Jedynie prawda jest ciekawa

Trzy kroki

18.04.2017

Publiczna rozmowa o Smoleńsku jest trudna, ale możliwa.

Trudna dlatego, że społeczne emocje i podziały 7 lat po tragedii przypominają podziały i emocje w pierwszych miesiącach po wprowadzeniu 36 lat temu stanu wojennego.

Oczywiście mniejszy jest stopień i zakres zainteresowania: wtedy stan wojenny żywo obchodził praktycznie wszystkich Polaków, dziś natomiast o przyczyny katastrofy TU-154M spierają się znacznie węższe grupy obywateli.

Trudność rozmowy o Smoleńsku przejawia się naprzód w obraźliwym języku. Często w prywatnych dyskusjach jedni uważają drugich bez ogródek za !@#$%, drudzy zaś pierwszych za ^&*+). Owszem, przed mikrofonem i kamerą oraz w druku słyszymy już i czytamy tylko kulturalne wypowiedzi tych pierwszych o mordercach i zdrajcach, którym ci drudzy łagodnie przeciwstawiają tępych wyznawców smoleńskiej sekty. W sporze przy wielkanocnym śniadaniu mój rodzony brat wsparł się min. Macierewiczem, który – jak mówił brat – zaproponował rzeczowy telewizyjny dyskurs między naukowcami obu obozów, na co ponoć drinż. Lasek z miejsca napluł mu na buty – ale może to nieprawda?

Trzeci z ważniejszych kłopotów polega na rozpiętości wzajemnie wykluczających się wersji zdarzenia. Prawdziwi/fałszywi (niepotrzebne skreślić) patrioci uważają, że główną przyczyną katastrofy były wybuchy oraz Rosjanie-kontrolerzy, natomiast patrioci fałszywi/prawdziwi (niepotrzebne skreślić) główną winą za upadek samolotu o numerze bocznym 101 obciążają jego pilotów. Zdaje się, że przez nikogo niekwestionowana jest tylko liczba ofiar.

Mając na względzie narodową rangę problemu, czyli jego wpływ na nasze życie polityczne i duchowe, pozwalam sobie zaproponować taką rozmowę między byłą a obecną Państwową Komisją Badania Wypadków Lotniczych, aby postronni obserwatorzy mogli z wymiany zdań samodzielnie wyciągnąć wnioski.

Jak to konkretnie zrobić? Bardzo łatwo, tylko muszą tego chcieć obie strony.

Z góry odpada telewizyjna debata typu gadające głowy. Dlatego, po pierwsze, że te głowy niemal natychmiast zaczynają się wzajemnie przekrzykiwać i zagłuszać. Dlatego, po drugie, że słuchacz nie ma czasu by zastanowić się nad podawanymi argumentami, bo już słyszy kontrargumenty, po nich kontrkontrargumenty itd. Często też odpowiedź w ogóle nie odnosi się do zadanego pytania albo jest niemerytorycznym chwytliwym odszczeknięciem; polecam tu sławną „Sztukę toczenia sporów” Schopenhauera, która w księgarni kosztuje dziś marne 10 złotych...

Rozwiązanie daje internet. Obie komisje powinny utworzyć specjalną stronę www/Dyskusja/pl. Adminem jednej połowy strony byłby zwolennik (niekoniecznie członek) jednej komisji, a adminem drugiej połowy – zwolennik komisji drugiej. Pomocy mogliby udzielić dziennikarze. Strona byłaby na ogólnych zasadach dostępna na dla wszystkich zainteresowanych internautów. Strona nie miałaby charakteru urzędowego, tylko autorski i publicystyczny.

Przynajmniej na początku potrzebne są pewne formalne ograniczenia. Sugerowałbym, aby taka debata wystartowała od zamieszczenia zwięzłych generalnych „stanowisk w sprawie” – o objętości tekstu nie większej niż, na przykład, 5000 znaków. Zmusiłoby to autorów do wypunktowania i precyzyjnego ujęcia tylko kwestii absolutnie podstawowych. Następnie dyskutanci w podobnie krótkim tekście powinni wzajemnie odnieść się do tych wypowiedzi, czyli ocenić, z czym się zgadzają, a z czym nie. Trzecim krokiem mogłoby być zadanie „przeciwnikowi” kilku jednoznacznych pytań, które wydają się pytającemu najważniejsze. Wszystkiemu przyglądałyby się on-line rzesze internautów.

Gdyby przy aprobacie komisji starej i nowej udało się uczynić takie trzy publiczne kroki, byłby to ogromny, wręcz gigantyczny postęp w relacjach polsko-polskich. Daj Boże!

Autor bloga

remuszko

Stanisław Remuszko

dziennikarz, autor książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice". „...jako naoczny świadek wydarzeń napisałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie…”

CS146fotMINI

Czas Stefczyka 146/2017

PDF (9,21 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook