Jedynie prawda jest ciekawa

I tylko Igrzysk żal

25.08.2016

Zawsze gdy kończą się Igrzyska Olimpijskie ogarnia mnie transcendentna melancholia. Tak jest i tym razem. Adeus Rio de Janerio!

Można ubolewać, że współczesny sport jest tak niedoskonały, ale spróbujmy sobie wyobrazić nasz świat bez Igrzysk Olimpijskich. Byłby o wiele smutniejszy. Niezmiernie szkoda, że niektóre aspekty rywalizacji daleko odbiegają od szlachetnych idei, przyświecających organizacji imprezy tej rangi, ale cóż, świat nigdy nie był doskonały. Co oczywiście nie znaczy, że należy godzić się bezradnie na doping, zawyżony poziom testosteronu u biegaczek, ale źle by było, gdyby obraz sportu sprowadzony został wyłącznie do ciemnej strony.

W moim życiu Igrzyska zawsze były czymś ważnym. Odczuwałem wtedy wszechobecną atmosferę ogólnoświatowego święta. Szczególnie te z dzieciństwa i młodości utkwiły mi w psychice, emanując dobrymi wspomnieniami. A pamiętam nawet Tokio z 1964 roku i bieg naszego wspaniałego duetu K –K, Kłobukowska, Kirszenstein. Pierwsza była trzecia na 100 metrów, druga miała srebrny medal na 200 metrów, a razem w sztafecie 4x100 pobiegły po złoto i rekord świata. Los Ewy Kłobukowskiej nie oszczędził i pod niesprawiedliwymi oskarżeniami o nie „taką płeć” wykluczono ją z uprawiania sportu. Wtedy jednak, w 1964 była euforia. Z 1968 roku z Meksyku utkwił mi widok szybującego w powietrzu Boba Beamona. To było chyba największe wydarzenie w historii lekkoatletyki. Amerykański skoczek w dal pobił poprzedni rekord świata o 55 cm i uzyskał 8 metrów 90 centymetrów. Co niesamowite do dzisiaj jest to rekord olimpijski. Potem było Monachium i Władek Komar, uzyskujący w pierwszej kolejce pchnięcia kulą 21.18. Dwaj miotacz NRD mieli te sam wynik 21.14. A Amerykanin George Woods w ostatniej kolejce trafił w chorągiewkę, którą zaznaczono wynik Komara. Sędziowie jednak orzekli, że jego wynik to 21.17. Tak jak teraz nasza młoda oszczepniczka jest rozczarowana, że o dwa centymetry przegrała brązowy medal, tak wtedy wystarczył jeden centymetr by zagrano Mazurek Dąbrowskiego. Potem był Montreal, Jacek Wszoła w skoku wzwyż nie dał szans rywalom, Tadeusz Ślusarski wygrał w skoku o tyczce, a nasi siatkarze potwierdzili, że są mistrzami piątego seta. Finałowy mecz z Rosją komentował Wojciech Zieliński. Ostatniego seta w zasadzie krzyczał. U nas wtedy była lipcowa noc i pamiętam jak prosił, żeby zamnkąć okna , by jego krzyk z telewizora nie przeszkadzał śpiącym sąsiadom. Takich chyba jednak za wielu nie było. Mecz z Rosjanami zawsze wzbudzał emocje. W kontekście tej „przyjaźni” do dziś jest fetowany gest Władysława Kozakiewicza, który na Łużnikach w Moskwie w 1980 roku, pokazał gwiżdżącej na niego radzieckiej publiczności „takiego wała jak Polska cała”. Te Igrzyska były zdecydowanie najgorsze w historii. Państwa zachodu zbojkotowały imprezę sportową w kraju, który zaatakował zbrojnie Afganistan i rywalizacja była ułomna. Z Los Angeles z 1984 roku nie mam wspomnień, bo w ramach rewanżu za bojkot Moskwy, państwa Układu Warszawskiego i parę innych nie pojechały do Stanów Zjednoczonych.

Następne lata także dostarczały wrażeń, ale nie mam ambicji zastąpienia tym artykułem encyklopedii sportu.

Taką moja smutną konstatacją olimpijską jest tragiczny wypadek pod Ostromicami. To niebywałe, samochód, którym jechali Tadek Ślusarski i Władek Komar zderzył się z samochodem prowadzonym przez reprezentanta Polski na 400 m Jarosława Marca.

Tak się złożyło, że wtedy kolegowałem się z Tadkiem i Władkiem. Spotykaliśmy się w wakacje w Międzyzdrojach. Z zapartym tchem słuchało się ich opowieści z czasów gdy uprawiali sport. Szczególnie Władek Komar był niezrównanym opowiadaczem. Patrzyło się na nich z podziwem. Zloty medal olimpijski to tak jakby kogoś pasowano na rycerza.

Co mi zostanie z Rio de Janeiro? Na pewno dwie sprawy. Rekord świata Anity Włodarczyk. Styl i klasa prawdziwie olimpijskie. Do tego hołd dla Kamili Skolimowskiej, trudno napisać piękniejszą historię. Niezwykle poruszyła mnie też historia Pawła Fajdka. Chwilowa niedyspozycja zaważyła, o nie awansowaniu do finału rzutu młotem, zdecydowanego faworyta. Do góry głowa panie Pawle. Władek Komar został mistrzem olimpijskim w trzecim starcie, mając 32 lata. Może mieć pan podobnie.

Napisałem piosenkę ku pokrzepieniu naszemu miotaczowi. Tutaj tekst, a całość będzie do zobaczenia w którymś z kolejnych odcinków „Studio Yayo”. Jest już nagrana

Hart ducha ze stali

Nasz faworyt w rzucie młotem na Igrzyskach w Rio

Już w eliminacjach odpadł niespodzianie

Na Facebooku film zamieścił przepełniony łzą

Silny facet, a tu formy załamanie

Od dwóch lat niepokonany i rekordy ma

Więc po złoty medal jechał jak po swoje

Choć przykladnie się przykładał młot nie leciał w dal

Każdy obrót w kole wprost w piekła podwoje

I na głowę herosów los sufit też zawali

I w układzie nerwowym bezpiecznik się przepali

Bo człowiek jest tylko człowiekiem

A nie młotem z bezdusznej stali

Bo człowiek jest tylko człowiekiem

A nie młotem z bezdusznej stali

To już drugie są Igrzyska i nie wyszło znów

Zamiast laurów dławi krtań popiół przegranej

Tyle lat przygotowań, w sercu hula dziś ból

Tych trzech cierpkich prób, tak każdej nieudanej

Cóż nie będzie Mazurka, podium przeszło gdzieś hen

Piękno sportu wyświechtanym tchnie banałem

Stracić pewne zwycięstwo mistrzom też zdarza się

Ludzka niemoc, tych największych jest udziałem

I na głowę herosów los sufit też zawali

I w układzie nerwowym bezpiecznik się przepali

Bo człowiek jest tylko człowiekiem

A nie młotem z bezdusznej stali

Lecz w ferworze porażki, kary nazbyt surowej

Nie ma co skadać broni szansy czas szukać nowej

By pokazać hart ducha ze stali

I nie spalić tej próby życiowej

Ryszard Makowski

Autor bloga

Makowski-Ryszard

Ryszard Makowski

Satyryk. Kabaret OT.TO, Kabaret „Pod Egidą”. Niegdyś felietonista „Uważam Rze”, obecnie "wSieci". Autorskie płyty - „Pęc ze śmiechu” i „Na ochotnika do psychiatryka”.

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook