Jedynie prawda jest ciekawa

Szacunek dla obywateli

14.06.2016

Jakie są najciekawsze historie? Tak zwane z życia wzięte.

Za Gierka (Kiełbasa Jak Za Gierka) zaplanowano budowę nowej warszawskiej dzielnicy mieszkaniowej. Generalnym projektantem Ursynowa Północnego został podówczas architekt Marek Budzyński (późniejszy autor m. in. gmachu Sądu Najwyższego i Biblioteki Uniwersyteckiej), który w sercu jednego z wewnętrznych osiedli z rozmysłem umieścił niewielką zieloną przestrzeń z górką, boiskiem, drzewami i placykiem dziecięcych zabaw. Wokół tego skwerku wyrosło kilkanaście wielkopłytowych domów, w których zamieszkało około tysiąca osób. Owszem, w ciągu następnych ponad trzydziestu lat upadł PRL, odzyskaliśmy niepodległość, wstąpiliśmy do NATO i Unii Europejskiej – lecz w życiu tej mieszkaniowej enklawy nie zmieniło się nic a nic. Do czasu.

 

Otóż pięć lat temu stołeczny Ratusz znienacka i bez wiedzy mieszkańców wydał pozwolenie na inwestycję zupełnie niezwykłą: wciśnięcie niemal na siłę do środka opisanego zielonego zakątka – gigantycznego bloku-molocha, liczącego 300 mieszkań, z wysokością do 11 pięter i długością 200 metrów!

Gdy ta wieść się rozeszła, w specjalnym liście do prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz stanowczo i jak jeden mąż zaprotestowali wszyscy: i profesor Budzyński, i spółdzielnia mieszkaniowa, i zdenerwowani mieszkańcy – ci starzy, ci w średnim wieku, i ci młodzi. Nie trzeba mieć matury – podnosili – żeby pojąć, iż taka inwestycja, obliczona na nowy tysiąc ludzi, gruntownie pogorszy standard życia tego tysiąca ludzi, których domy od 35 lat stoją wokół rzeczonego skwerku. Będą mieli gęściej, ciaśniej i dalej. Spadnie wartość ich starych mieszkań. Budowa tak nieprawdopodobnego mrówkowca zagrozi bezpieczeństwu dzieci i przechodniów. Ucierpi przejezdność i dojezdność. Widok na stumetrową wolną zieloną przestrzeń zostanie zastąpiony widokiem na mur. Nawet ówczesny wojewoda mazowiecki Jacek Kozłowski z PO napisał: W mojej ocenie, konflikt społeczny wokół tej inwestycji oraz zagrożenia związane z bezpieczeństwem będą narastały, i mają charakter NIEUSUWALNY, związany z nadmierną skalą inwestycji.

Nic nie da się zrobić odparł Wojewódzki, a potem Naczelny Sąd Administracyjny. - Wy, jako zwykli obywatele, nie jesteście stroną sporu, więc nie macie prawa się odwoływać...

Ponieważ jednak zwykli obywatele pół roku temu wynieśli do władzy Prawo i Sprawiedliwość, miałbym pod adresem posłów tej formacji dwa postulaty a propos.

 

Po pierwsze, aby ludzie, którzy przez kilkadziesiąt lat mieszkają nieprzerwanie w jednym miejscu, po upływie tego czasu automatycznie nabywali praw strony sporu na zasadzie zasiedzenia. Przypomnę, że instytucja zasiedzenia istnieje w naszym kodeksie cywilnym „od zawsze”.

 

Po drugie, aby organ samorządu, do którego wpłynął wniosek o wydanie pozwolenia na inwestycję, musiał z dostatecznym wyprzedzeniem informować o tym fakcie wszystkich mieszkańców-sąsiadów ewentualnej przyszłej budowli. Kiedyś w Zurichu córka pokazała mi charakterystyczne wysokie tyczki z kolorowymi lampami stojące na rogach niektórych pustych działek. Była to dodatkowa (prócz urzędowych zawiadomień wysłanych pocztą) wiadomość od szwajcarskiego wójta do mieszkańców gminy, że w danym miejscu ktoś chce coś budować. Szwajcarski wyraz szacunku dla współobywateli...     

 

Autor bloga

remuszko

Stanisław Remuszko

dziennikarz, autor książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice". „...jako naoczny świadek wydarzeń napisałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie…”

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook