Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Między nami dżentelmenami

06.11.2012

Jak to możliwe, by czołowy dziennikarz śledczy czołowej gazety w pierwszostronicowym czołówkowym komentarzu podawał nieprawdę? Teoretycznie w grę wchodzi tylko pomyłka lub kłamstwo (czyli świadome głoszenie fałszu); może niech czytelnicy sami ocenią?

Naprzód - cytaty (w skrócie) z pana redaktora Wojciecha Czuchnowskiego z "Gazety Wyborczej":

...Prawo nie pozwala dziennikarzowi na ujawnienie anonimowych źródeł. Prawo prasowe jest w zakresie ochrony tożsamości źródła informacji niezwykle stanowcze. Z tajemnicy zawodowej (poza sprawami dotyczącymi zabójstw) może dziennikarza zwolnić tylko sam informator. Gdyby dziennikarz zdradził jego dane, złamałby nie tylko obowiązujące prawo, ale i zasadę bezwzględnej ochrony tajemnicy, będącej prawem i obowiązkiem dziennikarza...

Z pozoru brzmi to jasno i precyzyjnie. Lecz jest nieprawdą. Nie ma takiego prawa. Nie istnieje. Jeśli ktoś twierdzi inaczej, niech przytoczy fragment ustawy, lub przynajmniej wymieni jej nazwę i poda konkretny artykuł.

Jak to możliwe, by czołowy dziennikarz śledczy czołowej gazety w pierwszostronicowym czołówkowym komentarzu podawał nieprawdę? Teoretycznie w grę wchodzi tylko pomyłka lub kłamstwo (czyli świadome głoszenie fałszu); może niech czytelnicy sami ocenią?

W powszechnym rozumieniu przymus prawny, to coś innego niż dobre wychowanie, ogłada, nienaganne maniery. Ani prawo prasowe, ani prawo karne, ani żadne inne prawo nie nakłada na dziennikarza obowiązku ukrywania danych informatora. Lecz współpracę dżentelmenów cechuje stary zwyczaj, który nakazuje między innymi mówić prawdę i dotrzymywać słowa.

Jeśli zatem dżentelmen-dziennikarz obiecał komuś, że nie ujawni jego tożsamości - powinien bezwzględnie wypełnić tę obietnicę. Ale nie dlatego, że tak każe mu jakaś ustawa (żadna nie każe), lecz tylko dlatego, że dał własne słowo. Poręczył swoim własnym honorem.

Co robić jednak, gdy informator - niechcący lub świadomie - wprowadził dziennikarza w błąd, a tekst z tym błędem (audycja, program) został opublikowany i namącił odbiorcom w głowach? PRZEDTEM jest tylko jedna rada: dochowywać należytej staranności w zbieraniu materiałów, co dla rozumnego i uczciwego dziennikarza oznacza konieczność stałej weryfikacji faktów w aspekcie rzeczowym i logicznym. Jeśli, mimo tych wysiłków, porządny dziennikarz dał się oszukać przez sprytnego informatora-prowokatora - wówczas POTEM ma do wyboru dwie drogi: może albo go ujawnić (oszustwo zwalnia z przysięgi), albo kryć go do końca (ale wtedy musi sam ponieść konsekwencje wprowadzenia w błąd opinii publicznej).

Jeśli natomiast dziennikarz nie jest dżentelmenem (łże, kręci, manipuluje) - na to żadnej rady nie ma. Na szczęście nie ma dziennikarzy, którzy nie byliby dżentelmenami.

Stanisław Remuszko

Autor bloga

remuszko

Stanisław Remuszko

dziennikarz, autor książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice". „...jako naoczny świadek wydarzeń napisałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie…”

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook