Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Sędzia Paweł Rysiński

11.05.2013

Występując w roli ustawodawcy, sędzia, na mój rozum, złamał konstytucję (art. 7 i 10 ust. 2), która głosi, że tworzenie prawa należy wyłącznie do Sejmu i Senatu, oraz że sądy działają tylko na podstawie i w granicach prawa...

Trzynaście lat temu sędzia warszawskiego Sądu Apelacyjnego Paweł Rysiński (przewodniczący składu orzekającego lustrującego Lecha Wałęsę) wypowiedział publicznie sławne słowa: Nie ma żadnego dowodu współpracy Wałęsy z SB; nic też nie podważa prawdziwości jego lustracyjnego oświadczenia (“Gazeta Wyborcza”, 12 sierpnia 2000). Dowiedzieliśmy się także, iż Rzecznik Interesu Publicznego domagał się przesłuchania jeszcze kilku świadków, którzy znali treść dokumentów mających obciążać Wałęsę – m.in. Adama Hodysza, Wojciecha Nachiły i Krzysztofa Bolina – jednak sąd ten wniosek odrzucił, twierdząc, iż owi świadkowie nie wniosą do sprawy nic nowego (“Rzeczpospolita”, 13 sierpnia 2000).

Wypadałoby w tym miejscu spytać sędziego Rysińskiego, na jakiej to mianowicie rzeczowej podstawie oparł swą niezłomną wiarę, że ludzie, którzy widzieli oryginały dokumentów “Bolka”, nie wniosą do sprawy niczego nowego? Czy dowód z zeznań świadka (więcej: kilku świadków! jeszcze więcej: świadków tak “oczywiście ważnych”, że bardziej być nie może!!!) jest dla sędziego Rysińskiego a priori niewiarygodny? Dlaczego sędzia Rysiński chętnie słuchał, co mają do powiedzenia wierni Wałęsie funkcjonariusze SB (obecny generał Czempiński i dawny podporucznik Żaczek), odmówił zaś poświęcenia choćby chwili uwagi naocznym relacjom legendarnego Adama Hodysza który ubytek w tajnych dokumentach wykrył i którego Wałęsa za to wyrzucił z pracy?

Dlaczego sąd nie przesłuchał ministra Andrzeja Milczanowskiego, który polecił przekazać Wałęsie teczkę “Bolka”, ani szefa UOP Jerzego Koniecznego, który to polecenie osobiście wykonał? Czemu sąd nie wezwał na rozprawę współautora odczytanego na niej poruszającego dokumentu SB z 1985 roku majora Antoniego Stylińskiego? Dlaczego wreszcie sąd oparł się na zeznaniach jedynej osoby, której autorytet (sprawowanego przez nią urzędu) posłużył do wyniesienia z archiwów swoich akt i zniknięcia ich części? (“Życie”, 18 sierpnia 2000). Wyrok Sądu Lustracyjnego, który taką główną okoliczność obciążającą pomija, nie tylko nie zamyka sprawy Wałęsy, ale, co gorsza, otwiera sprawę nową: bezstronności i rzetelności samego sądu (“Życie”, 25 sierpnia 2000).

Cały powyższy fragment przytaczam za obszernym artykułem “Trup w szafie” opublikowanym na stronach 304-312 własnej książki “Gazeta Wyborcza. Początki i okolice”, wydanie III. A przytaczam dlatego, że oto ten sam sędzia tego samego warszawskiego Sądu Apelacyjnego Paweł Rysiński po trzynastu latach znów dał o sobie znać w podobnie bulwersujący sposób.

Co tym razem – 26 kwietnia 2013 roku – zrobił sędzia Rysiński? Ano, uniewinnił byłą posłankę PO Beatę Sawicką. Ale nie dlatego, że nie popełniła przestępstwa (co do tego nawet sędzia Rysiński nie miał wątpliwości), lecz dlatego, że – zdaniem sędziego – dowody tego przestępstwa zostały zdobyte w sposób bezprawny. Cytowane na wstępie pytanie sprzed trzynastu lat przyda się teraz jak znalazł: na jakiej to mianowicie konkretnej podstawie sędzia oparł swą niezłomna wiarę co do tej bezprawności? Może tak głosi kodeks karny lub kodeks postępowania karnego albo jakiś inny przepis szczególny? Otóż nie, polskie prawo nigdzie tego nie normuje. Nie zabrania ani nie dopuszcza, po prostu nigdzie nie określa. Innymi słowy, ex cathedra uznając zastosowane przez CBA techniki działania za ogólnie nielegalne, sędzia Rysiński wystąpił w roli ustawodawcy. Ale czyniąc to, na mój rozum złamał konstytucję (art. 7 i 10 ust. 2), która głosi, że tworzenie prawa należy wyłącznie do Sejmu i Senatu, oraz że sądy działają tylko na podstawie i w granicach prawa...

Mam obywatelską nadzieję, że – co do sędziego Pawła Rysińskiego – ciąg dalszy nastąpi...

Stanisław Remuszko

Autor bloga

remuszko

Stanisław Remuszko

dziennikarz, autor książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice". „...jako naoczny świadek wydarzeń napisałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie…”

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook