Jedynie prawda jest ciekawa

Publicyści w pułapce obiektywizmu

08.11.2015

Cześć dziennikarzy uważanych za prawicowych rzuciła się do krytykowania prezydenta i powstającego rządu. Zareagował na to Piotr Wielgucki (Matka Kurka) nazywając ich „niepokornymi” gówniarzami.


Uznając prawo do niezależności dziennikarskiej i dbania o status obiektywnego komentatora, rzeczywiście mogą trochę dziwić zachowania na zasadzie klasowego prymusa, „ja prosę pani, ja pierwsy…” i nazbyt wyrywne rzucenie się z obcesową krytyką na jeszcze nie do końca ukonstytuowaną władzę. 
W Polsce trwa wojna ideologiczna. Od początku III RP, ci co nas chcą zniewalać robią to za pomocą informacji. Informacji często zniekształconej, często tendencyjnie przetworzonej, a i chętnie posługują się zwykłym kłamstwem.

Olbrzymi sukces jakim jest zdobycie praktycznie absolutnej władzy przez obóz patriotyczny, chcący naprawiać Polskę, jest w dużej mierze dziełem dziennikarzy nazywanych, celem wytykania „prawicowymi”.  To oni przeciwstawili się linii Gazety Wyborczej, wspieranej przez „zaprzyjaźnione telewizje”, rozgłośnie radiowe, tygodniki i portale. To im udało się złamać  monopol  mediów III RP. Ogromną rolę w rozmontowaniu systemu dominującego od ponad 25 lat, odegrał internet, ale tam też aktywność publicystów sprzeciwiających się michnikowszczyźnie była imponująca. 

Propagandzie została przeciwstawiona  prawda i ta prawda wygrała. 

Obecnie dziennikarze uważani za prawicowych znaleźli się w niezbyt komfortowej sytuacji. Nie chcą być traktowani jako przybudówka do PiS, a z drugiej strony pochopna i surowa ocena poczynań tej partii i prezydenta, to stanięcie ramię w ramię z Michnikiem, Żakowskim czy Lisem. Niezbyt ponętne.

I tutaj trzeba się wykazać niezwykle subtelnym umysłem. Nie jest żadną sztuką nagle zaatakować  prezydenta, że sam się kopnął w kostkę wyznaczając pierwsze  posiedzenie parlamentu, w tym samym dniu, kiedy jest nieformalny szczyt Unii Europejskiej na Malcie. Sprawa jest bardziej złożona. Podobnie włączenie się do chóru, że rząd jest formułowany zbyt opieszale, też niewiele wnosi, gdy wszelkie terminy są dotrzymywane. Wiadomo, że sprawy personalne, jeszcze tak ważne jak kto zostanie ministrem zawsze natrafiają na ludzkie ambicje, konflikty interesów czy zwykłe przepychanki.

Nie o to chodzi, aby przymykać oko na potknięcia tej nowej władzy, ale w momencie, kiedy tamtej  stronie jest niezwykle na rękę, żeby robić rejwach i stwarzać atmosferę nadciągającego pisowskiego Armagedonu, nie wypada chyba ich wyręczać w tandetnym dziele.

Walka o lepszą Polskę jeszcze się nie skończyła i trzeba sobie zdawać sprawę, że my publicyści jesteśmy na froncie, a wróg nie złożył broni i mediach trwa „naparzanka” w najlepsze. Oni strzelają do nas, a my musimy do nich. Można strzelać w powietrze i udawać, że się walczy, można też strzelić do kogoś z naszych okopów i powiedzieć, że cóż, „Bóg kule nosi”. 
Wielu komentatorów pragnie zachować dystans do jednej i do drugiej strony i teoretycznie to jest najlepsza postawa. Jednak w naszej sytuacji to jest siedzenie okrakiem na barykadzie. Wcześniej czy później oberwie się i od tych i od tamtych. 

Publicysta  trochę różni się od reportażysty, którego jedynym celem jest rzetelna, wręcz obrazkowa  relacja. Pisząc felieton czy komentarz trzeba zająć jakieś stanowisko. Czasem trzeba jasno się opowiedzieć, po której jest się stronie. Takie czasy. 

Nawet w fizyce, nauce obiektywnej, występuje tzw. efekt obserwatora. Termin ten odnosi się do tego, że sam  akt obserwacji albo pomiaru, wprowadza zmiany do obserwowanego zjawiska. Tym bardziej będąc obserwatorem politycznym trudno uniknąć wprowadzania zawirowań światopoglądowych.

W sytuacji pisowskiej wszechwładzy świętą powinnością  dziennikarzy jest patrzenie  tej władzy na ręce. I to nie podlega dyskusji. Natomiast dajmy szanse prezydentowi i jeszcze nie powstałemu rządowi, by się zainstalowali na stanowiskach, by mogli cokolwiek zdziałać, a potem ich recenzujmy.

Łajanie na chybcika, byle jak  za byle co, żeby tylko poprawić własne  samopoczucie i podbijać sobie  bębenek, na zasadzie „patrzcie ludzie jaki to ja jestem bezkompromisowy i niezależny” wypada groteskowo. A co więcej zamiast zwiększać wiarygodność dziennikarza, tylko ją rozmydla i deprecjonuje.



Autor bloga

Makowski-Ryszard

Ryszard Makowski

Satyryk. Kabaret OT.TO, Kabaret „Pod Egidą”. Niegdyś felietonista „Uważam Rze”, obecnie "wSieci". Autorskie płyty - „Pęc ze śmiechu” i „Na ochotnika do psychiatryka”.

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook