Jedynie prawda jest ciekawa

Sól albo kciuk

05.03.2012

Pierwsze dziecko urodziło nam się w początkach 1979 roku, gdy w Polsce o pampersach nikomu się nie śniło.

Pieluszki z tetry po upraniu w wirnikowej pralce "Frania" (wpisz w gugle), następnie po wygotowaniu w wielkim garze, potem po trzykrotnym wypłukaniu i po starannym wysuszeniu (najlepiej w ultrafiolecie, na słońcu!) - jeszcze na wszelki wypadek dwustronnie prasowaliśmy rozpalonym żelazkiem. Wszystko w jednym celu: by ocalić od groźnych bakterii naszą ukochaną noworodkową córeczkę.

Dziesięć kilometrów za Serockiem leży nad Bugiem przysiółek Bindugi, tuż za którym wynajmowaliśmy czasami psią budkę (tego nawet w guglach nie ma, więc młodzieży wyjaśniam, że w czasach PRL tak nazywano typową daczę dla ubogich: czteroosobowy ciasny domek ze światłem, lecz bez wody i kanalizacji).

Otóż dróżka do naszej daczy prowadziła obok nędznej chłopskiej zagrody, i któregoś razu, przechodząc mimo, ujrzeliśmy tam półnagie dziecko, może trochę starsze od naszej sześciomiesięcznej Ani, które taplało się na czworakach w wielkiej kałuży błota równo wymieszanego z gnojowicą. Dziecko to, płci nieokreślonej, wyglądało od góry jak okaz zdrowia: buzia rumiana, skóra gładka, oczka błękitne, ciałko nabite, i tylko reszta była dramatycznie umorusana, zwłaszcza małe rączki i nóżki. Chociaż nie, zaraz, stój! Właśnie! Kciuk prawej dłoni tego malucha jaśniał świeżą różową czystością - odnawialną, jak się szybko i naocznie przekonaliśmy, wskutek nieustannego ssania i oblizywania...

Po powrocie do Warszawy żelazko do pieluch poszło w kąt, a ja całą tę autentyczną historię sprzed trzydziestu lat opowiadam Państwu a propos tej ohydnej brudnej przemysłowej soli, którą już ponad tydzień ze zgrozą zajmują się absolutnie wszystkie media. Tę truciznę spożywaliśmy podobno na okrągło my wszyscy, jak Polska długa i szeroka, i to ponoć od końca ubiegłego wieku. Gazety, telewizje i portale szukają winnych, rozpisują się o finansowych kokosach,  które sprytni oszuści zarobili na słonej "aferze dwudziestodwulecia" - ale wszyscy jakoś milczą na temat skutków zdrowotnych konsumowania tej "drogowej przyprawy" przez całą polską populację. 

Tymczasem jest to fenomen na skalę międzynarodową. Lekarze-klinicyści cieszą się, gdy jakimś wielkim badaniem uda im się objąć parę tysięcy osób przez parę lat, a my oto mieliśmy do czynienia z eksperymentem największym w światowej historii medycyny: trzydzieści milionów ludzi przez dziesięć lat dzień w dzień jadło niejadalne!!! Z jakim skutkiem dla narodowego zdrowia? Z żadnym. Dowód (niezbity, gdyż czysto formalny): brak wzrostu zatruć w znanych ex post statystykach epidemiologicznych oraz wydłużenie się w tym samym czasie przeciętnej długości życia Polki i Polaka.

Jak to możliwe? Ano dokładnie tak, jak z tym  czystym różowym kciukiem niemowlaka z Bindug...

Ludzi rozumnych i dobrych pozdrawiam serdecznie i z respektem : -)

Autor bloga

remuszko

Stanisław Remuszko

dziennikarz, autor książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice". „...jako naoczny świadek wydarzeń napisałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie…”

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook