Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Jak to jest z tym klimatem?

31.12.2012

Niedawno (w numerze datowanym 19 gdudnia 2012 r.) ciekawy głos w dyskusji o „ociepleniu klimatu” opublikował Wall Street Journal. Wątpliwości w tej sprawie przedstawił Matt Ridley.

Tekst dotyczy kwestii – jak w rzeczywistości przyrost ilości dwutlenku węgla w atmosferze wpływa na ocieplenie klimatu. Okazuje się bowiem, że wcześniejsze szacunki, na których oparto kampanię przeciwko emisji dwutlenku węgla obarczone były co najmniej statystycznymi błędami, jeśli nie były po prostu manipulacją danymi. Według obecnie dostępnych danych, przedstawianych przez autora tekstu „Cooling Climate Change Fears”, podwojenie ilości CO2  w atmosferze może  prowadzić do wzrostu temperatury jedynie o 1,6 – 1,7 stopnia Celsjusza, czyli prawie o połowę mniej niż oficjalne szacunki Międzyrządowego Panelu Zmian Klimatycznych (IPCC). Ridley wskazuje, że zmiany w tej skali powinny w skali planety przynieść netto pozytywny efekt, powodując ograniczony wzrost opadów i wydłużenie okresów wegetacji roślin.

Warto przyjrzeć się tym informacjom i opiniom, bo wygląda no to, że wyznawcy religii globalnego ocieplenie są nie impregnowani i są gotowi zmuszać wszystkich do ponoszenia gigantycznych kosztów w imię ograniczenia emisji CO2 do atmosfery. Polska ma być z jednym krajów najbardziej dotkniętych tymi pomysłami, ze względu na to, że nasza energetyka oparta jest na węglu. Energetyka gazowa, czy oparta na odnawialnych źródłach energii jest znacznie bardziej kosztowna i gdyby w procesie decyzyjnym pominąć interwencyjne oddziaływanie państwa – w polskich warunkach po prostu nie miałaby sensu, bo byłaby ekonomicznie nieopłacalna. Tzw. odnawialne źródła energii mogą funkcjonować w Polsce tylko dzięki temu, że energia z nich pochodząca może faktycznie być sprzedawana znacznie powyżej cen rynkowych (m.in. z wykorzystaniem mechanizmów tzw. zielonych certyfikatów).

Unia Europejska, choć strefa euro pogrążona jest wciąż w kryzysie zadłużeniowym, brak jest zgody co do budżetu na kolejne lata i skali oraz kierunku transferów między jej krajami członkowskimi, bardziej jak niepodległości broni pomysłów mających wymusić na państwach członkowskich i działających na ich obszarze przedsiębiorcach redukcję emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Koszt tych zmian przerzucany jest jednak w praktyce na same państwa członkowskie i przedsiębiorców. Celowi temu ma służyć zarówno interwencja Komisji Europejskiej na rynku uprawnień do emisji CO2, jak i dążenie do zwiększenia skali redukcji emisji tego gazu w kolejnych latach.

Jestem głęboko przekonany, że człowiek musi dbać o swoją planetę, o otaczające go środowisko naturalne. Doceniam rozwój technologii pozwalających na ograniczenie emisji do atmosfery szkodliwych substancji, na poprawę jakości silników stosowanych w samochodach, czy działania pozwalające na powtórne wykorzystanie surowców. Nie należy jednak zapominać w tym wszystkim, że jednak przede wszystkim powinniśmy koncentrować się na dbałości o jakość życia ludzi. Brak jest poważnej dyskusji, czy w skali planety i zamieszkującej jej ludności przeznaczanie środków na ideologicznie uzasadniane „globalnym ociepleniem” ograniczenie emisji dwutlenku węgla jest najlepszą metodą alokacji ograniczonych środków. Warto się zastanowić, czy musimy się poruszać tylko między dwoma skrajnościami – chińskim modelem rozwoju, gdzie kwestie dbałości o środowisko naturalne w praktyce pomija się całkowicie, a modelem „unijnym”, gdzie próbuje się postawić zdecydowany priorytet ideologicznie motywowanej ochronie planety przed uzasadnionymi interesami jej mieszkańców – ludzi. Często za tym drugim podejściem stoją wyraźnie widoczne interesy ekonomiczne czy polityczne, jak to miało miejsce choćby w przypadku dyskusji o eksploatacji gazu łupkowego.

Od dłuższego czasu wiemy, że Europa ma poważne problemy demograficzne, które osłabiają jej potencjał rozwojowy. Próba ich ominięcia za pomocą migracji doprowadziła do szeregu istotnych napięć związanych z napływem ludności z innych kręgów kulturowych, nie chcącej asymilować się w nowych krajach i wyznającej inne wartości, niż dotychczasowi mieszkańcy tych krajów. W efekcie po przystąpieniu do UE Polska stała się jednym z tych krajów, z których „stare” kraje UE pozyskują nowych imigrantów – dobrze się asymilujących. Niestety spotęgowało to tylko nasze – polskie problemy demograficzne i doprowadziło do szczególnie drastycznego pogorszenia się sytuacji demograficznej. Warto zastanowić się na ile skoncentrowanie się brukselskiej biurokracji na walce z globalnym ociepleniem i wymuszanie wydatkowania środków właśnie na ten cel utrudnia znalezienie środków na prowadzenia polityki prorodzinnej i podjęcie prób odwrócenia obecnych trendów demograficznych… Czy w imię walki z emisją CO2 Polska ma się wyludniać?

Paweł Pelc

Autor bloga

pelc pawel

Paweł Pelc

Radca prawny, Kancelaria Radcy Prawnego Pawła Pelca, wiceprezes Agencji Ratingu Społecznego

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook