Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Życie teatralne dzikich

30.12.2013

Rok 2013 był u nas rokiem teatru. Nareszcie o teatrze dużo się mówiło. A że na usta cisnęły się niewybredne inwektywy, to znaczy, że mamy po prostu niewyrobioną publiczność.

W krakowskim Starym Teatrze widzowie pod wpływem obsceny ze  sceny  przerwali przedstawienie okrzykami, „Wstyd! Hańba! Dość! To jest Teatr Narodowy!”. Na to wyszedł reżyser tego spektaklu, a zarazem dyrektor, Jan Klata i oznajmił awanturującej się gawiedzi: „Wynoście się!”. Dojrzali widzowie z przyjemnością oglądali naszych czołowych aktorów odgrywających sugestywnie kopulację, a jacyś tacy, których edukacja zatrzymała się na obejrzeniu klasycznie, czyli bez polotu wystawionych: „Nocy Listopadowej”, „Dziadów” czy choćby „Szewców”, rozrabiali jak pijane zające. Dzicz, nie rozumiejąca wprowadzenia nowoczesności Stringbergowi, to znaczy Strindbergowi, w przedstawienie „Do Damaszku”, popisała się zwyczajnym brakiem kultury.

Doprowadziła też do zerwania prób następnej perły w koronie narodowej sceny  „Nie - Boskiej Komedii”. Publiczność została pozbawiona prawdziwej  uczty intelektualnej.

„W jednej ze scen miał wybrzmieć hymn Polski... śpiewany po rosyjsku, a później śpiewany po polsku, ale na melodię „Deutschland, Deutschland über alles”. Jedna z głównych bohaterek po drastycznej scenie gwałtu bierze ślub i jest ucharakteryzowana na wzór Maryi Niepokalanej” (niezalezna.pl)

Jak można prostacko hamować inwencję artysty – wizjonera ściągniętego aż Bośni, Olivera Frljicia. Wystawić „Nie – Boska Komedię” po bożemu, może każdy, a wyłuskać z niej elementy antysemickie, to wymaga czegoś więcej, a nie tuzinkowego przeciętniactwa.

Dużym powodzeniem cieszy się natomiast teatr Warlikowskiego. Tutaj publiczność wie na co może liczyć i  nie przydziwia się jak podróżnik i antropolog Bronisław Malinowski, który aż opisał „Życie seksualne dzikich północno-zachodniej Melanezji”, widząc golasów. Tutaj jak podczas przedstawienia aktor wychodzi i ściąga gacie, żeby postać z ptakiem na wierzchu, to jest wzniosłe przeżycie dla sporej części panów na widowni. A panie też pewnie są usatysfakcjonowane, z tym, że to jest efekt uboczny przedsięwzięcia.

W tym kontekście trudno się dziwić, że odebrano Teatrowi Dramatycznemu w Warszawie imię Gustawa Holoubka, a teatrowi „Na Woli” , Tadeusza Łomnickiego.

Co ci archaiczni i konserwatywni aktorzy wiedzieli o teatrze? Zawsze ubrani podczas odgrywania roli pod szyję.  Niech się ich rodziny i ewentualni wielbiciele cieszą, że władze Warszawy ochrzciły ich imionami sceny w tych połączonych teatrach. Pomysł połączenia dwóch teatrów, z których jeden jest na ulicy Kasprzaka, a drugi  w Pałacu Kultury i Nauki, nie jest ot tak, z pod dużego palca.

Warszawscy radni Platformy Obywatelskiej postanowili udowodnić, że w abstrakcji nie odstają od obowiązujących u nas nurtów teatralnych. Niewykluczone, że na którejś z sesji rady miasta, ściągną z siebie ciuchy do rosołu, żeby podkreślić, że chłoną kulturę całym sobą.

Autor bloga

Makowski-Ryszard

Ryszard Makowski

Satyryk. Kabaret OT.TO, Kabaret „Pod Egidą”. Niegdyś felietonista „Uważam Rze”, obecnie "wSieci". Autorskie płyty - „Pęc ze śmiechu” i „Na ochotnika do psychiatryka”.

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook