Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Wiarygodność

03.08.2014

Kiedyś prawda była w cenie.

Niezrównany pisarz, globtrotter, reportażysta, bywalec i gawędziarz – jednym słowem wielki Melchior Wańkowicz – w którejś ze swoich książek („Królik i oceany”?) opisywał z podziwem, jak redakcje renomowanych amerykańskich pism skrupulatnie sprawdzają drobne szczegóły kierowanej do druku informacji – w tym także teksty własnych dziennikarzy. Specjalnie zatrudnieni reserczerzy weryfikują wszystko, od marki wiecznego pióra, przez numer butów, do odcienia koloru oczu bohatera reportażu. – Czytelnik musi być absolutnie pewien, że jeśli redakcja podaje, iż ktoś tam, żywy i konkretny, na przykład „zapiął pas na czwartą dziurkę”, to nie była to dziurka ani trzecia ani piąta! – opowiadał z zawodowym zachwytem Mistrz Melchior.

Rzecz jasna, ten kategoryczny wymóg absolutnej zgodności z rzeczywistością nie dotyczył ocen i opinii publicystycznych, felietonowych czy komentatorskich, lecz wyłącznie informacji. Informacja zawsze musiała być stuprocentowo prawdziwa. Zła czy dobra – zawsze prawdziwa. Prawda była w cenie. W każdym razie tak ponoć było w porządnej prasie przed II wojną światową, a nawet jakiś czas po.

Teraz jest inaczej.

Nawet nie podaję gazetowych tytułów, stron ani dat, bo praktyka stała się powszechna i każdy może sam sprawdzić. Dziś informacja wartościowa – to tyle, co sensacyjna. Człowiek zagląda do jednego z głównych nadwiślańskich portali i czyta: ”Koniec rozejmu. Palestyński Hamas porwał izraelskiego żołnierza”. Nazajutrz człowiek powtórnie zagląda do tego samego portalu, i widzi w nagłówku: „Prezydent Barack Obama żąda bezwarunkowego uwolnienia izraelskiego żołnierza”. Na trzeci dzień człowiek z rozpędu i ciekawości klika w to samo miejsce, a tam wiadomość z Tel Avivu: „Żołnierz nie został porwany, tylko zginął w boju”.

Inny główny portal,  a na nim alarmistyczna czołówka ze zdjęciem: „Intruz ze wschodu na szwedzkim niebie”! Oj, niedobrze, myślę ze strachem, Putin atakuje nawet neutralną Szwecję, i czytam: „Niezidentyfikowany samolot, według wojskowych na pewno rządowy, nadleciał ze wschodu, przeleciał nad Gotlandią i przebywał na odcinku 55 kilometrów w szwedzkiej przestrzeni powietrznej”. Kurcze blade, ruski Air Force One robi nalot? Może carowi odbiło i sam usiadł za sterami tego rządowego bombowca? Ale klikam po 24 godzinach i tam stoi: „To była maszyna amerykańska. Zwiadowczego RC-135 Rivet Joint wysłano na wschód w celu  elektronicznego podsłuchiwania rosyjskich wojsk”.

Straszna tragedia malezyjskiego boeinga. Prawie 300 niewinnych cywilnych ofiar. Wszyscy, ale to dosłownie wszyscy, z prezydentami Obamą i Komorowskim na czele, nie mówiąc już o redaktorach naczelnych najważniejszych światowych mediów („NYT”, CNN, TVP, „GW”) od początku nie mają najmniejszych wątpliwości, kto dopuścił się tej zbrodni, a jedyne rozbieżności dotyczą tego, czy to przeszkoleni przez Moskwę ukraińscy terroryści, czy też, wprost, tajna spec-grupa ruskiego specnazu. Ale oto po paru dniach zapada jednomyślna uchwała Rady Bezpieczństwa ONZ o powołaniu międzynarodowej komisji – i w tym samym momencie ci sami politycy i te same media, wszystkie co do jednego, nagle nabierają wody w usta. Temat schodzi z czołówek jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. To się nazywa: „informacyjna niezależność” albo: „prawda przez milczenie”.

Gdybym był właścicielem TVN, to przez tydzień puszczałbym zajawę jeszcze prawdziwszej nowiny: „Jutro dymisja Tuska!”, „Jutro dymisja Tuska!”, „Jutro dymisja Tuska!”...

Autor bloga

remuszko

Stanisław Remuszko

dziennikarz, autor książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice". „...jako naoczny świadek wydarzeń napisałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie…”

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook