Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Co jeszcze musi się wydarzyć...

16.01.2012

…żebyśmy ochłonęli i zdali sobie sprawę, że żyjemy w państwie, które jest chore. Że w przestrzeni publicznej kluczowe słowa zostały oderwane od znaczeń, zapaść semantyczna osiągnęła poziom orwellowski, a manipulatorzy bez skrupułów serwują nam opis rzeczywistości metodą a rebours.

A jednak często jest, że ktoś słowem złym
zabija tak, jak nożem

Czesław Niemen „Dziwny jest ten świat”

Napisany przed kilku laty esej zatytułowany „Nienawiść” rozpocząłem od frazy: „Od dłuższego już czasu prześladuje mnie w snach taki oto obrazek: jakiś facet, którego twarz wydaje się mi znajoma, trzyma przy moim gardle nóż i z wykrzywioną gębą zadaje natarczywe pytanie: dlaczego tak mnie nienawidzisz? Próbuję zaprzeczać, że nie, że nic podobnego, że tylko różnimy się w ocenach, ale on wie lepiej, ostrze noża coraz bardziej naciska moją krtań – i wtedy budzę się zlany potem”.


Gdy pisałem ten esej, nie sądziłem, że stanie się on aż tak złowieszczo profetyczny. 10 października 2010 r. Ryszard Cyba (były działacz PO) wdziera się do siedziby łódzkiego biura poselskiego PiS z zamiarem  zamordowania Jarosława Kaczyńskiego. Gdy go tam nie zastaje, czterema strzałami zabija pracownika biura Marka Rosiaka, a gdy zacina się mu karabin, drugiemu pracownikowi biura, Pawłowi Kowalskiemu - cudem potem uratowanemu - podrzyna gardło. Jakie były pierwsze komentarze po tej mrożącej krew w żyłach zbrodni? Że sprawca musi być chory psychicznie, że planował - wbrew jego jednoznacznym deklaracjom - zamordowanie jakiegokolwiek posła. Stefan Niesiołowski od razu zameldował się, że też był na celowniku. Gdy śledztwo, a potem badania psychiatryczne sprawcy odrzuciły obie te wersje, pojawiła się wersja nowa: kto sieje wiatr, ten zbiera burzę. Krótko mówiąc: „partia nienawiści” - a nad stworzeniem i utrwaleniem się takiego wizerunku PiS napracowali się przez lata politycy „partii miłości”, ale także fachowcy od PR wraz z zaprzyjaźnionymi dziennikarzami – zaplotła sznur na własną szyję i sama jest sobie winna. Potem w tej sprawie na długie miesiące nastąpiła cisza, przerwana ostatnio informacją o wyroku dożywotniego wiezienia dla mordercy. O tym, kto sieje nienawiść w przestrzeni publicznej już się nie deliberuje – sprawa wszak jest przesądzona.

23 września ubiegłego roku przed kancelarią premiera – żywa pochodnia. Andrzej Ż., zostawiając list do Donalda Tuska, wyjaśniający powody swojego dramatycznego protestu, oblewa się benzyną i podpala. Borowcom udaje się ugasić płomienie, a desperat trafia do szpitala. Choć trudno sobie wyobrazić bardziej spersonalizowaną formę protestu – media, wbrew oczywistej intencji człowieka, który się podpalił, nie publikują jego pełnego nazwiska. Szybko też przestają się interesować jego dalszym losem, jeszcze szybciej – zarzutami zawartymi w liście skierowanymi przeciwko patologiom występującym w instytucji państwowej.

I zdarzenie już z tego roku, równie, a może jeszcze bardziej niecodzienne jak dwa poprzednie: próba samobójcza prokuratora Naczelnej Prokuratury Wojskowej, płk. Mikołaja Przybyła na zwołanej przez niego konferencji prasowej, na której przedstawił długą listę zarzutów dotyczących funkcjonowania wojskowego aparatu sprawiedliwości, a także zarzutów pod adresem mediów, które jego zdaniem manipulowały informacjami i tworzyły wokół niego  coraz bardziej „gęstą” atmosferę. Samobójczy strzał pułkownika nie zakończył się jego śmiercią i niemal natychmiast grono polityków i basujących im pismaków zaczęło snuć hipotezę o tym, że mieliśmy do czynienia z starannie wyreżyserowaną symulacją samobójstwa. Tych, którzy wygadują i wypisują takie brednie można byłoby zapytać, czy w jakichkolwiek okolicznościach i w jakiejkolwiek sprawie gotowi byliby wziąć udział w „inscenizacji” polegającej na włożeniu sobie do ust pistoletu kal.9 mm – i pociągnięciu za spust! Dodać w tym miejscu trzeba, że już kilka dni po tym, co by nie mówić, niezwykłym wydarzeniu, temat zarzutów pułkownika został starannie „rozmyty”, a on sam trafił do szpitala psychiatrycznego.

Powrócę do pytania zawartego w tytule: co musi się jeszcze wydarzyć.?

Bo tym, którzy mają krótką pamięć – przypomnę:

  1. W roku 1991 w niewyjaśnionych do dzisiaj okolicznościach ginie Waldemar Pańko, prezes Naczelnej Izby Kontroli, która wtedy próbowała rozgryźć aferę FOZZ.
  2. W roku 1998 zostaje zastrzelony pod własnym domem Komendant Główny Policji gen. Marek Papała. Sprawców morderstwa do dzisiaj nie ustalono.
  3. W roku 2001 ginie od strzału w głowę minister w rządzie Jerzego Buzka – Jacek Dębski. Dwaj podejrzani o tę zbrodnię: zleceniodawca Jeremiasz Barański ps.Baranina” i wykonawca Tadeusz Maziuk ps. „Sasza” wieszają się w aresztach śledczych.
  4. Już tylko dla porządku - bo sprawa nie dotyczy polityka - warto przypomnieć, że skazani za zamordowanie Krzysztofa Olewnika też powiesili się w celi. A dziś aparat sprawiedliwości, wspierany przez szukające sensacji media, dokonuje rewizji w domu rodziny Olewników i kto wie, czy nie doczekamy się zarzutów prokuratorskich. Że mataczyli w czasie śledztwa i nie w pełni współpracowali z policją, że nagrywali rozmowy z politykami, do których bezskutecznie przez lata pukali.
  5. Grudzień 2009 – Grzegorz Michniewicz, szef kancelarii premiera, popełnia samobójstwo, dziwnym zbiegiem okoliczności w dniu powrotu z remontu w Samarze tupolewa o numerze bocznym 101.
  6. Kwiecień 2010 – zwłoki szyfranta Zielonki zostają wyłowione z Wisły. Stwierdzono samobójstwo.
  7. Październik 2010 – poćwiartowane zwłoki senatora PiS, członka Komisji Macierewicza, Eugeniusza Wróbla, wyłowione zostają z Zalewu Rybnickiego. Sprawcą zbrodni okazuje się jego rodzony syn, który nic nie pamięta…
  8. Sierpień 2011 – szef Samoobrony, były wicepremier RP Andrzej Lepper popełnia samobójstwo, wieszając się w siedzibie swojej partii.

    Co musi się jeszcze wydarzyć?

 

 

Autor bloga

GelbergW

Andrzej Gelberg

Zastępca redaktora naczelnego "Gazety Bankowej", były redaktor naczelny "Tygodnika Solidarność", działacz opozycji antykomunistycznej i „Solidarności”.

Najczęściej czytane na blogu

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook