Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Paraliż

20.04.2016

Szóstą godzinę nie mam internetu.Co to znaczy dla przeciętnie aktywnego rodaka – zrozumie tylko ten, komu coś podobnego kiedyś się przytrafiło. Nic nie uczy tak szybko i tak skutecznie, jak bolesne doznania na własnej skórze.

Powinienem dziś zajrzeć na swoje konto w banku aby opłacić kablówkę (telefon+telewizja+internet!) i komórkę, oraz oddać pożyczone pięć stów (dług honorowy). Dobrze byłoby też wiedzieć, ile kasy po tych operacjach zostanie człowiekowi do pierwszego. 

Powinienem połączyć się z moją ursynowską przychodnią zdrowia, by – zamiast o szóstej rano stawać w kolejce do okienka otwieranego o siódmej – skorzystać z nowoczesnej elektroniki i z domu zarezerwować sobie wizytę u pani doktor pierwszego kontaktu.

Powinienem, po trzecie, odbyć dwie ważne rozmowy na skajpie: z przyjacielem-biznesmenem, który właśnie buduje fabrykę w Tbilisi, oraz z córką, która w Kalafiorni urodziła własną córkę, czyli moją wnuczkę. Od przebiegu tych elektronicznych spotkań zależy harmonogram mych innych zajęć w tym tygodniu.
Powinienem mejlowo wysłać do redakcji Stefczykinfo niniejszy blogowy kawałek – bo tak umówiliśmy się.

Żadnej z tych rzeczy zrobić nie mogę, bo nie mam internetu! 

Na początek zresztą powinienem przejrzeć osobistą pocztę (cztery listy), przeczytać dwa nadesłane komunikaty (CBOS i Sejm) oraz na forum pana Lema zamieścić istotną zaległą polemikę. Złośliwość rzeczy martwych sprawiła że na monitorze widzę te listy w poczcie, widzę komunikaty, widzę forum pana Lema, ale otworzyć ich (wejść) nie mogę. Klik-klik, klik-klik. I nic...

Pan Lem, notabene, to wszystko przewidział ZANIM nastał internet. Wystarczyło mu, że zobaczył, jak działa komputer i jak epidemicznie rozpowszechnia się na świecie, oraz  jakie są główne trendy rozwoju elektroniki (miniaturyzacja wymiarów, wzrost szybkości obliczeń i dramatyczny spadek cen). Orzekł wówczas, że ludzkość będzie z tego miała również kłopoty, a szczegółom pożytków i zagrożeń poświęcił parę książek.

Wszystko sprawdziło się co do joty, przynajmniej w przypadku moim i w mnogich milionowych przypadkach innych osób, którym kiedyś padł komp lub nawalił dostawca internetu. 

Zwróćcie jednak Państwo uwagę, że skrótowo opisałem tu marny drobiazg: zaledwie kilkugodzinny paraliż w życiu zaledwie jednego człowieka (powiedzmy, że kilkunastu-kilkudziesięciu sąsiadów obsługiwanych przez ten sam osiedlowy ursynowski węzeł internetowy, czy jak się to fachowo nazywa). A co byłoby, gdyby nawalił internet w całej Warszawie? W całej Polsce? W całej Europie? Na całym świecie?

Uczeni mówią, że to niemożliwe, bowiem sama konstrukcja internetu zakłada jego przetrwanie nawet po wymianie ciosów atomowych w konflikcie nuklearnym. Wierzę uczonym, ale też zauważam, że atak na Dwie Wieże nastąpił w sposób, którego nie przewidziała obrona najpotężniejszego militarnie i wywiadowczo państwa świata, za jakie wciąż uchodzą Stany Zjednoczone. 
Czy grozi nam inwazja małych zielonych internetowych wirusów, które z szybkością światła sparaliżują naraz wszystkie komputery podłączone w danym momencie do Sieci? Stanie gospodarka? Zbraknie wody? Zgasną żarówki? Przestanie działać służba zdrowia? Nie będzie telewizji i telefonów? 

Człowiek rozumny jest w stanie przewidzieć działania wrogów rozumnych. Ale wrogów-wariatów? Wrogów-fanatyków? Wrogów-ludobójców? Wrogów-terrorystów? Wrogów-Obcych?

By jednak nie kończyć pesymistycznie tej pisaniny, uprzejmie melduję, że w siódmej godzinie mój internet właśnie ożył i działa bez zarzutu. Dlatego na koniec uprzejmie rekomenduję Czytelnikom rozwiązanie sympatycznego kwizu dla szóstoklasistów, do którego link widnieje na portalu Ministerstwa Edukacji.

Trzeba to sobie wydrukować, a potem wyłączyć domowego kompa i zasiąść do tego kwizu w ciszy i spokoju, przy tradycyjnej herbacie, z kartką starożytnego papieru i archaicznym ołówkiem w ręku. Miłego relaksu!



Autor bloga

remuszko

Stanisław Remuszko

dziennikarz, autor książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice". „...jako naoczny świadek wydarzeń napisałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie…”

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook