Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

OC w Tatrach

11.01.2016

Można by napisać, że trup ściele się gęsto, ale to nie jest śmieszne, skoro jest prawdziwe.

Na przełomie roku w Tatrach w ciągu kilku dni zginęło (nie „zaginęło”, tylko poniosło śmierć) kilkunastu turystów. Czarna seria. Telewizja niemal codziennie pokazywała, jak faceci w czerwonych kurtkach wkładają do helikoptera jakiś pakunek szczelnie zawinięty w folię i przywiązany do noszy. Nieboszczyków byłoby więcej, gdyby nie ofiarny wysiłek ratowników i lekarzy. Nieboszczyków mogłoby nie być wcale, gdyby ludzie zachowali zwykły zdrowy rozsądek.

Gdy ktoś zimą poślizgnie się na chodniku – z wysokości jednego metra (zadek) wywija orła na beton i nabija sobie sińce, a najgorszym razie coś sobie łamie. Gdy ktoś zimą identycznie poślizgnie się w górnych partiach Tatr – z reguły spada lub stacza się (obijając o skały) z wysokości kilkunastu, kilkudziesięciu albo i kilkuset metrów, i trzeba mieć wielkie szczęście, by nie zginąć na miejscu. To prawda, w tym roku warunki atmosferyczne były wprost fatalne (brak śniegu, mróz, lód), ale to niewielka pociecha w porównaniu z rozmiarami ludzkiej głupoty. Niby wszyscy wiedzą o śmiertelnych zagrożeniach, ale pchają się na oblodzone szczytowe szlaki w beztroskim przekonaniu, że ich to nie dotyczy. Fizyka przestaje działać? Grawitacja zimą niknie?

Wzór na prędkość spadku swobodnego po n-tej sekundzie poznajemy już w podstawówce: V = g razy n. G, to przyspieszenie ziemskie, czyli około 10 m/s2. W pierwszej sekundzie przelatujemy około 5 metrów i – jeśli nie złamiemy kręgosłupa lub nie roztrzaskamy czaszki o głaz – możemy jeszcze przeżyć, bo to jak upadek z pierwszego piętra. Jednak w ciągu dwóch sekund spadania przelatujemy już 20 metrów i szanse na przeżycie są mizerne, bo to jakby upadek na beton z piętra siódmego. Świętej pamięci kobieta, która parę dni temu na oczach własnych dzieci stoczyła się z Krzyżnego w Pańszczycę, „zaliczyła” 200 metrów, a ten świętej pamięci mężczyzna ze Świnicy przeleciał metrów tylko 50...

Są trzy rozwiązania dla zwykłych turystów.

Pierwsze, to w ogóle nie chodzić w wysokie góry zimą. W młodości zdobyłem dwa złote GOT-y, ale zimą nie istnieje dla mnie Orla Perć i Rysy, nie mówiąc już o PodChłopku. Owszem, można z Kuźnic bezpiecznie przejść się na Gąsienicową, czy od Roztoki wspiąć się do Pięciu Stawów, ale pod warunkiem, że się ma porządną odzież i obuwie, na krok nie zbacza się ze szlaku oraz nie chodzi się po ciemku podczas śnieżycy.

Drugi sposób, to wynająć tatrzańskiego przewodnika i podczas wycieczki skrupulatnie stosować się do jego rad i poleceń. No, ale to kosztuje małe kilkaset złotych (cennik w google). 

Za trzecim rozwiązaniem, które wymaga decyzji na szczeblu chyba ministerialnym (pan profesor Jan Szyszko?), opowiadają się od dawna rzesze miłośników Tatr, choć są i przeciwnicy. Miałem wczoraj przyjemność rozmawiać na ten temat z samym wielkim panem Maciejem Pawlikowskim (zimowy zdobywca himalajskich ośmiotysięczników i czynny ratownik TOPR), i on też był za. Należy mianowicie dla wszystkich górskich turystów wprowadzić obowiązek ubezpieczenia się od wypadków. To jest wydatek rzędu 2 zł dziennie. Ratownicy Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego udzielą pomocy oczywiście każdemu poszkodowanemu, ale jeśliby potem okazało się, że gość nie był ubezpieczony, musiałby nieźle zabulić (od kilkuset do kilku tysięcy złotych) pod groźbą wizyty komornika. 

Autor bloga

remuszko

Stanisław Remuszko

dziennikarz, autor książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice". „...jako naoczny świadek wydarzeń napisałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie…”

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook