Jedynie prawda jest ciekawa

Wiarygodność sondaży

12.09.2016

Czy to prawda? Czy sondażom można wierzyć?

Dziesięć miesięcy po ostatnich wyborach parlamentarnych partia Jarosława Kaczyńskiego nadal prowadzi w politycznych rankingach. Jedne ankiety dają jej nieco więcej, inne nieco mniej, to zresztą zmienia się w czasie, ale przewaga PiS nad następnymi ugrupowaniami jest stała i wciąż ogromna.

Czy to prawda? Czy sondażom można wierzyć?

Prawda. Wiem to z autopsji.

Ponad ćwierć wieku temu w startującej "Gazecie Wyborczej" wymyśliłem i prowadziłem obywatelską "Sondę", od której starsza była tylko prognoza pogody (można sprawdzić w zszywkach). Rok później, po niepodległym odejściu z "Gazety", założyłem Prywatne Biuro Badania Opinii Ulicznej (nazwa własna), które trafnością badań przedwyborczych jęło przewyższać inne sondażownie do tego stopnia, że bodaj w 2001 roku pan prezes Jarosław Kaczyński wespół z bratem zaprosili mnie na posiedzenie Rady Politycznej, gdzie – co wspominam z dumą – polecono mnie obecnym jako socjometrę sprawdzonego i wiarygodnego. I choć dziś jestem „głębokim emerytem”, to wiedzę o sondażach czerpię z wieloletnich doświadczeń na własnej biznesowej skórze. Znam się na nich, można rzec, od podszewki.

Sondaż oddający faktyczne poglądy całego społeczeństwa, to sondaż poprawny (metoda) i reprezentatywny (próba). O reprezentatywności sondażu decyduje przede wszystkim sposób doboru respondentów (ich liczba – od pewnej granicy – jest czynnikiem drugorzędnym). Sondaż reprezentatywny dla ogółu Polaków, to z definicji taki sondaż, w którym każdy obywatel ma taką samą matematyczną szansę zostać respondentem. Robi się to na różne sposoby, a najlepszym z możliwych jest autentyczne losowanie z bazy numerów PESEL. Potem ankieterzy muszą do tych wylosowanych obywateli fizycznie dotrzeć (zapukać do drzwi ich mieszkania). Potem ci obywatele muszą chcieć udzielać ankieterom szczerych odpowiedzi także w kwestiach drażliwych (polityka, religia, seks). To sprawia (obok szeregu innych czynników), że takie pomiary i analizy są cholerycznie drogie (grube dziesiątki tysięcy złotych za jeden raport).

Wielki wydatek klienta, który zamawia badanie, oznacza automatycznie wielki zarobek firmy przeprowadzającej ankietę. Duże firmy socjometryczne kasują naprawdę duże pieniądze. Dlatego podejrzliwych niedowiarków węszących oszustwa i spiski nie przekonają zasady etyki zawodowej oraz środowiskowe mechanizmy samokontrolne. Ale przede wszystkim nie śpią rywale i nie śpią żądne sensacji media. Nikt nie zaryzykuje utraty przyszłych intratnych zamówień, jeśli wie, że sondażowa wpadka zostałaby natychmiast wykryta i bezlitośnie nagłośniona przez konkurencję. Prestiż i reputacja są w tej branży dosłownie bezcenne!

Nasza socjometria się wciąż rozwija i ulepsza. Przypomnę, że w listopadzie ubiegłego roku, podczas ostatnich wyborów, wszystkie rywalizujące ze sobą sondażownie typowały rezultaty rywalizujących ze sobą partii z dokładnością taką, o jakiej próżno by marzyć jeszcze kilkanaście lat temu. Owszem, najlepiej wypadła firma TNS z sumą błędów względnych zaledwie 0,50, drugi był IBRiS (0,81) trzeci zaś Estymator (0,83), ale sami Państwo widzą, że były to różnice doprawdy minimalne.

W „następnym odcinku”: na czym polega spór szefa TVP Jacka Kurskiego z międzynarodową firmą badawczą Nielsen specjalizującą się w telemetrycznych pomiarach oglądalności telewizji, i kto ma rację :-)

Autor bloga

remuszko

Stanisław Remuszko

dziennikarz, autor książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice". „...jako naoczny świadek wydarzeń napisałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie…”

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook