Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Nasza chata

20.07.2015

Stoi w centrum europejskiej wioski czy z kraja? I czy to w ogóle ma znaczenie?

Jakiś władczy organ Unii Europejskiej postanowił niedawno, że Polska ma na swoim terytorium zaoferować gościnę około dwóm tysiącom uchodźców z ogarniętych wojną krajów Bliskiego Wschodu. Nawet nie wnikam, jakimi kryteriami się kierowano przy wyznaczaniu akurat takiej puli akurat nam, ponieważ inne nacje też dostały swoje odgórne przydziały i zawsze znajdą się niezadowoleni, którzy uznają, że innych, bogatszych, obciążono za mało, a nas, biedaków na dorobku, za bardzo.

Nie to, żebym nie chciał pomóc. Zwykła ludzka solidarność, nie wspominając o chrześcijańskim miłosierdziu, każe pomagać ludziom w potrzebie, a trudno wątpić, iż w palącej potrzebie są ci, którym grozi śmierć, którzy utracili bliskich i dach nad głową, którzy mają pod opieką małe dzieci. Zakładam także, iż – wskutek dobrego rozpoznania naszych służb specjalnych – nie importujemy żadnych przyczajonych terrorystów-fanatyków, tylko skrzywdzone przez los normalne syryjskie (erytrejskie itp.) rodziny.

Czego potrzebują tacy ludzie? Pod względem materialnym – mieszkania, odzieży, wyżywienia i medyczno-edukacyjnego wsparcia. Możemy im to łatwo zapewnić – statystycznie na jedną spośród około 2500 polskich gmin, liczących statystycznie po około 15 000 obywateli, przypadnie jeden niecały uchodźca. Czego ów uchodźca potrzebuje pod względem duchowym? Poczucia bezpieczeństwa oraz jakichś życiowych perspektyw. Tu zaczynają się schody.

O totalnej porażce postępowej lewackiej polityki multi-kulti wiedzą wszyscy, więc nawet nie ma o co kruszyć kopii. To goście mają swe zachowanie dopasować do zwyczajów gospodarzy, nie na odwrót. Owszem, udzielimy im także gościny przejściowej („turystycznej”), ale jeśli nad Wisłą mają tylko poczekać na wyjazd do wymarzonego (k)raju docelowego, niech raczej nie spodziewają się komfortu przekraczającego poziom typowych ośrodków uchodźczych. Co innego, gdy ktoś zamierza pozostać w Polsce na stałe, zdobyć zawód, wykształcenie, podjąć pracę (jeśli są takie możliwości). Zawsze musi się to wiązać wówczas z praktycznym poznaniem naszej kultury i zaakceptowaniem jej zrębów, co z kolei dla emigranta zawsze musi oznaczać częściową rezygnację z dotychczasowej narodowej tożsamości. Ale to już jego własny suwerenny wybór...

Z obszernego badania CBOS o imigrantach nad Wisłą (nr 93/2015) przytoczę dwa wnioski. Po pierwsze, w ciągu minionych piętnastu lat półtorakrotnie zwiększył się odsetek pozytywnych ocen obecności w Polsce sąsiadów ze Wschodu (Białorusinów, Rosjan i Ukraińców) oraz przybyszy z Dalekiego Wschodu (Wietnamczyków). Nieco wzrosła natomiast (do 62%) niechęć do obecności Arabów w naszym kraju, co tłumaczyłbym ich obcością religijną (islam) i naszą stereotypową obawą przed terroryzmem.

Po drugie, zdecydowana większość rodaków (86%) nie zgadza się ze stwierdzeniem, że nasz kraj potrzebuje większej liczby imigrantów, którzy przyjechaliby do Polski na stałe na stałe. Zdaniem CBOS, wynika to zapewne z przekonania, iż na naszym rynku pracy nie brakuje chętnych do jej podjęcia.  

Stanisław Remuszko

Autor bloga

remuszko

Stanisław Remuszko

dziennikarz, autor książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice". „...jako naoczny świadek wydarzeń napisałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie…”

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook