Jedynie prawda jest ciekawa

Rozważania okołowyborcze

14.11.2014

Może by ograniczyć kadencje parlamentarzystów?

Kiedyś w telewizji widziałem program z gatunku gadające głowy, w którym wypowiadało się trzech premierów i trzech ministrów, co wyglądało jak posiedzenie jakiegoś nadzwyczajnego superrządu. Sęk w tym, że tak tytułowali się wzajem sami goście, którym basował redaktor prowadzący; w rzeczywistości byli to „bardzo dawni” dostojnicy, na dodatek „wice”. Miałem wówczas własne biuro badania opinii, więc wkrótce spytaliśmy w ankiecie, jak powinno się zwracać do BYŁYCH funkcjonariuszy życia państwowego? Czy zachowują oni swe tytuły dożywotnio?

Respondenci – zwykli obywatele – nie mieli wątpliwości: do byłego prezydenta Polski wypada zawsze mówić „panie prezydencie”, do byłego marszałka  i byłego premiera można po staremu, ale już niekoniecznie, natomiast do szeregowych byłych ministrów lepiej zwracać się po prostu „proszę pana/pani”. Dowodzi to, jak trafnie – choć przecież czysto intuicyjnie i odruchowo – przekładana jest polityczna arytmetyka na obyczaje: po 1989 roku prezydentów mieliśmy zaledwie pięciu, marszałków i premierów po kilkunastu, a zwykłych ministrów i wiceministrów grube setki...

Rzecz jasna, chętnie zostałbym takim najmarniejszym powszednim wiceministrem albo szeregowym posłem z ostatniej ławki, gdyby tylko ktoś mnie zechciał... Miło przecież być kimś ważnym, zwłaszcza nie powołanym/mianowanym (wiceminister) ani wyłonionym przez jakieś wąskie gremium (marszałek, premier), lecz wybranym przez Cały Naród (prezydent RP) albo Naród Lokalny (burmistrz, wójt, radny), i jeszcze dostawać za to uposażenie albo tzw. diety...

Jednak, by tak się stało, trzeba się pierwej Narodowi przypodobać. Zdobyć jego względy. Nie wystarczy się ogolić, włożyć czystą uprasowaną koszulę, wciągnąć brzuch i zrobić szpan na klatę, lecz trzeba jeszcze pokazać się z dobrej strony dużo wcześniej, przyłożyć się, solidnie popracować parę lat wedle mądrości ludowej („wiedzą sąsiedzi jak kto siedzi”) oraz mądrości ewangelicznej („po owocach poznacie je”, Mt 7, 5-20). Tymczasem okazuje się, że konieczność tak strasznego wysiłku działa na człowieka paraliżująco: aż 82% respondentów ostatniego sondażu CBOS wyjawiło, że nie zgodziłoby się kandydować na radnych nawet gdyby ich do tego usilnie namawiano!

Na szczęście 16% ma ochotę, i te procenty przekładają się na prawie ćwierć miliona startujących kandydatów. Dobiec do mety na punktowanym miejscu może tylko co piąty z nich, wybieramy bowiem około 47,5 tysiąca radnych oraz 2,5 tysiąca wójtów, burmistrzów i prezydentów miast.

Moim zdaniem, najciekawsze pytanie we wspomnianym sondażu brzmiało (streszczam): Czy ograniczyć czas wójtowania (burmistrzowania) do dwóch kolejnych kadencji, czyli najwyżej ośmiu lat? Wyszło na jaw, że zwolennicy wprowadzenia takiego limitu maja wyrazistą przewagę, i to w elektoratach wszystkich głównych partii politycznych. Najwięcej (66%) jest ich w elektoracie Prawa i Sprawiedliwości (wraz z sojusznikami), najmniej (52%) w elektoracie Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Czy ten sondażowy postulat zostanie przyodziany w ustawową szatę – nie zależy od radnych ani od wójtów/burmistrzów/prezydentów, tylko od posłów i senatorów, którzy są władni uchwalić nową ordynację wyborczą. W związku z tym i ja zgłaszam swój racjonalizatorski demokratyczno-ustrojowy projekt: ograniczmy – do najwyżej trzech kolejnych – kadencje samych parlamentarzystów!

Ale by się porobiło... 


Stanisław Remuszko

Autor bloga

remuszko

Stanisław Remuszko

dziennikarz, autor książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice". „...jako naoczny świadek wydarzeń napisałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie…”

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook