Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Wyjście z pata

08.01.2016

Trybunał Konstytucyjny ma w Polsce monopol na rozstrzyganie, czy ustawa jest zgodna z Konstytucją. Takiego uprawnienia nie ma nikt inny – ani Sejm, ani Senat, ani rząd, ani prezydent, ani sądy, ani żaden z pozostałych organów państwa.

W odróżnieniu od wszystkich innych sędziów, którzy podlegają i Konstytucji, i ustawom, pozycja sędziego TK jest zasadniczo inna. Przeczytajmy art. 178 Konstytucji: Sędziowie w sprawowaniu swojego urzędu podlegają Konstytucji oraz ustawom. Ale art. 196 mówi: Sędziowie TK w sprawowaniu swego urzędu podlegają tylko Konstytucji.

Orzeczenia TK mają moc powszechnie obowiązującą i są ostateczne. Oznacza to, że orzeczenia te obowiązują w Polsce wszystkich oraz że od tych orzeczeń nie można się odwołać.

W tym prawnym stanie rzeczy, Trybunał Konstytucyjny ma 12 stycznia 2016 ocenić, czy nowa ustawa, dotycząca organizacji i działania tegoż Trybunału, jest zgodna z Konstytucją. Nie chodzi przy tym o jakieś drobiazgi (warunki pracy sędziego TK, jego uposażenie, czy krój szat), lecz o kwestie prymarne dla jakości orzeczeń (kto może wyrokować, a kto nie).

Gołym okiem widać, że lepiej by było, aby w sprawach tego typu nie rozstrzygał sam TK, lecz ktoś inny. Starożytna rzymska paremia nie bez powodu głosi, że nemo iudex in causa sua - nikt nie powinien być sędzią we własnej sprawie. Na zdrowy rozum, rolę substytucyjną mógłby tu z powodzeniem spełnić odpowiedni skład Sądu Najwyższego. Sęk w tym, że nie ma takiej opcji – ze względu na wspomniany monopol Trybunału!

Owszem, dałoby się to zmienić (ba, dałoby się nawet skasować sam TK!) – lecz naprzód trzeba zmienić Konstytucję. Zmiana zaś Konstytucji bez dobrej woli obu stron, to zacięta długotrwała i trudna walka polityczna, kłody pod nogi i wolnoamerykanka. Pod względem czysto formalnym, zmiana Konstytucji nie tylko wymaga większości 2/3 w Sejmie, ale i kilku, a nawet kilkunastu miesięcy czasu (procedury i terminy są w art. 235). Zwłaszcza że nieprzejednana część opozycji z pewnością zażądałaby zatwierdzającego ogólnonarodowego referendum, które bez niczyjej zgody musiałoby się odbyć, jeśli wniosek o jego przeprowadzenie złożyłoby 92 posłów. Na mój sumaryczny nos, wszystkie te legislacyjne prace nie dałyby rezultatu wcześniej niż w 2017 roku. Co do tego czasu?

Uważam, że szansą na wyjście z tego pata jest szybkie pochylenie się parlamentarzystów nad kompromisowym projektem nowelizacji naszej Ustawy Zasadniczej, który wpłynął do laski marszałkowskiej parę dni przed Bożym Narodzeniem. Zachęcam do powtórnej lektury tamtego felietoniku, a tu przypomnę tylko, że autorzy projektu (kilkudziesięciu posłów) wywodzą się z klubu Prawa i Sprawiedliwości oraz klubu Kukiz ’15; oba te kluby mają razem 275 szabel. Gdyby oba kluby uchwaliły dyscyplinę, i gdyby w głosowaniu wzięło udział wszystkich 460 posłów – za zmianą Konstytucji musiałyby opowiedzieć się przynajmniej dwie trzecie, czyli 307 posłów. Teoretycznie brakuje zatem 32 głosów. Ale frekwencja zwykle nie jest stuprocentowa i nie można wykluczyć, że dla dobra Polski część 185-mandatowej opozycji przyłączyłaby się do takiego projektu.

Nadzieję na porozumienie wzmacnia we mnie wczorajsza niespodziewana godzinna rozmowa w cztery oczy prezydenta Andrzeja Dudy z prezesem TK Andrzejem Rzeplińskim. Nie wiemy, o czym rozmawiali, ale sam fakt rozmowy napawa otuchą. Przynajmniej mnie napawa.

Autor bloga

remuszko

Stanisław Remuszko

dziennikarz, autor książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice". „...jako naoczny świadek wydarzeń napisałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie…”

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook