Jedynie prawda jest ciekawa


Powrót “Trybuny”

28.05.2013

Każda potwora winna mieć swego amatora i na odwrót – co się wykłada, że zdrowie społeczne jest zdrowsze, gdy wszyscy obywatele mają swój własny kawałek podłogi i mogą na nim robić to, co im się żywnie podoba.

Gdy się urodziłem, w kioskach pojawiła się “Trybuna Ludu” i tak zostało na następne czterdzieści lat. Po 1989 roku czas jakiś ukazywała się “Trybuna” (bez ludu), od kilku dni zaś wychodzi “Dziennik Trybuna”. Politycznej młodzieży (dzisiejsi dwudziesto- i trzydziestolatkowie) należy wyjaśnić, iż w czasach PRL była to gazeta władzy (organ PZPR – wpisz w gugle), po Okrągłym Stole zaś organ tego, co z PZPR zostało. Niespełna cztery lata temu “Trybuna” upadła, ale nie jak kobieta, tylko finansowo, teraz zaś odrodziła się. Już nie w postaci organu czy innego narządu, tylko jako – cytuję wstępniak naczelnego Roberta Walenciaka – próba przełamania chorej sytuacji, gdy jedna czwarta Polaków pozostaje zakneblowana.

Tym samym szef “Trybuny” nowej zaczyna w stylu “Trybuny” starej, czyli w żywe oczy głosi słynną trzecią góralską prawdę księdza Tischnera, tzw. g-prawdę. Ćwierć narodu pozbawiono głosu??? Milionom Polaków i Polek zatkano gębę??? Panie! O medialnym nadwiślańskim pluralizmie pisałem szczegółowo i z patriotyczną radością niespełna trzy miesiące temu. Owszem, ciągnie wilka do lasu, i zapewne redaktorowi Walenciakowi marzy się zdrowa sytuacja, gdy “Trybuna Ludu” nie miała konkurencji prócz “Żołnierza Wolności” (okres stanu wojennego). To jednak szczęśliwie se ne vrati, i dziś rynkowe powodzenie zależy tylko od liczby nabywców, liczba nabywców zaś tylko od zamieszczanych treści.

Optymistycznie zakładając, że zapotrzebowanie na lekturę treści lewicowych (lewackich, lewicujących, lewych – niepotrzebne skreślić) odpowiada liczbie wyborców SLD i Palikota razem wziętych (11% wedle ostatnich sondaży), “Dziennik Trybuna” mógłby liczyć – no to policzmy! – na 11 procent od 29 milionów dorosłych obywateli, czyli mniej więcej na trzy miliony egzemplarzy sprzedawanych dzień w dzień. Nawet pamiętając, że słowo drukowane czytuje (i to nieregularnie) tylko co dziesiąty Lechita – pozostawałoby do łatwego codziennego sprzedania imponujące trzysta tysięcy “Trybun”. Dlaczego zatem rozchodzi się, jak mówią na mieście, tylko nakład dziesięć razy mniejszy? Czyżby z głodowej emerytury starych zasłużonych towarzyszy nie dawało się wysupłać marnego półtora złotego dziennie?

Jako człek stary i doświadczony (ciężko), życzę politycznej lewiźnie wyrazistych strategicznych porażek. Jednak papierowej gazecie pod tytułem “Dziennik Trybuna” nie życzę źle. Niech walczy o swoje. Niech zabiega o zwolenników. Uważam, że każda potwora winna mieć swego amatora i na odwrót – co się wykłada, że zdrowie społeczne jest zdrowsze, gdy wszyscy obywatele mają swój własny kawałek podłogi i mogą na nim robić to, co im się żywnie podoba. Pluralizmu nigdy za wiele, zwłaszcza tego za złoty pięćdziesiąt.

 
Stanisław Remuszko

Autor bloga

remuszko

Stanisław Remuszko

dziennikarz, autor książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice". „...jako naoczny świadek wydarzeń napisałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie…”

CS152fotMIni

Czas Stefczyka 152/2018

PDF (5,75 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook