Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Poselskie odloty

08.11.2014

Najprawdopodobniej mamy do czynienia z najdroższym winem świata pitym w tanich liniach.


Dziękuję Trzem Muszkieterom z PiS i ich małżonkom za ożywienie smętnej kampanii samorządowej. Tanie linie, tanie numery, drogo kosztują.

Na finiszu walki o samorząd był potrzebny jakiś mocny akcent, bo inaczej przecież byśmy nawet nie wiedzieli, że toczy się jakaś rywalizacja. Wiało billborodową nudą z każdej strony.

A tak mamy konkretne wydarzenie, o którym trąbią prorządowe media z niekłamaną satysfakcją.

Żony posłów PIS postanowiły się uraczyć winem na wysokości w tanich liniach. Wyciągnęły własne flaszki i zrobiła się z tego awantura. Niby poseł za żonę nie odpowiada, ale jak już się jedzie w celach oficjalnych, to chociaż można by zapowiedzieć – Tylko nie zrób mi obciachu przy ludziach.

Poza tym w samolocie są takie torby dla osób źle znoszących podróże bliskie kosmicznych. Wystarczyło flaszkę opakować i nikt by się nie mógł czepić. Nawet tania stewardesa, ani tani kapitan. Wyraźnie jednak ostentacja i pycha wzięły górę.

Nie w tym jednak tkwi cymes całego zamieszania.

Warszawa - Madryt, 2974 km (w jedną stronę). Wręcz imponuje tupet, żeby brać kilometrówkę, bo rzekomo się będzie tarabanić furą w te i we w te. Do tego prawdopodobnie próbowano to rozliczyć na parę samochodów.

Z drugiej strony, trochę dziwi, że ci co w Sejmie zatwierdzali wypłatę zaliczek nie zapytali – Co wy w środku prac sejmowych i kampanii, będziecie grzać samochodami cztery albo i pięć dni przez Europę? Nie możecie tanimi liniami polecieć?

Tu należy zauważyć jakie to trzeba kanclerskie głowy żeby taki numer wykombinować. I też podziwiać nasz Sejm, że w ogóle takie „deale” są możliwe.

Numer „na samochód” przyszedł do nas z Europarlamentu. Do Brukseli czy Strasburga opłacało się jechać samochodem, bo rozliczanie było niezwykle intratne. I to właśnie europosłowie PiS także rzetelnie wykorzystywali. Najlepiej było pojechać jednym w pięciu i rozliczyć pięć podróży.

Podobno były przypadki, że rozliczali się nawet ci co nie mieli ani prawa jazdy, ani samochodu.

W sumie można zrozumieć, że nasi parlamentarzyści chcieli przenieść europejskie wzorce na grunt krajowy.

Gdy zrobiło się zamieszanie trzej posłowie złożyli oświadczenie, że tanie linie opłacili z własnej kieszeni, a zaliczki zwrócili. Gdyby jednak sprawa się nie rypła, zacierali by pewnie teraz rączki jacy są przemyślni.

Najprawdopodobniej mamy do czynienia z najdroższym winem świata pitym w tanich liniach.

PiS nie ma wyjścia jak pozbyć się takich tuzów, więc panowie posłowie zapłacą karierą.

A my niestety zapłacimy kolejnymi przegranymi wyborami przez tzw. opozycję.

Autor bloga

Makowski-Ryszard

Ryszard Makowski

Satyryk. Kabaret OT.TO, Kabaret „Pod Egidą”. Niegdyś felietonista „Uważam Rze”, obecnie "wSieci". Autorskie płyty - „Pęc ze śmiechu” i „Na ochotnika do psychiatryka”.

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook