Jedynie prawda jest ciekawa

Sądy i przesądy

01.03.2017

Bez sądu nie da się żyć.

Jak wiadomo, przed Sądem Ostatecznym staną kiedyś papieże, królowie, prezydenci, premierzy i nawet multimiliarderzy, ale tu mam na myśli zwykły sąd powszechny, bez którego nie może istnieć żadne demokratyczne państwo.

Taki sąd – organ państwa właśnie – jest niezbędny z dwóch powodów. Po pierwsze, ktoś musi rozstrzygać codzienne mnogie spory między ludźmi oraz instytucjami. Po drugie, ktoś musi karać przestępców.

Parlament uchwala prawo, rząd rządzi, a sąd sądzi. Tak jest wszędzie, na całym świecie, i ów trójpodział władzy ludzie akceptują jako fundament i zrąb, czyli podwalinę, bez której konstrukcja każdego wspólnego domu musi się zawalić. Z niewolnictwa, feudalizmu, wojen i rewolucji – wyewoluował obecny model państwa, i jakoś nigdzie nie słychać poważnych politycznych głosów, które podważałyby tę społeczną umowę.

Czy sędziowie, to „nadzwyczajna kasta ludzi”, jak to określiła pół roku temu jedna z uczestniczek Nadzwyczajnego Kongresu Sędziów Polskich, czy raczej „banda kretynów i złodziei; nie ludzie, lecz bestie; mafia przestępców”, jak parę dni temu żalił się (radzę obejrzeć) w wieczornych „Wiadomościach” TVP uczestnik jakiegoś sądowego postępowania? Każdy odpowie tak, jak mu pasuje, lecz ja, pomijając kulturę słowa, jestem generalnie przeciwny generalizacjom, które fałszują rzeczywistość.

Wskutek długiego, trudnego i skomplikowanego procesu kształcenia (kolejne selekcje pod względem egzaminowanej wiedzy, wymóg różnostażowego doświadczenia oraz wiek), społeczeństwo otrzymuje na końcu członka elity, który powinien wyróżniać się spośród rzeszy prawników mniej więcej tak jak formowany latami kapłan wyróżnia się spośród wiernych. I choć w obu tych grupach muszą od czasu do czasu zdarzać się czarne owce (np. księża-pedofile czy sędziowie-łapownicy), to jednak zdarzają się znacznie rzadziej niż wśród innych społeczności. Dlatego przestrzegałbym przed łatwymi uogólnieniami.

Na mój rozum, taka ostrożność powinna dotyczyć również oczekiwań i nadziei związanych z zapowiadaną reformą sądownictwa.

O tym, czy reforma jest potrzebna, decyduje, jak zawsze, władza polityczna. Nie znam się na wzajemnych relacjach między instytucjami wymiaru sprawiedliwości. Jednak jako obywatel, który co nieco wie o strukturach swojego państwa, uważam, że decyzje parlamentarne winny być poprzedzone rozmową władzy z zainteresowanymi środowiskami. Przypominam, że konstytucję sejmową Nihil novi sine comune consensu uchwalono w roku 1505...

Organem, który „stoi na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów”, jest Krajowa Rada Sądownictwa. Jej strukturę określa artykuł 187 Konstytucji, a jego punkt czwarty stanowi, iż „ustrój, zakres działania i tryb pracy Rady określa ustawa”. W sprawach nie uregulowanych wprost Konstytucją, klub PiS może tę zwykłą ustawę o KRS swobodnie zmienić, ponieważ ma w Sejmie większość bezwzględną. Jednak zdrowy rozsądek i obywatelska przyzwoitość nakazują, aby konkretne decyzje poprzedzić otwartą dyskusją nad projektami rozwiązań, które, podkreślmy, mają dotyczyć wszystkich obywateli. Mam zatem nadzieję, że zarówno Ministerstwo Sprawiedliwości, jak i Kancelaria Prezydenta zaproszą do takiej debaty nie tylko Krajową Radę Sądownictwa i stowarzyszenia sędziowskie, lecz również wysłuchają uwag szarych zjadaczy chleba.

Po drugie, uważam, że niektórych reform żadną miarą nie da się wprowadzić szybko. Nawet gdybyśmy z dnia na dzień stali się nadwiślańskimi szejkami naftowymi, budowa w Polsce sieci autostrad musiałaby potrwać przynajmniej kilkanaście lat. Owszem, nową siedzibę trybunału można wybudować w niecały rok, nową hierarchię sądów wdrożyć w ciągu miesiąca, a Lenin ponoć mówił, że i kucharka może rządzić krajem. Ale zmiana ukształtowanej mentalności 10 000 sędziów polskich – gdyby ktoś jej pragnął – musi zająć praktycznie przynajmniej jedno pokolenie (wymiana kadr). Prędzej nie da rady. A innych sędziów nie mamy.

Autor bloga

remuszko

Stanisław Remuszko

dziennikarz, autor książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice". „...jako naoczny świadek wydarzeń napisałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie…”

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook