Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Zdanie odrębne

16.06.2014

W miejscach publicznych trzeba zachować minimum roztropności i ostrożności.

Warto odróżnić cztery rzeczy: treść rozmowy, jej nagranie, jej upublicznienie oraz okoliczności czasu i miejsca.

Co do treści, to nie dostrzegam w niej absolutnie niczego karalnego ani karygodnego (prócz chamskiego języka, rzecz jasna). Ot, kilku ważnych panów przedstawia sobie nawzajem, najzupełniej prywatnie, a przy tym dyskrecjonalnie, swoje punkty widzenia na różne interesujące ich sprawy. Zwykłe ple-ple wolnych ludzi w wolnym kraju.

Rzecz jasna, w pogaduchach państwowych prominentów poruszane są inne konkretne tematy i padają inne konkretne nazwiska niż na przykład w moich patriotycznych dyskusjach z przyjaciółmi podczas zakrapianej kolacji - ale różnicy co do istoty nie widzę. Jedni politycy namawiają się z drugimi politykami jak wygryźć trzecich polityków i zastąpić ich czwartymi politykami. Tak było w starożytności, tak jest teraz i tak będzie zawsze, w każdym państwie świata.

Chętnie założę się, notabene, o tabliczkę mojej ulubionej wedlowskiej czekolady z całymi orzechami, że w stosunku do uczestników tej rozmowy nie zostaną wyciągnięte żadne konsekwencje prawne (administracyjne, sejmowe ani prokuratorskie). Owszem, mogą być skutki polityczne (koalicyjne i opozycyjne), a już media na pewno będą to wałkowały na wszystkie sposoby i jak najdłużej. W końcu mamy ogóry.

Inaczej z samym nagraniem. Z wykształcenia jestem fizykiem, ale spytałem jeszcze paru znajomych inżynierów-akustyków po informatyce, i w zgodnej naszej opinii jakość nagrania jest tak wysoka, że praktycznie wyklucza amatorów. Przypuszczam, że to profesjonalna robota tajnych służb. Krajowych czy zagranicznych - nie wiadomo, ale wolałbym już polskie, bo wtedy byłaby to przynajmniej jakaś nasza wewnętrzna rozgrywka. O, i to jest zadanie dla tych właśnie służb oraz prokuratury: wykryć nagrywaczy.

Dlaczego tajne służby miałyby się tym zajmować? Z jednego powodu: nagrano rozmowę najwyższych państwowych dostojników, a nie można wykluczyć, że następnym razem (jeśli taki nastąpi) zarejestrowane zostaną nie gdybania, plotki i licencje poetiki, lecz informacje tak ważne, że ich ujawnienie mogłoby interesom państwa zaszkodzić. Chodzi o profilaktykę.

Upublicznienie rozmowy - to święte prawo (i odpowiedzialność) dziennikarzy.

Natomiast do samych rozmówców mam zarzut czysto praktyczny i zdroworozsądkowy. Afera Michnika-Rywina, taśmy Beger i inne podobne przypadki niczego, zdaje się, tych panów nie nauczyły - jak słusznie zauważył w dzisiejszym numerze "Rzeczpospolitej" jej redaktor naczelny Bogusław Chrabota. Otóż, gdy się piastuje stanowisko konstytucyjne, trzeba w miejscach publicznych zachowywać minimum roztropności i ostrożności. Konkretnie: trzeba albo nie rozmawiać na tematy drażliwe łamane przez tajne, albo mieć absolutną pewność, że się nie zostanie podsłuchanym. To nie jest trudne dla dorosłych doświadczonych odpowiedzialnych ludzi. Trzeba tylko chcieć.


 
Stanisław Remuszko

Zainteresował Cię artykuł? Znajdź nas na Facebooku!

Autor bloga

remuszko

Stanisław Remuszko

dziennikarz, autor książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice". „...jako naoczny świadek wydarzeń napisałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie…”

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook