Jedynie prawda jest ciekawa

Rosół

09.03.2017

Kulinaria są przenośnią. Chodzi o nasz los.

Ruiny i zgliszcza (cokolwiek to oznacza), które zostawili po sobie pan Tusk, pani Kopacz i pan Komorowski, są tak duże, tak trwałe i tak rozległe, że – po odejściu tych szkodników i zastąpieniu ich dobrą władzą – społeczeństwo może odczuć poprawę swego bytu dopiero za dwie-trzy kadencje, nie wcześniej.

Dlatego polscy patrioci powinni zachować umiar w oczekiwaniach i powściągliwość w bieżących ocenach. Powinni ufać wybranej przez siebie elicie politycznej. Potrzeba nam obywatelskiej cierpliwości, konsekwencji i wytrwałości. Naród-Suweren powinien być lojalny wobec tych, których półtora roku temu postawił na czele ojczystego państwa.

Jednocześnie nie sposób nie dostrzec, iż po czterdziestu latach PRL i po następnych dwudziestu ośmiu latach, które właśnie mijają od Okrągłego Stołu, Polska znalazła się na dziejowym zakręcie. Owszem, pierwszy raz PiS zdobył fotel premiera już w roku 2005, ale szybko go utracił (2007), i dopiero parlamentarna elekcja ‘2015 przyniosła zwycięstwo bezwzględne, czyli takie, które nie potrzebuje koalicji i daje spokój na cztery lata.

„Dziejowość zakrętu”, o którym wspominam, polega na uwarunkowaniach zewnętrznych. Polska nie jest samotną wyspą, a proszę zwrócić uwagę na kilkuletnie już trendy w innych krajach. Przechył na prawo i poszukiwanie całkiem nowych rozwiązań widać na Węgrzech, na Ukrainie, w Czechach i na Słowacji. Unię Europejską opuściła jej założycielka Anglia. Wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych wygrał ten, który na pewno miał przegrać, czyli pan Trump.  Za dwa miesiące wybory we Francji może wygrać straszliwa „skrajna prawica” (jak panią Le Pen nazywają poprawne media). Ze względu na efekt domina, również pani Merkel w Niemczech nie może być pewna jesiennego wyboru na czwartą kadencję. Coraz więcej państw coraz bardziej oficjalnie zaczyna mówić o potrzebie gruntownej reformy/przebudowy Unii Europejskiej.  

Na mój nos, dawny ład Zachodu przemija nieuchronnie i ten schyłek koreluje ze zmianami światowymi. Chiny, Rosja, Japonia, Filipiny, Kolumbia, Brazylia, Indie, Meksyk… Wszędzie trwają zmiany lub przygotowania do zmian, przy czym nie chodzi o zmianę ekip, lecz o zmianę struktur, konstrukcji i przynależności na rozwiązania nowe, jeszcze nie wypróbowane.

W latach trzydziestych ubiegłego stulecia amerykański prezydent Franklin Delano Roosevelt wprowadził w życie swój słynny plan-program nazwany New Deal, czyli Nowy Ład. Tymczasem to, co dzieje się dziś na świecie, nie jest działaniem planowym, przemyślanym i skoordynowanym. To raczej suma ważnych, lecz niezależnych przemian, z których nie wiadomo co się wyłoni. Nie wiadomo nawet, czy w ogóle się wyłoni w miarę szybko, czy też przez dłuższy czas pozostaniemy w stanie „wrzenia i bulgotania”, jak dopiero co nastawiony rosół z kawałkami szpondra i rostbefu oraz ze świeżo obraną włoszczyzną, któremu trzeba minimum trzech godzin, aby nabrał smaku. Trzy godziny gotowania, to ile lat w polityce globalnej?

Czy nowy ład XXI wieku (wierzę, że jakiś się w końcu ustabilizuje) będzie lepszy? Nie wiadomo. To da się ocenić dopiero ex post. Chyba że nadchodzi wojna/katastrofa albo osobliwość w sensie Kurzweila (wpisz w google), i przyszłość w dotychczasowym rozumieniu tego pojęcia nie wydarzy się już nigdy.


Autor bloga

remuszko

Stanisław Remuszko

dziennikarz, autor książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice". „...jako naoczny świadek wydarzeń napisałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie…”

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook