Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Niedźwiedź

16.03.2014

Jak miał na imię Walker?

Od kilku godzin coś ryczało, stękało, chrapało i mlaskało wokół szturmowego namiotu, w którym przed śniegową nawałnicą schronił się na spoczynek prawnuk polskich emigrantów, stary wytrawny traper Walker. Wśród poszukiwaczy złota i przygód znany był jako Szwendała, przyjaciele zaś pieszczotliwie nazywali go Wędrowniczkiem. "Diabli tak tańcują, czy wicher i burza?" - zastanawiał się traper zakopany po nos w puchowym śpiworze, ani na moment nie zdejmując żylastej dłoni z wysłużonego colsera (colta-lasera) kaliber 55 nm*. W końcu udało mu się zdrzemnąć.

Gdy o świcie hałasy ucichły, Walker ocknął się i, wdziawszy puchowy skafander, wyszedł przed namiot. "Teraz rozumiem..." - mruknął pod wąsem, widząc w pierwszych promieniach wschodzącego słońca rozbebeszone pakunki i przewrócone do góry płozami odrzutowe sanie, obok zaś ogromne tropy białego niedźwiedzia, a każdy wielki jak półmisek szwedzki na sześć osób. "Coś mi się zdaje, że dziś na obiad będą pieczone niedźwiedzie łapy" - zachichotał.

Łyknąwszy z termosu płynu rozgrzewającego i posiliwszy się kęsem wędzonej foczyny, Walker przypiął śnieżne rakiety i ruszył w pogoń. Niedźwiedzie tropy ciągnęły się sznureczkiem cały kilometr na południe, by potem niespodzianie skręcić na zachód. "Into The West" - jął Walker nucić ulubiona piosenkę, ale kilometr dalej dostrzegł, że niedźwiedź znów zmienił kierunek, tym razem podążając wprost na północ. Tropy wyglądały na bardzo świeże; gdyby nie śnieg, można by rzec - gorące...

"Nie umkniesz mi, bestyjo!" - powiedział sobie w duchu myśliwy, wyciągnął zza pazuchy broń i puścił się żwawym truchtem. Kilometr dale ujrzał straszny widok: namiot, opuszczony przed niespełna godziną, leżał zwalony, a na saniach, podścieliwszy sobie najlepszą karimatą, siedział ścigany zwierz, pociągając łyk za łykiem z parującego termosu, spluwając siarczyście i zakąszając resztkami foczyny.

- Mój namiot puchowy, mój napitek rozgrzewający, moja foczyna ulubiona! - wrzasnął Walter i wymierzył do niedźwiedzia z colsera.

Biały potwór stanął na dwóch łapach, wyprostował się i... zdjął głowę. Na trapera czujnie patrzyły niebieskie, lekko teraz zamglone oczy Bartusia Obrochty z dalekiej Polski, który w niedźwiedzim przebraniu od lat fotografował się z turystami na Krupówkach. Walker, sam szkocki góral, w młodości zaprzyjaźnił się z tym zakopiańczykiem, a obaj bardzo lubili płatać sobie figle.

- Wszystkiego najlepszego w dniu imienin, stary druhu - rzekł Bartuś niewinnie. - To był żart w twoim stylu, więc nie gniewasz się, Wędrowniczku, prawda?

Obaj wybuchnęli śmiechem, zrobili niedźwiedzia (!) i serdecznie ucałowali się z dubeltówki.
Jak miał na imię Walker?

Czytelnikom zaręczam, że odpowiedź na to pytanie, wbrew pozorom, jest ścisła i daje się bardzo logicznie uzasadnić. Pierwszej osobie, która prawidłowo poda w mejlu imię Walkera, wyślę ogromną (220 g) tabliczkę luksusowej wedlowskiej czekolady z całymi orzechami.

Stanisław Remuszko

P.S. Kaliber broni laserowej podaje się w długości fal elektromagnetycznych, którymi broń strzela. 55 nm (nanometrów) oznacza, że Walker posługiwał się colserem na twarde promieniowanie rentgenowskie.

Autor bloga

remuszko

Stanisław Remuszko

dziennikarz, autor książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice". „...jako naoczny świadek wydarzeń napisałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie…”

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook