Jedynie prawda jest ciekawa

Wolność mediów

20.12.2016

Wolność mediów to coś innego niż wolność słowa.

Wolność słowa, to wartość nadrzędna (ogólnoludzka, międzynarodowa, konstytucyjna). Choć nie jest wartością najwyższą (wyżej stoi ludzkie życie i zdrowie oraz wolność osobista), to najlepiej gwarantuje wszystkie pozostałe prawa i swobody człowieka i obywatela. Wolność mediów natomiast staje przed szereg dopiero wtedy i tylko wtedy, gdy służy wolności słowa.

Przypomnimy na początek trzy fundamentalne zasady rzetelnego dziennikarstwa: informować o wszystkim (brak tematów tabu), oddzielać informację od komentarza, udzielać głosu drugiej stronie. Przypomnijmy, że prymarnym zadaniem dziennikarzy nie jest żadne „kontrolowanie władzy”, jak to usiłują nam wmówić poprawne politycznie media, lecz informowanie obywateli (wieści pod strzechy, nowiny do odbiorców). Przypomnijmy wreszcie, że wszystkich obywateli obowiązuje trój-, a nie czwórpodział władzy (artykuł 10. Konstytucji RP).   

Jak wiadomo, trwa szlachetna walka (dzika awantura; niepotrzebne skreślić) o wolność mediów. Kartkę z „wolnością mediów” pokazał z mównicy poseł wykluczony potem z obrad Sejmu. W sprawie wolności mediów zabrali już głos parlamentarni marszałkowie, potem pani premier, potem pan prezydent. W tym dostojnym towarzystwie, o setkach innych głosów nie wspominając, ośmielę się i ja dorzucić swoje trzy grosze.

Jestem już wprawdzie emerytem, lecz przedtem od 1989 (!) roku przez prawie ćwierć wieku dostawałem coroczną stałą sejmową przepustkę ze zdjęciem (leżą w biurku). Znam wszystkie miejsca w Sejmie i Senacie, łącznie z tajnymi przejściami. Wiem co mówię. A mówię, że prasa miała dotąd w parlamencie łoże puchowe z priapami w narożnikach i szkandelą-młódką, a z aksamitnych draperii zwisały złote kutasy (słownik języka polskiego: ozdoba z nici, wełny, jedwabiu itp., kształtem podobna do pędzla). 

Teraz dziennikarzom ma wystarczyć zwykły podłogowy materac z gąbki o wymiarach 200 x 100 x 20 centymetrów. Uważam, że na takim materacu wyspać się można po królewsku, a jak ktoś ma wątpliwości, niech zajrzy na stronę Kancelarii Sejmu, gdzie są opisane nowe propozycje warunków pracy dziennikarzy, o które idzie cały krzyk. Przypomnę też na wszelki wypadek, że parlament jest dla parlamentarzystów, nie dla pismactwa. Mamy służyć czytelnikom, widzom i słuchaczom. 

Przenośnie przenośniami, lecz sedno proponowanych zmian ująłbym tak: praca, skupienie, meritum, spokój, sprawność, organizacja, brak zakłóceń. Oddzielenie kompetentnej roboty posła i senatora od występów (zwłaszcza niechcianych) przed kamerą i mikrofonem. Jest czas i miejsce na jedno i na drugie, lecz w budynkach Sejmu i Senatu decyzja i wybór zawsze powinny należeć do parlamentarzysty. 

Rzecz jasna, dzień bez pokazania/opisania posłanki wsuwającej kanapkę albo posła, który na chwilę zzuł pijące lakierki, to dzień stracony – ale czy tacy dziennikarze koniecznie muszą być parlamentarnymi sprawozdawcami?

Wesołych Świąt : -)

Autor bloga

remuszko

Stanisław Remuszko

dziennikarz, autor książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice". „...jako naoczny świadek wydarzeń napisałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie…”

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook