Into Chaos" zginęło 100 tys. osób ("the situation in Egypt recalls Algeria in 1992, when that country's military leadership took control just as an Islamist party neared electoral victory. The result was an eight-year-long uprising in some 100,000 Algerians died").

Odmiennie kształtuje się sytuacja ludnych krajów bez źródeł ropy. O ile Somali, Jemen a nawet w pewnej przyszłości Afganistan są na obrzeżach zainteresowania i najprawdopodobniej zostaną pozostawione sobie, a Pakistan rozgrywany w ramach konfliktu z Indiami, o tyle sytuacja w Egipcie i Syrii graniczących z Izraelem, oraz Turcji jest odmienna. Syria jest ostatnim krajem graniczącym z tym państwem, nad którym USA jeszcze nie sprawuje kontroli, co sprawia że pomimo systemu autorytarnego dławiącego radykalne ruchy muzułmańskie jest obiektem aktualnej wojny domowej. I wprawdzie to tylko autora spekulacja, ale wydaje się, że za niechęcią do bezpośredniego zaangażowania się Turcji w tym konflikcie stoją rozruchy, których byliśmy świadkami w ostatnim okresie w tym kraju. Wprawdzie władze tego kraju oskarżały bezpośrednio zarówno mniejszość żydowską, jak i zagraniczne media w napędzeniu protestów dążących do zmiany demokratycznie wybranych władz, to jednak w powietrzu czuło się oczekiwanie na przewrót wojskowy, który w przeszłości się pojawiał w sytuacji zagrożenia funkcjonowania liberalnego państwa. I o ile brak reakcji armii może być uznawany jako przejaw przejęcia cywilnej kontroli nad armią w tym kraju, o tyle tak naprawdę to należy traktować powyższą sytuację jako ostrzeżenie dla władz i niechęć Ameryki do skomplikowania sobie sytuacji w tym zapalnym regionie.

Dla pragmatycznego premiera Erdogan’a odpływ kapitałów zagranicznych i konieczność $2,25 mld wczorajszej interwencji banku centralnego w celu podtrzymania lira, na równi z wypadkami w Egipcie jest dowodem na funkcjonowanie "lobby stóp procentowych" jak i "podwójnych standardów" Zachodu, o czym pisze Daniel Dombey w artykułach "Erdogan attacks west’s reaction to Morsi’s overthrow" i "Turkey’s central bank seeks to prop up lira without rate rise". To co nie wystąpiło w Turcji nastąpiło w Egipcie, w którym wojsko doprowadziło do obalenia demokratycznie wybranego prezydenta i zawieszenia konstytucji. W tym przypadku wygrali "biali", nie dla tego że są liczniejsi, lecz dlatego że ten ludny kraj w przypadku dalszej erozji wpływów mógłby się stać drugą Turcją, stawiającą wymagania Zachodowi.

Doskonale powyższe krystalizowanie się amerykańskiej opinii opisuje Adam Entous, Jay Solomon i Peter Nicholas w artykule WSJ "U.S.'s Stance Was Product of Yearlong Shift", które zakończyło się wtorkowym ultimatum Johna Kerry’ego przekazanym egipskiemu ministrowi spraw zagranicznych Mohamedowi Kamel Amr, a zawierającemu żądanie ustąpienia zarówno prezydenta jak i premiera – "Mr. Kerry conveyed his message: Egyptian President Mohammed Morsi needed to take dramatic action—agree to new presidential elections, a 'real' coalition government and a new prime minister, to defuse Egypt's mounting turmoil and avert a military coup, say officials briefed on the conversation".

Powyższa analiza, na tle lektury ostatnio upolitycznionych doniesień Wall Street Journal i Financial Times’a ma na celu przybliżenie polskiemu czytelnikowi diagnozy sytuacji w tym sąsiadującym z Europą regionie świata, w odmienny od prezentowanego w polskich mediach sposób. Gdyż o ile obecnie nasz amerykański sojusznik zdobył w tym regionie dominującą pozycję, to jednak w tej konfrontacji jego potęga kruszeje co musi mieć wpływ na położenie Polski. Fakt że Europa popiera nie demokratycznie wybranych "czarnych" lecz często bazujących na przemocy "białych" sprawia, że w zderzeniu cywilizacyjnym, które następuje de facto przegrywa. A od tego już tylko krok aby w sytuacji załamania demograficznego nie podzieliła losu Cesarstwa Rzymskiego, zalanego przez Germanów w chwili osłabienia militarnego. A przecież w oddali już czyha smok chiński, słoń indyjski i żądny rewanżu populizm latynoamerykański.

Mając to na uwadze Polska powinna wycofać się z zaangażowania militarnego w tamtym regionie, co sugerował przewodniczący Episkopatu Polski arcybiskup Józef Michalik mówiąc o udziale Polski w "wojnach niesprawiedliwych", nawet jeżeli będące pod wpływem nacisku sojuszników słabe polskie elity starają się tych postulatów nawet nie formułować.


Dr Cezary Mech
Agencja Ratingu Społecznego

Autor bloga

mech

Cezary Mech

Dr Cezary Mech jest absolwentem IESE, byłym zastępcą szefa Kancelarii Sejmu, prezesem UNFE, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów, a obecnie prezesem ARS

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook