Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

„Ja pier…” i wszystko jasne

07.03.2015

Spontaniczna reakcja pani z delegacji w parlamencie Japonii i okrzyk "Ja pier..." ostatecznie rozstrzyga czym był wyczyn prezydenta Komorowskiego.

W spektakularnej relacji z wizyty prezydenta Komorowskiego w parlamencie Japonii koncentrowaliśmy się przede wszystkim na obrazie i zawołaniu „Chodź szogunie!”. Okazuje się jednak, że decydującym fragmentem, pozwalającym zdać sobie sprawę z wagi tego co się tam wydarzyło jest wyraźnie słyszalna reakcja jednej z członkiń delegacji, chyba odpowiedzialnej ze strony polskiej za jej formalny przebieg. Mianowicie  gdy zobaczyła gdzie wdrapał się jej pryncypał zaklęła szpetnie „Ja pier…”

Można oczywiście dywagować na temat kultury i słownictwa używanego przez osoby towarzyszące głowie państwa, ale można też stwierdzić, że efekt emocjonalny tego z czym zetknęła się ta pani był tak silny, że wyzwolił w niej reakcję niekontrolowaną.

Ona była parę metrów od całego zajścia i zawładnęła nią autentyczna groza, gdy ściągano prezydenta Polski z fotela, na który dziarsko wszedł z butami. Nerwy jej puściły i to jest koronny dowód na to jaką wagę miało zachowanie prezydenta i na ile było obraźliwe dla gospodarzy.

W tym kontekście wystąpienie rzeczniczki pałacu prezydenckiego pani Joanny  Trzaski – Wieczorek  tłumaczącej, że „… za mównicą znajduje się specjalny podest na który wszedł pan prezydent i podest ten służy do robienia fotografii delegacji zagranicznych przebywających z wizytą w parlamencie Japonii”,  wygląda tak przekonująco jak bełkot pijanego męża o czwartej nad ranem ”wiesz kochanie wracam z ważnej narady”.

Podobnie nadrzecznik prezydenta profesor Nałęcz w programie „Bliżej” Jana Pospieszalskiego brnął w bzdurę: „… jak są delegacje zagraniczne to wstawia się taki podest drewniany, żeby jak delegacja jest zbyt  liczna część stanęła na tym podeście, a część pod nim prezydent wszedł na ten drewniany podest przygotowany do tak zwanego photo opu …”

Po pierwsze jak to liczna delegacja, a po drugie nikt poza prezydentem nie wdzięczył się do obiektywu i żadnej aranżacji na fotkę „partyzancką” nie trzeba było stosować.

Próby zatuszowania karkołomnej wpadki prezydenta są niezwykle amatorskie. Pomijając ten nieszczęsny fotel, którego istnienie potwierdził korespondent prasy Japońskiej Jacek Wan, ogólnie zachowanie prezydenta i jego otoczenia było zwyczajnie prostackie. Gdy prezydent jowialnie zwrócił  się do generała Kozieja kultowym już zwrotem „Chodź szogunie!”, ten ruszył świńskim truchtem jak zupak na manewrach. Zero dostojeństwa.

Mogą teraz „tęgie głowy” z otoczenia prezydenta  kombinować i kombinować jak ratować wizerunek kompromitującego się co dnia w sposób bardziej burleskowy Bronisława Komorowskiego. Wszystko na nic. Wystarczyło jedno, może drastyczne, ale za to jak wiele mówiące „Ja pier…” naocznego świadka wydarzeń i wszystko jasne. Okrzyk w 23 sekundzie zamyka dyskusję nad tym wydarzeniem. Był to obciach nienotowany w historii japońskiego parlamentaryzmu.

http://www.youtube.com/watch?v=O-rRwtlk-Io

Autor bloga

Makowski-Ryszard

Ryszard Makowski

Satyryk. Kabaret OT.TO, Kabaret „Pod Egidą”. Niegdyś felietonista „Uważam Rze”, obecnie "wSieci". Autorskie płyty - „Pęc ze śmiechu” i „Na ochotnika do psychiatryka”.

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook