Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Równi i równiejsi

15.01.2015

Tę genialną tytułową frazę (All animals are equal. But some animals are more equal than others.) zaproponował, jak wiadomo, George Orwell w swym „Folwarku zwierzęcym”, który ukazał się dokładnie 70 lat temu. Czy przez ten czas „równiejszość” straciła na aktualności?

Chodzi mi o dwa powiązane aspekty tego samego zjawiska. Po pierwsze, niektóre poglądy (zdania, sądy) są z definicji równiejsze od innych. Po drugie, równiejsze od innych są wtedy także całe środowiska (ciała, organizacje). Zauważmy, że automatycznie zachodzi także relacja odwrotna: na tle jedynie słusznych poglądów głoszonych przez jedynie poprawne środowiska – oceny krytyczne są fałszywe wprost z definicji, krytycy zaś zasługują tylko na dekapitację. Ponieważ w postępowej Europie karać śmiercią nie wolno, zastępuje się ją zgodnym totalnym przemilczaniem; w czasach internetu poniekąd na jedno wychodzi.

Socjoarcheolodzy (!) głoszą, że tak było zawsze. Ciekawe, notabene, skąd to wiedzą, skoro gliniane tabliczki czy zwoje papirusów z jednej epoki i jednego terytorium zawsze zawierają tylko jeden jedyny zestaw spójnych ze sobą  opinii, ustaleń i poglądów? Pan Stanisław Lem w swym  przesławnym opus maximum „Wizja lokalna” sugeruje wprawdzie, że inne tabliczki zostały pogruchotane w drobny mak, papirusy zaś spalone pospołu z ich autorami – ale czy naszemu Wielkiemu Fantaście wolno aż tak bezgranicznie wierzyć?

Do obu tych „aspektów równiejszości” dochodzi ważne komplementarne zjawisko trzecie: istnienie tylko w wirtualu, które Norman Meiler (1973), a potem Bronisław Geremek (1993) nazwali faktem prasowym albo faktoidem (It looks like a fact, could be a fact, but in the fact is not a fact). Mam tu na myśli zwłaszcza kwestię rangi, reprezentatywności i autorstwa. Za mojej młodości mówiło się o wysysaniu z palca, braniu z sufitu, a także o robieniu wideł z igły. 

Prawdę powiedziawszy, nie bardzo rozumiem, skąd wziął się ten dość powszechny wśród rozumnych odbiorców sukces medialnej wirtualizacji świata – skoro dysponujemy wyszukiwarką google, dzięki której w ułamku sekundy każde dziecko może sprawdzić, czy coś jest, czy nie. Dawieriaj, no prawieraj! – jak rzekł prezydent Reagan do prezydenta Gorbaczowa. Wpisujemy na przykład frazę „Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych” – i okazuje się, że żadne takie porozumienia w realu nie istnieje, choć rozmaite media na wyprzódki od lat cytują jego solenne wypowiedzi.

Dziennikarzy – mimo wielu usilnych starań – nigdy nie zlustrowano. Powstałe w głębokim PRL Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich odnowiło się po Okrągłym Stole, policzyło się (kilka tysięcy członków!) i zaczęło zabierać okazjonalny głos w sprawach publicznych oraz zajmować rozmaite stanowiska. Rychło jednak okazało się, że te „oświadczenia SDP” były przeważnie jednoosobowym zdaniem jego prezesów – najpierw Stefana Bratkowskiego, potem Krysi Mokrosińskiej. Czy dzisiejsze „oświadczenia SDP” mają jakąś statutową moc (np. formę uchwały Zarządu), czy też nadal są jednoosobowym głosem prezesa – nie wiadomo, bo na stronie internetowej Stowarzyszenia nigdzie to nie jest powiedziane, a prywatnie grzebać i dowiadywać się już mi się na starość nie chce.

Fundacja Helsińska. HFPC, czyli Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Odważne wystąpienia HFPC miały swą cenną wagę i rangę w PRL. Ale dlaczego dzisiaj, ćwierć wieku po odzyskaniu przez Polskę wolności i niepodległości, samotna opinia jednego lub nawet dwóch dyżurnych aktywistów HFPC, słuszna czy niesłuszna, w jakiejkolwiek sprawie, miałaby być ważniejsza od czyjejkolwiek innej opinii – nie mam bladego pojęcia. A jednak media od lewej do prawej eksponują dzisiejsze HFPC jakby to był nieomylny głos papieża w sprawach wiary i moralności, a my żylibyśmy wciąż w komuszej niewoli...

Autor bloga

remuszko

Stanisław Remuszko

dziennikarz, autor książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice". „...jako naoczny świadek wydarzeń napisałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie…”

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook