Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Wyczerpane baterie

19.06.2014

Trzeba skrócić kadencję parlamentu.

Pół roku po tragedii rząd przyjął projekt nowelizacji kodeksu karnego. Lecz to nie jest dobry projekt.

Przypomnijmy: pierwszego stycznia tego roku na Bogu ducha winnych ludzi idących chodnikiem wjechał rozpędzony samochód prowadzony przez pijanego kierowcę. Zginęło sześć osób, w tym dwoje dzieci.

Noworoczna tragedia wzburzyła wszystkich i wszyscy - kolejny raz - jęli żądać surowego, a przede wszystkim skutecznego rozprawienia się z plagą wypadków "na podwójnym gazie". Posłowie prześcigali się w pomysłach ostrych sankcji, rząd zaś zaklinał się, że tym razem problem rozwiąże całościowo i bez najmniejszej litości dla potencjalnych morderców za kółkiem. Pijani kierowcy mieli zniknąć z polskich szos.

Wprawdzie propozycje zmian jeszcze nie zostały przez Sejm uchwalone, ale już dziś wiadomo, że rewolucja nie nastąpi. Z bardzo prostego powodu.

Choć w różnych państwach świata problem nietrzeźwych kierowców rozwiązywano bardzo różnie, to jedna cecha była wszędzie wspólna: KIJ. Strach przed surowością kary oraz jej gwarantowana absolutna nieuchronność. Tego w obecnym projekcie zabrakło.

Po pierwsze, nie uwzględniono propozycji PSL, by dane sprawców "pijanych wypadków" (personalia, zdjęcie, sentencja prawomocnego wyroku) były publikowane w internecie. Po drugie, odrzucono propozycję PiS, podług której karą za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym mogłaby być sądownie orzeczona konfiskata pojazdu.

Najgorsze jednak - moim zdaniem - że wobec kierowców z odebranym prawem jazdy nie uruchomiono ustawowego mechanizmu, który powodowałby, że taki kierowca przyłapany na prowadzeniu pojazdu MUSIAŁBY natychmiast trafiać za kratki. Niechby na tydzień, ale bezwarunkowo, z automatu. Schwytany przez policjantów, byłby przez nich odwożony od razu do najbliższego aresztu, gdzie "uaktualniałaby" mu się kara wymierzona przez sąd w zawieszeniu przy odbieraniu prawa jazdy. Żadnej biurokracji, żadnej mitręgi. Nie masz uprawnień - nie jedź. Jedziesz - siedź!

Bacznie obserwuję te sprawy od kilkunastu lat i właśnie wyzbyłem się ostatnich złudzeń. Powiem to wprost: uważam, że posłowie nie wprowadzili w życie ani pomysłu PSL (publikacja wizerunku), ani pomysłu PiS (konfiskata auta), ani powyższej kary obligatoryjnego aresztu DLATEGO, że bali się, iż to ich zdjęcie ukaże się na portalu hańby, to im zostanie odebrana droga wypasiona bryka, to oni wreszcie pójdą do pudła, jeśli, mimo zakazu, spróbują usiąść za kierownicą. A jak nie oni osobiście - to ich rodziny albo kumple...

Pierwszy raz mam przykre obywatelskie wrażenie, że trzeba skrócić kadencję parlamentu. Jemu wyczerpały się już moralne baterie.
 

Stanisław Remuszko

Autor bloga

remuszko

Stanisław Remuszko

dziennikarz, autor książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice". „...jako naoczny świadek wydarzeń napisałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie…”

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook