Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Krótka pamięć lewicy?

18.01.2012

W sobotę 14 stycznia 2012 r. SLD oraz OPZZ w Sejmie (w Sali Kolumnowej) zorganizowały konferencję poświęconą kwestiom podwyższenia wieku emerytalnego, zapowiedzianego przez premiera Tuska. W odpowiedzi na to OPZZ przy wsparciu SLD chce zorganizować referendum w tej sprawie.

W trakcie konferencji jeden z działaczy skrytykował Klub Parlamentarny SLD za poparcie w sejmie kwotowej „waloryzacji” emerytur w roku 2012, odpór dał mu sam przewodniczący SLD, premier Miller, który stwierdził, że co prawda jest to rozwiązanie niekonstytucyjne, ale elektorat SLD takiego działania oczekuje od partii, a nawet jeśli Trybunał Konstytucyjny uznałby niekonstytucyjność takiego działania, to nie SLD za to by odpowiadało. Choć konferencja poświęcona była wiekowi emerytalnemu, to za sprawą referatu prof. Leokadii Oręziak poświęconemu OFE (a  będącego w dużej części powtórzeniem tez opublikowanego przez nią wcześniej w Przeglądzie ataku na OFE) żądającego likwidacji OFE, zanim podejmie się dyskusję na temat podniesienia wieku emerytalnego, OFE stały się klasycznym „chłopcem do bicia” w trakcie tej konferencji. Mówcom i prelegentom nie przeszkadzało w żadnym stopniu, że ustawa o organizacji i funkcjonowaniu funduszy emerytalnych została uchwalona przez sejm przed wyborami 1997 r. za rządów SLD, a przygotował ją pełnomocnik rządu ds. reformy emerytalnej, którym był wówczas Jerzy Hausner. Największe zmiany do tej ustawy wprowadzono za kolejnych rządów SLD, gdy Ministrem Polityki Społecznej, był Krzysztof Pater. Nie przeszkadza to jednak SLD i jej działaczom krytykować samej idei funkcjonowania OFE i podstaw ich działalności, czyli wprowadzenia do polskiego systemu emerytalnego obowiązkowej części kapitałowej. W efekcie postulat likwidacji OFE, zgłoszony przez prof. Oręziak spotkał się z ciepłym przyjęciem uczestników i działaczy… Przy okazji przedstawicielka Partii Kobiet poparła też wprowadzenie emerytur obywatelskich.

Zatem z jednej strony lewica broni odstąpienia od waloryzacji istniejących świadczeń i zastąpienia jej „waloryzacją” kwotową, przy pełnej świadomości, że spowoduje to spadek realnej wartości wyższych świadczeń, z drugiej strony przekonuje, że nie stać nas na funkcjonowanie OFE, a z trzeciej proponuje uzupełnienie systemu o dodatkowe świadczenia, niezależne od opłacanych składek… i wszystko to przy okazji protestu przeciwko podwyższeniu wieku emerytalnego. Dobrze jest być pięknym, młodym i bogatym… tylko, że my już to chyba mamy za sobą. Bogaci to byliśmy przed potopem szwedzkim, jako społeczeństwo właśnie zaczynamy się starzeć, demografia jest tu nieubłagalna, a o piękności chyba nikt już nie będzie dyskutował, podróżując po kraju, do którego stolicy przez 20 lat po upadku komunizmu nie udało się doprowadzić autostrady, a spis powszechny wykazał ponad 1 milion osób, które na stałe go opuściły.

Co oznaczałaby w tej sytuacji likwidacja OFE? Zwiększenie „ukrytych” zobowiązań państwa z tytułu zobowiązań do wypłaty przyszłych emerytur (w systemie zdefiniowanej składki obowiązującym w Polsce od 1999 r. im większa część składki trafia do części repartycyjnej, czyli na wypłatę bieżących świadczeń, tym wyższe są przyszłe zobowiązania), zawirowania na rynku kapitałowym oraz obniżenie popytu na polskie papiery skarbowe.

Co oznaczałoby w tej sytuacji wprowadzenie emerytur obywatelskich? Zwiększenie bieżących wydatków Państwa oraz przyszłych zobowiązań i oderwanie ich od jakichkolwiek przychodów.

Aktualne zobowiązania z tytułu zadłużenia SP (słynny „licznik Balcerowicza”) to ponad 700 mld PLN, zobowiązania emerytalne („ukryte”) to prawie trzy razy więcej – ponad 2 bln PLN (wyliczone jeszcze przed podwyższeniem części składki przekazywanej do OFE).

W efekcie likwidacja OFE i wprowadzenie emerytur obywatelskich, w pogarszającej się sytuacji demograficznej da się zracjonalizować tylko w jeden sposób – rząd na krótko poprawi sobie wskaźniki (dzięki środkom z OFE obniży potrzeby pożyczkowe), zobowiązań emerytalnych (zarówno tych obecnych, jak i ewentualnych nowych z tytułu emerytur obywatelskich) w statystykach nie widać, a gdy przyjdzie do wypłaty zwiększonych świadczeń …. a to już będzie problem innego rządu, który będzie miał (w dużo gorszej niż obecnie sytuacji demograficznej) tylko jedno wyjście – uznać, że nie stać nas na realizację praw nabytych w obecnym systemie emerytalnym i konstytucyjne uprawnienie do zabezpieczenia emerytalnego może być realizowane wyłącznie przez jednakową dla wszystkich, niską emeryturę obywatelską. Jak już „przećwiczono” na przykładzie „waloryzacji” kwotowej emerytur uchwalonej ostatnio przez sejm, ewentualna niekonstytucyjność nie jest przeszkodą przed przyjęciem rozwiązań proponowanych przez rząd. Wszak ostatnie lata doświadczyły przykładów z innych krajów UE, że o ile trudno naruszyć interesy posiadaczy obligacji (takich jak w Polsce OFE) – zdecydowano się na to tylko w przypadku Grecji (i to w ramach „dobrowolnej” redukcji), to obniżenie poziomu emerytur i praw nabytych z tego tytułu przeprowadzono w szeregu krajów, w ramach pakietów antykryzysowych.

Czy rzeczywiście lewica w Polsce ma aż tak krótką pamięć, by tego wszystkiego nie widzieć?

Autor bloga

pelc pawel

Paweł Pelc

Radca prawny, Kancelaria Radcy Prawnego Pawła Pelca, wiceprezes Agencji Ratingu Społecznego

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook