Jedynie prawda jest ciekawa

Krawaty profesora Bartoszewskiego

26.04.2015

Gdyby nie mierne standardy III RP, Władysław Bartoszewski byłby autorytetem dla wszystkich Polaków.

Podstawą istnienia możnych III RP jest wynoszenie się ponad innych. Sami pasują się na wszechwiednych mędrców, na nieomylnych demiurgów codzienności stworzonych do sprawowania rzędu dusz.  Od początku lat dziewięćdziesiątych ci namaszczani przez „Gazetę Wyborczą” pozostawiali poza wszelką oceną. Kto się tylko ośmielił kwestionować ich boskość,  nadaną im osobiście przez redaktora naczelnego  Adama Michnika był automatycznie wykluczany z dyskursu publicznego.

W ten sposób lansowano często postacie niejednoznaczne, a nawet ewidentnie szkodliwe dla Polsków. 

Gdy profesor Bartoszewski mówi, że „warto być przyzwoitym” trudno się pod taką kwestią nie podpisać. Tylko, że niestety przyzwoitość według narzuconych i obowiązujących u nas  standardów, w wielu miejscach na świecie byłby uznana co najmniej za brak przyzwoitości. 

Choćby współpraca  ze stalinowską bezpieką, czy bycie tajnym współpracownikiem służby bezpieczeństwa nie ujmuje przyzwoitości według zaaplikowanych nam norm.

Posługiwanie się kłamstwem, matactwem i propagandą w celu zniewolenia Polaków także nie jest przez rządzącą u nas kastę uważane za coś uwłaczającego.

Ostatnio do kanonu przyzwoitości doszło fałszowanie wyborów. 

Ponieważ do tego towarzystwa profesor Bartoszewski przystał całym sobą, to nawet nie mając osobiście  na sumieniu nic zdrożnego, przylgnęła do niego cała niegodziwość III RP.

A że niejednokrotnie, może nawet zbyt gorliwie chciał podkreślić przynależność do obozu władzy, a także potwierdzić swoją przydatność, jego wypowiedzi budziły zastrzeżenia. Ostentacyjnie okazywał swoją niechęć choćby do Jarosława Kaczyńskiego i jego popleczników, nic więc dziwnego, że wzbudzał złe emocje, wyrażane nawet na Cmentarzu Powązkowskim. 

To III RP wyrządziła Władysławowi  Bartoszewskiemu krzywdę. W uczciwej  Polsce ze swoim życiorysem profesor byłby otoczony autentycznym, a nie wymuszanym szacunkiem.

Jak bardzo jesteśmy dzieleni ilustruje taka błaha na pozór historia z Sopotu. Z Domu Pracy Twórczej ZAiKS wyjeżdżałem jako jeden z ostatnich przed listopadową przerwą konserwacyjną. Pani kierowniczka zwróciła się do mnie z prośbą czy nie zabrałbym do Warszawy  krawatów profesora Bartoszewskiego, które pozostawił w swoim pokoju. Odpowiedziałem, że bardzo chętnie. Moje zbytnie gadulstwo skłoniło mnie do wygłoszenia zupełnie niepotrzebnej kwestii, w której autentycznie ubolewałem że profesor niepotrzebnie ostatnio wypowiada się zbyt radykalnie. Napotkałem stalowe spojrzenie pani kierowniczki. Gdy następnego ranka wyjeżdżałem nie mogłem się z nią skontaktować, a pani na recepcji nic nie wiedziała o przesyłce. Wyraźnie okazałem się niegodnym by wieźć krawaty profesora.


Na szczęście w innym Domu Pracy Twórczej  w Zakopanem  spotkałem profesora Bartoszewskiego. Zamieniliśmy parę grzecznościowych słów i poprosiłem go o autograf na książce Pawła Jasienicy, do której napisał przedmowę.

Nie odmówił i bardzo się z tego cieszę. 

Autor bloga

Makowski-Ryszard

Ryszard Makowski

Satyryk. Kabaret OT.TO, Kabaret „Pod Egidą”. Niegdyś felietonista „Uważam Rze”, obecnie "wSieci". Autorskie płyty - „Pęc ze śmiechu” i „Na ochotnika do psychiatryka”.

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook