Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Pluralizm

07.03.2013

Cieszę się, że dożyłem czasów realnego medialnego pluralizmu, gdy nie tylko de gustibus non disputandum est, lecz i tego gustibusa każdy może raz na tydzień zaspokoić sobie za cenę puszki mojego ulubionego piwa Pilsner Urquell (4-6 zł)...

Z okazji niedawnych LXV urodzin (oraz ponad 40 lat spędzonych „w zawodzie”), zainwestowałem 48 zł 45 groszy i kupiłem dziesięć bodaj najważniejszych* ogólnokrajowych świeckich tygodników informacyjno-opiniodawczych, jak bym je nazwał. To w sumie wielka ciężka księga, a raczej trzy normalne książki: prawie półtora kilograma papieru na prawie dziewięciuset stronicach. Wymieniam tytuły w kolejności alfabetycznej, podając przy każdym liczbę stron, potem liczbę odrębnych materiałów (głównie tekstów, w zaokrągleniu do pięciu), wreszcie sprzedany średni miesięczny nakład w tysiącach egzemplarzy według najświeższych danych ZKDP:
„Do Rzeczy” (100/55/ wystartował pod koniec stycznia), „Gazeta Polska” (72/60/73), „Najwyższy Czas!” (52/50/ brak danych), „Newsweek” (98/40/131), „Polityka” (108/65/136), „Przegląd” (68/45/20), „Tygodnik Powszechny” (80/45/17), „Uważam Rze” (100/65/63), „Wprost” (100/60/61), „W Sieci” (100/75/119).
W przeliczeniu, daje to razem około czterech milionów znaków, czyli – zależnie od przyjętych typograficznych założeń – dwa do dwóch i pół tysiąca stron tzw. znormalizowanego maszynopisu, który za moich młodych lat liczył 60 wierszy po 30 znaków = 1800 znaków na stronę. Łatwo sobie wyobrazić tygodniową dawkę takiej lektury: uznając sobotę i niedzielę za dni wolne, trzeba by każdego spośród pięciu roboczych dni przeczytać 400-500 zadrukowanych stron formatu A-4. Przy tempie jednej strony na minutę, musiałoby to zająć od 6,5 do 8,5 skupionych godzin dziennie – bez przerw na siusiu albo na powrót do raz przeczytanego. A po weekendowym odpoczynku bierzemy się do nowej syzyfowej pracy, bowiem z maszyn zeszła właśnie nowiusieńka porcja druku…
Oczywiście takich czytelników-fanatyków (eufemizm) szczęśliwie nie ma. Papierowe tygodniki opinii czyta intelektualna elita, bo (według szacunków Izby Wydawców Prasy) przy najbardziej optymistycznych założeniach „wymiany rodzinnej, sąsiedzkiej i koleżeńskiej” najwyżej co dziesiąty dorosły Polak. Jeśli natomiast ktoś spytałby, który KONKRETNIE tytuł (spośród wymienionych) polecałbym jako lekturę preferowaną – odpowiedziałbym dyplomatycznie, że patriotyzm, podobnie jak inteligencja, niejedno ma imię, i o takim wyborze mogą Państwo decydować wyłącznie sami.
Owszem, jako fizyk z duszy i rozumu namawiałbym tych Państwa, którzy mają na zbyciu pięć dych oraz dysponują kilkunastoma godzinami wolnego czasu, aby samodzielnie przeprowadzili wyżej opisany eksperyment. Dla mnie było to doświadczenie poruszające również dlatego, że dzięki tej pobieżnej lekturze poznałem jakby dziesięć wersji polskiej współczesnej rzeczywistości – jednej przecież i tej samej… A najciekawsze, że w każdym z wymienionych pism znalazłem przynajmniej jeden, a przeważnie kilka naprawdę interesujących, a czasem wręcz frapujących tekstów i tekścików.
Wcale nie uważam, notabene, że tytuł sprzedający się w nakładzie 150 000 egzemplarzy musi być wszechstronniejszy tematycznie, wiarygodniejszy informacyjnie oraz wnikliwszy w analizach i trafniejszy w ocenach od tytułu sprzedającego się w nakładzie 50 000 egzemplarzy. A jeszcze na to prymarne tło dziennikarskie nakładają się indywidualne sympatie i antypatie natury ideowej, obyczajowej, moralnej, politycznej… Cieszę się, że dożyłem czasów realnego medialnego pluralizmu, gdy nie tylko de gustibus non disputandum est, lecz i tego gustibusa każdy może raz na tydzień zaspokoić sobie za cenę puszki mojego ulubionego piwa Pilsner Urquell (4-6 zł).
Państwa zdrowie!
Stanisław Remuszko
——————–
*Z wyłączeniem tygodnika przedruków „Angora” oraz plugawego tygodnika „Nie”.

Autor bloga

remuszko

Stanisław Remuszko

dziennikarz, autor książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice". „...jako naoczny świadek wydarzeń napisałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie…”

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook