Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

I znów nic się nie stało

21.07.2013

Ogłoszenie o chorobie trenera FC Barcelony w piątek wieczorem jest gestem dalece teatralnym. O tej chorobie wiadomo było od dawna i gdyby trener zrezygnował w poniedziałek, po jakże prestiżowym spotkaniu z Lechią Gdańsk, może nie odbiło by się to na jego zdrowiu.

Z praktyki wiadomo, że najczęstszym powodem odwołania spektakli z powodu choroby aktora są prozaiczne sprawy finansowe.

Sam pomysł, by Barca zagrała z Lechią Gdańsk, wyglądał na żart prima aprilisowy.

Sytuacja przedstawia się tak, jakby zakontraktować bokserską walkę Władimira Kliczki z jakimś przypadkowym gościem z baru, który dla fasonu się zgodził stawić czoła w ringu. A nuż będzie widowisko.

Jednak zobaczyć „Barcę”, z jej gwiazdami, to jest frajda nie lada i można przymknąć oko na to, że o grze w piłkę na poważnie, nie mogłoby być w tym przypadku mowy.

Kibice kupili drogie bilety, od 200 do 1000 zł, ale uwaga, w piątek organizatorzy ogłosili obniżkę cen wejściówek. Bardzo fair w stosunku, do tych, którzy je nabyli wcześniej, słono płacąc. Przeważnie w dniu imprezy choćby koncertów, bilety są droższe.

Ile ich poszło, trudno stwierdzić. Wygłoszono taką formułę, że organizatorzy spodziewali się 34 tysięcy widzów. Jednak obniżka w ostatniej chwili, świadczy o nerwowym poszukiwaniu środków.

PGE Arena liczy 43 615 miejsc, więc kalkulacja mogła być oparta na takiej liczbie widzów. Być może brano pod uwagę, że na Wybrzeżu jest teraz sporo ludzi.

Cała sytuacja niestety nasuwa podejrzenia, że coś się nie domknęło w budżecie przedsięwzięcia.

Może ministra Mucha nie miała już środków, żeby wesprzeć 6 milionami prywatną firmę, jak w przypadku koncertu Madonny w Warszawie.

Oświadczenie FC Barcelony: nie przyjeżdżamy do Polski, bo organizatorzy nie zebrali odpowiednich pieniędzy, oczywiście nie wchodzi w rachubę z powodów wizerunkowych.

Zastosowano więc taktykę jakże chwytającą za serca fanów całego świata. Piłkarze tak przeżywają chorobę swojego trenera, że mogą mieć w nosie jakichś tam kibiców w Polsce. Tito Vilanowie należy się współczucie, ale dwa dni wolnego dla zawodników, by mogli się wypłakać, zamiast biegać po murawie, wygląda groteskowo.

FC Barcelona jest jedną z najbardziej znanych marek świata. Jej dewiza „Més que un club” czyli „więcej niż klub”, powinna znaleźć zastosowanie i teraz.

To naprawdę ciekawe, że akurat gdy rządzi Donald Tusk, zagorzały i aktywny (co się akurat chwali) miłośnik piłki nożnej, oprócz licznych plag dręczących Polskę, nasz futbol spotyka jeden kataklizm za drugim.

Reprezentacja spadła na 75. miejsce w rankingu FIFA. Najniższe w historii. W organizowanych u nas Mistrzostwach Europy byliśmy ostatni w grupie eliminacyjnej. Mecz Polska – Anglia na Stadionie Narodowym skończył się blamażem. Nie można było zamknąć dachu, a akurat złośliwie lał deszcz. Na Mistrzostwa Świata w Brazylii pojedziemy, jak zdarzy się cud.

Do tego jeszcze pan premier niedawno kulał, ponieważ dotkliwie kopnęła go piłka.

A teraz jeszcze kolejna historyczna wtopa. 

Odwołane spotkanie Lechia Gdańsk – FC Barcelona jest kolejnym symbolem bylejakości państwa polskiego. Państwa, z którym nikt się nie liczy.

Państwa, którego prezydentowi można rozgnieść jajko na ramieniu, a ten sprawia wrażenie jakby był z tego zadowolony.

Miejmy nadzieję, że wystrychnięci na dudka kibice, którzy nie wiedzą, kiedy dostaną zwrot za bilety, mają tak pogodne charaktery jak głowa państwa.

Trzy, cztery: „Polacy nic się nie stało!”.

 

 Ryszard Makowski

Autor bloga

Makowski-Ryszard

Ryszard Makowski

Satyryk. Kabaret OT.TO, Kabaret „Pod Egidą”. Niegdyś felietonista „Uważam Rze”, obecnie "wSieci". Autorskie płyty - „Pęc ze śmiechu” i „Na ochotnika do psychiatryka”.

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook