Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Różnice międzynarodowe

11.01.2014

Udzielanie odpowiedzi na listy obywateli nie jest żadną grzecznością, tylko formalnym obowiązkiem adresatów.

Gdy w roku 1980 przyszedł na świat nasz pierwszy syn, wraz z Żoną rozesłaliśmy do rodziny, przyjaciół i znajomych kilkadziesiąt pięknie wydrukowanych zawiadomień o tym radosnym fakcie, ale kilkanaście takich kartoników nam zostało, i wysłałem je, ot, dla zabawy, do Białego Domu, do Buckingham Palast, do Pałacu Elizejskiego i do paru innych takich miejsc.

Jakież było nasze zdziwione zaskoczenie, gdy – dosłownie po tygodniu – jęły z zagranicy przychodzić gratulacje i życzenia: a to od państwa Nancy i Ronalda Reaganów (z ich zdjęciem i odręcznym podpisem), a to od królowej Elżbiety II (lady in waiting), a to z innych kancelarii i dworów (stary książę Franz Josef von Lichtenstein przysłał nawet telegram!). Wszystkie te liściki do dziś starannie przechowuję w rodzinnym archiwum jako osobliwą pamiątkę, ale i jako namacalne świadectwo tamtejszych obyczajów: człowiek pisze, prezydent odpowiada (oczywiście szósty pomocnik trzeciego prezydenckiego sekretarza).

Dlaczego o tym mówię? Ano, ni z gruchy, ni z pietruchy, tak mi się przypomniało...

Co robi obywatel dziennikarz, który w roku 2013 natknął się na ludzką krzywdę i bezprawie? Opisuje to, rzecz jasna, w prasowym artykule (przedstawia w audycji radiowej, pokazuje w telewizyjnym programie). Jeśli nic się nie zmieniło – powstaje drugi krytyczny tekst (druga audycja, drugi program), potem trzeci i ewentualnie dalsze, kolejne.

Co robi obywatel dziennikarz, który w roku 2013 krytycznie pisał o sprawie dziesięć razy? Wybiera najważniejsze fragmenty napisanego i przedkłada je – wraz z solennym pismem wiodącym – organom i organizacjom, które statutowo, a nawet konstytucyjnie są władne złą sytuację zmienić (przynajmniej spróbować zmienić). Ciągnie za rękaw konkretnych decydentów i wpływowych ludzi. Wskazuje palcem. Podtyka pod nos. Antyszambruje (wpisz w gugle).

Co robi obywatel dziennikarz, gdy taka jego roczna aktywność nic nie daje? Ufnie prosi medialnych magnatów o interwencję prasową. Chodzi o brak jakiejkolwiek reakcji na moją imiennie adresowaną i składaną w kancelariach pisaninę. Rozumiem, iż Rzecznik Praw Obywatelskich, Komitet Helsiński oraz Fundacja “Panoptykon” mogą się ze mną nie zgadzać merytorycznie, lecz przecież żyjemy w państwie praworządnym, w którym udzielanie choćby zdawkowej odpowiedzi na uprzejme, krótkie i klarowne listu obywateli nie jest żadną grzecznością, tylko formalnym obowiązkiem adresatów...

Co powinien zrobić obywatel dziennikarz, który takie właśnie pismo wysłał do kulturalnych redaktorów naczelnych i prezesów potężnych mediów prywatnych i publicznych* równo dwa miesiące temu, nie doczekując się – podobnie jak w przypadku poprzednich adresatów – żadnych reakcji? Myślę, że powinien dać sobie spokój :-)

Stanisław Remuszko

* Alfabetycznie: Jerzy Baczyński – “Polityka”, Juliusz Braun – Telewizja Polska, Bogusław Chrabota – “Rzeczpospolita”, Adam Michnik – “Gazeta Wyborcza”, Jerzy Paciorkowski – Polska Agencja Prasowa, Andrzej Siezieniewski – Polskie Radio.

Autor bloga

remuszko

Stanisław Remuszko

dziennikarz, autor książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice". „...jako naoczny świadek wydarzeń napisałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie…”

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook