Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Ustawowa gorączka

18.06.2015

Zbliża się koniec kadencji sejmu, a to, zgodnie z zasadą dyskontynuacji prac parlamentarnych oznacza, że projekty, których parlament nie zdąży uchwalić spoczną na parlamentarnym „cmentarzysku”, o ile sejm kolejnej kadencji nie zadecyduje, że chce nad nimi dalej pracować.

W efekcie parlament przyspieszył prace nad projektami, na których zależy rządowi lub posłom. Jedną z metod przyspieszenia prac jest składanie projektów jako poselskie, a nie rządowe, bo posłowie nie muszą przeprowadzać czasochłonnego procesu konsultacji społecznych i uzgodnień międzyresortowych. Przykładem korzystania z takiej „drogi na skróty” jest choćby projekt ustawy, która ma wprowadzić nowy organ – Rzecznika Finansowego.

                Niestety w praktyce brak tego procesu konsultacji i uzgodnień przed wniesieniem projektu do sejmu powoduje, że w przypadku projektów poselskich ryzyko wadliwych zapisów i pomyłek jest znacznie większe niż w przypadku projektów rządowych, co może być szczególnie groźne, jeżeli nad projektem będzie się pracować w pośpiechu. W poprzedniej kadencji przykładem takiego bubla ustawodawczego może być ustawa o spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych, która była projektem grupy posłów rządzącej wówczas Platformy Obywatelskiej. W efekcie uchwalono akt niezgodny z Konstytucją w tym zakresie, w jakim ustawa została zbadana przez Trybunał Konstytucyjny. Co do jej pozostałych zapisów Trybunał Konstytucyjny nie zdołał się dotychczas wypowiedzieć, bo po wycofaniu przez ustępującego obecnie prezydenta Komorowskiego większości zarzutów zgłoszonych przez jego poprzednika Ś.P. Lecha Kaczyńskiego musiał umorzyć postępowanie w tym zakresie, które toczyło się w trybie kontroli prewencyjnej. W efekcie ustawa obowiązuje od 2012 a dopiero teraz będzie można poznać rozstrzygnięcie Trybunału. Będzie ono dotyczyć także dokonanej w 2013 r. gruntownej nowelizacji tej ustawy, także w oparciu o projekt poselski.

                Projekty poselskie czasami prowadzą do dość nieoczekiwanych sytuacji w sejmie. Dobrym przykładem mogą być dobiegające właśnie końca prace nad nowym Prawem spółdzielczym. Jako wiodący komisja przyjęła projekt zgłoszony przez grupę posłów PSL. Mimo to przez znaczną część swojej pracy komisja de facto zajmowała się przerabianiem tego projektu, tak by ostateczny efekt prac był zgodny z rozwiązaniami zawartymi w projekcie zgłoszonym przez grupę posłów Platformy Obywatelskiej. W pewnym momencie doszło jednak do częściowego zmiany składu komisji pracującej nad projektem i komisja w znacznie mniejszym stopniu sięgała w swoich pracach do rozwiązań wzorowanych na projekcie grupy posłów PO, a w znacznie większym opierała się na bazowych rozwiązaniach z projektu PSL. Prace jeszcze się nie zakończyły, ale wydaje się, że efekt jej prac w obecnym kształcie trudno uznać za realizację spójnej koncepcji legislacyjnej. A ponieważ były to wszystko projekty poselskie, to także nie przeszły drogi konsultacji społecznych i uzgodnień międzyresortowych.

                Warto się zastanowić dlaczego rząd „abdykuje” z korzystania z prawa inicjatywy ustawodawczej w sprawach tak istotnych jak Prawo spółdzielcze, ustawa o spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych czy regulacje dotyczące organów nadzoru i ochrony praw klientów instytucji finansowych. I dlaczego „wyręczają” go w tym posłowie koalicyjni, bo takie było autorstwo wszystkich omawianych wyżej projektów ustaw. W przypadku projektu nowelizacji ustawy o spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych, która wprowadziła gwarancje Bankowego Funduszu Gwarancyjnego dla depozytów członków kas zdarzały się dość zaskakujące sytuacje. Zapisy dotyczące gwarancji depozytów były bardzo techniczne i skomplikowane. Legislatorzy uznali, że część z nich jest wadliwa, w związku z tym usiłowali od posłów wnioskodawców uzyskać bardziej szczegółowe wyjaśnienia o co im chodziło. Ci jednak nie wiedzieli o co im chodziło. W efekcie w kuluarach legislatorzy podjęli próbę znalezienia rzeczywistego autora tych zapisów. ni przedstawiciele KNF i Ministerstwa Finansów nie przyznali się do ich autorstwa. Zdaje się, że w końcu chyba przedstawiciele BFG wskazali, co mieli na myśli.

                Nie oznacza to oczywiście, że poselska inicjatywa ustawodawcza jest złym narzędziem. Jest jak najbardziej potrzebna – bo daje, przynajmniej teoretycznie, opozycji szansę na wpływ na proces stanowienia prawa, dzięki możliwości zgłaszania swoich projektów, dotyczących problemów, którymi nie chce z jakichś przyczyn zająć się rząd. W praktyce niestety tę rolę inicjatyw poselskich skutecznie blokuje z jednej strony „zamrażarka” – czyli nie kierowanie przez marszałka projektów do dalszych prac, a z drugiej strony tendencja większości do odrzucania takich projektów już w pierwszym czytaniu.

                Warto zatem zastanowić się, czy wszystkie te projekty nad którymi obecnie pracuje sejm rzeczywiście muszą być uchwalone w pośpiechu. Może warto dać więcej czasu do namysłu i pozwolić uchwalić je w spokoju nowemu parlamentowi wybranemu już za kilka miesięcy. Może w ten sposób udałoby się zaoszczędzić pracy Trybunałowi Konstytucyjnemu, a jakość prawa wzrosłaby?

                Pomysł, że rozwiązaniem każdego problemu jest kolejna ustawa jest tylko mitem. Problemem nie jest brak prawa lecz raczej jego nadmiar i brak skutecznej egzekucji już istniejących przepisów. Może zatem warto sięgnąć po „szklankę wody zamiast” uchwalać w pośpiechu kolejne ustawy, byle tylko zdążyć przed werdyktem wyborców?

Paweł Pelc

Autor bloga

pelc pawel

Paweł Pelc

Radca prawny, Kancelaria Radcy Prawnego Pawła Pelca, wiceprezes Agencji Ratingu Społecznego

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook