Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Opowieść Joahima Gaucka

22.02.2012

Przyszłego prezydenta poznałem w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Pełnił wtedy funkcję prezesa Federalnego Urzędu ds. Akt Stasi.

Prezydenta Niemiec - gdy piszę ten felieton Joachim Gauck jest kandydatem na stanowisko głowy państwa, ale wobec deklaracji poparcia tej kandydatury przez wszystkie liczące się partie polityczne jego wybór przez Zgromadzenie Federalne wydaje się przesądzony - poznałem w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Pełnił wtedy funkcję prezesa Federalnego Urzędu dz. Akt Stasi zwanego potocznie Instytutem Gaucka. Przyjechał do Warszawy, gdzie toczyła się zażarta dyskusja w sprawie lustracji, a nie było jeszcze Instytutu Pamięci Narodowej, żeby podzielić się doświadczeniami kierowanej przez siebie placówki. Przypomnę, że w tamtych latach Polska była w ogonie krajów byłego obozu socjalistycznego, jeśli chodzi o próby uporania się z ponurym dziedzictwem funkcjonowania komunistycznej bezpieki. Dziedzictwem tym były „teczki”, w Polsce mocno przetrzebione w latach 1989-90 przez funkcjonariuszy Czesława Kiszczaka, w których bezpieka gromadziła materiały operacyjne przeciwko prawdziwym, czy domniemanym wrogom socjalistycznego państwa. Na pytanie: dlaczego obywatel Niemiec, Czech, Słowacji czy Węgier może poznać zawartość swojej „teczki”, a Polak już nie? - zamiast odpowiedzi - słyszało się pytanie: po co?

Joachim Gauck świetnie zorientowany w tenorze toczącego się wówczas nad Wisłą dyskursu i jakby odpowiadając mi na pytanie „po co?”, opowiedział mi następującą historię. W jednym z zakładów metalurgicznych Drezna pracował przez kilkadziesiąt lat jako ślusarz Wolfgang Schmidt. Gdy nastąpiło zjednoczenie Niemiec był już na emeryturze, koniecznie trzeba dodać - bardzo niskiej, o jedną trzecią mniejszej, niż otrzymywali jego koledzy. Przyczyna? Przez cały okres swojej pracy praktycznie nie awansował, najczęściej nie otrzymywał premii i miał niższe od kolegów zarobki, na podstawie których wyliczono mu wysokość emerytury. Z tego powodu przez całe lata słyszał od swojej nieco gderliwej żony, że jest życiową ofermą, że innych stać było na wakacje w Bułgarii, a sąsiad z przeciwka kupił nawet trabanta. Poddany tak wieloletniej „obróbce” nasz bohater przestał reagować na gderanie żony, zamknął się w sobie i w końcu sam uwierzył, że jest nieudacznikiem. Co więcej - jakoś się z tym pogodził. Będąc już emerytem, zapewne z ciekawości, ale i z nudów – udał się do Instytutu Gaucka. Okazało się, że była tam jego „teczka”, całkiem zresztą gruba.

Po lekturze jej zawartości, wrócił do domu rozpromieniony.- Słuchaj głupia babo, nie jestem jakimś tam nieudacznikiem, jestem kozakiem, a moja „teczka” puchnie od donosów, że opowiedziałem, a wiesz, ze lubię, taki czy inny dowcip polityczny. I jest tam wniosek fabrycznego opiekuna ze Stasi, że jako osobnika niepewnego politycznie, należy mnie zwolnić. W odpowiedzi kierownik zmiany napisał, że wolałby tego nie robić, gdyż jestem znakomitym fachowcem, słyszysz - znakomitym. I jeszcze ci powiem, żeby wszystko było jasne - na rogu tego dokumentu funkcjonariusz napisał odręcznie: „Zgoda, ale nie awansować”.

Od tej chwili - kończył tę opowieść Joachim Gauck - życie Wolfganga Schmidta stało się jak nigdy szczęśliwe. Wyprostował się, odmłodniał, żona w domu jakby mniej gderała, a sąsiedzi zaczęli odnosić się z szacunkiem. I nawet dwaj z kilkunastoosobowej grupy donosicieli przyszli z przeprosinami – i Wolfgang im wybaczył.

Autor bloga

GelbergW

Andrzej Gelberg

Zastępca redaktora naczelnego "Gazety Bankowej", były redaktor naczelny "Tygodnika Solidarność", działacz opozycji antykomunistycznej i „Solidarności”.

Najczęściej czytane na blogu

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook