Jedynie prawda jest ciekawa

Pięć wolności

25.03.2017

Prymarnych. Podstawowych. Elementarnych.

Dziś wydają się tak oczywiste i naturalne, że ich w ogóle nie zauważamy. Człowiek nie zauważa powietrza, którym oddycha, a ryba wody, w której pływa. Lecz tak nie było zawsze, choć młodym ludziom – nastolatkom i dwudziestolatkom – trudno to sobie wyobrazić.

Jako powojenny starzec, który przeżył 42 lata w PRL i 27 lat po Okrągłym Stole, widzę jasno, że takich wolności jest pięć.

Pierwszą i najważniejszą jest wolność słowa. Nie jest to wartość ani absolutna, ani najwyższa (wyżej stoi np. życie i zdrowie człowieka), ale stanowi najlepszą gwarancję przestrzegania wszystkich innych wolności. Za komuny istniała totalna państwowa cenzura, bez zgody której nie mogła ukazać się żadna publikacja. Młodzież nie uwierzy, lecz trzeba było mieć zezwolenie nawet na druk prywatnych wizytówek, a gdy w latach osiemdziesiątych pojawiły się pierwsze usługowe kserokopiarki, ich ulicznych klientów legitymowano i spisywano dane z dowodów osobistych! Nie bredzę, wraz z milionami dziadków płci obojga mogę o tym zaświadczyć przed każdym sądem, ludzkim czy boskim...

Drugą fundamentalną wolnością jest wolność zrzeszania się. Z organizacji politycznych zwanych na całym świecie partiami, za komuny istniała tylko partia jedynie słuszna (PZPR), dwie ułomne półpartie (ZSL i SD) oraz kilka podejrzanych i niepewnych licencjonowanych stowarzyszeń. Dziś takich formacji jest multum, a jak komu mało, to może sobie od ręki założyć nową własną partię i bić się o Sejm czy nawet o Belweder. Tylko o wyborców jakby trudniej...

Trzecią niezbędną wolnością jest wolność zgromadzeń. W PRL ona jak najbardziej istniała, ale tylko na papierze. Nie było legalnych obywatelskich niezależnych demonstracji, pochodów, okrzyków ni transparentów. Gdy w połowie lat osiemdziesiątych na warszawskim Ursynowie formalnie próbowaliśmy zorganizować podwórkową manifestację w obronie szkolnego boiska, wydział spraw wewnętrznych mokotowskiej rady narodowej podpisany przez panią Eugenię Mazur zgody odmówił, i merytorycznie uzasadnił: „Nie widzimy takiej potrzeby”. Byli czasy...

Czwartą wolnością jest wolność poruszania się. Owszem, za czasów PRL można było swobodnie przemieszczać się po Polsce, ale wydostać się za granicę – już nie. Do tak zwanych demoludów (państwa RWPG, wpisz w google) jeździło się na specjalną „wkładkę paszportową” (ważną, notabene, tylko z krajowym dowodem osobistym), a na wyjazd zagraniczny trzeba było od władzy dostać nie tylko paszport, ale i „przydział dewiz”. Dziś mamy strefę Schoengen (paszport jest potrzebny dopiero poza Europą), i tylko kasę, zwłaszcza na atrakcyjniejsze kraje, trzeba niestety mieć jak dawniej...

Piąta konieczna wolność podstawowa, to wolność gospodarcza. Jej filary, to samoregulujący się rynek z dominantą własności prywatnej, czyli odwrotność peerelowskiej gospodarki planowej i reglamentacji oraz własności państwowej i spółdzielczej. Biznesmani i bizneswomanki woleliby oczywiście, aby biurokracji było mniej, a podatki były niższe, ale narzekanie i malkontenctwo to nasza stara nadwiślańska specjalność...

Taki jest mój osobisty patriotyczny komentarz do obchodzonej dziś sześćdziesiątej rocznicy podpisania traktatów założycielskich Unii Europejskiej, do której przystąpiliśmy przed 13 laty.

Autor bloga

remuszko

Stanisław Remuszko

dziennikarz, autor książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice". „...jako naoczny świadek wydarzeń napisałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie…”

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook