Jedynie prawda jest ciekawa

Mediokracja noworoczna

02.01.2013

[Sztokholm, 31.12.2012] Drogi Staszku, zaskoczyłeś mnie stwierdzeniem, że „w Polsce odbywają się demokratyczne wybory” oraz, że mamy w niej „wolne media”...

[Sztokholm, 31.12.2012]
Drogi Staszku, zaskoczyłeś mnie stwierdzeniem, że „w Polsce odbywają się demokratyczne wybory” oraz, że mamy w niej „wolne media”. Pamiętam bowiem jak kiedyś sam słusznie podkreślałeś, że „podstawową powinnością dziennikarza jest informowanie”, nie zaś kształtowanie opinii społecznej (interpretacja, komentarz, selekcja). Inaczej mówiąc chodziło Ci (tak przynajmniej Twe słowa zrozumiałem) o to, że media i zatrudnieni w nich dziennikarze miast sprawować WŁADZĘ nad informowanym przez siebie społeczeństwem, winni pełnić wobec niego SŁUŻBĘ. Wmawianie opinii publicznej przez media (a więc i przez dziennikarzy), że „mamy demokrację” i że to sami Polacy wybierają tych, którzy w danym momencie nimi rządzą, jest w moich oczach czymś wysoce niewłaściwym (eufemizm). Przecież to media manipulując przekazem medialnym, wywierają określony wpływ na wolę oraz na decyzje przeważającej części wyborców. Jak zatem można tu mówić o prawdziwej demokracji. Jeśli już to o demokracji formalnej lub sterowanej. Notabene: nie jest przypadkiem, że pracodawcą dla dziennikarzy zatrudnionych w stacji telewizyjnej Superstacja jest jej właściciel – spółka postkomunistyczna o znamiennej nazwie „STER”. Twórcą jej jest TW „Zegarek” (później TW „Zeg”) czyli Zygmunt Solorz-Żak. Faktycznie to one (media) a nie większość Polaków decydują o tym, kto nami rządzi. Jest bowiem tak, że każdy człowiek, który informuje innego człowieka, ma nad nim – jeśli nawet tylko potencjalną – to jednak władzę. To od jego przecież woli zależy, czy zdecyduje się przekazać mu całość zdobytych i posiadanych przez siebie informacji, czy też że przekaże mu niektóre z nich, a resztę przed nim zatai. Może tak oczywiście robić ale nie musi. Jeśli jednak przekaże mu część tylko tych informacji, wtedy w dowolny i pożądany przez siebie sposób może sterować decyzjami i wyborami drugiego człowieka. Inaczej mówiąc może sterować jego wolą, a więc być jego panem i władcą. No a niewolnik, który nie wie, że jest niewolnikiem, nie ma powodu do buntu. Taki rodzaj sprawowania władzy jest dużo korzystniejszy od przymusu fizycznego. Zapewnia bowiem władcy, że poddany miast go nienawidzić będzie go popierał a czasem nawet czcił i kochał. Manipulacja wtedy jest tylko skuteczna, gdy jej ofiara nie zdaje sobie sprawy, że jest manipulowana. Na sprzężeniu zwrotnym obu tych zależności polega funkcjonowanie Władzy Czwartej.
Co się zaś tyczy tzw. „wolności mediów”, to zawsze moim zdaniem warto dodać, że chodzi nie o wolność obiektywną, lecz o wolność od władzy państwowej. Media przecież są zawsze od kogoś zależne – jeśli nie od władzy państwowej (państwowego właściciela lub koncesjodawcy, jak np. w PRL) to od właściciela prywatnego.
Tomek

*     *     *
[Ursynów, 2.1.2013]
Tomku Kochany, pozwalam sobie jednak zwrócić Twą uwagę na fakt, że wolni ludzie w wolnym kraju stołują się nie tylko w garkuchniach medialnych, lecz także pichcą sobie posiłki samodzielnie – a więc rozumują i wnioskują również na podstawie własnych prywatnych naocznych obserwacji i doświadczeń zdobywanych namacalnie poprzez codzienne kontakty ze światem, zwłaszcza przez tysięczne rozmowy z innymi ludźmi. Uważam, że przesadzasz, odejmując en masse swoim milionowym Rodakom suwerenny rozum i zmysł krytyczny.
Po drugie – przypuszczam, że podobna sytuacja kulinarna jest wszędzie, we wszystkich państwach świata, i Polska nie stanowi tu żadnego wyjątku.
Po trzecie, klasyczna demokracja w wydaniu monteskiuszowskim bezpowrotnie odeszła do lamusa (zwłaszcza w ciągu ostatnich kilkunastu lat, wraz z rewolucją technologiczną), stając się po części mediokracją. Mamy czwórpodział władzy, przy czym źródłem tej czwartej nie jest wola ludu, tylko prawo kaduka (ze szczególnym uwzględnieniem kaduka zwanego pieniądzem). To mi się nie podoba, ale uważam, że nic na to poradzić się nie da, podobnie jak na internet. On po prostu dołączył do świata, jest i będzie, tak jak stare niebo nad nami i powietrze, którym oddychamy. Świat się trwale zmienił.
Po czwarte, przynajmniej od czasów Poncjusza Piłata wiadomo, że prawda absolutna nie istnieje, istnieje tylko i wyłącznie Twoja ulubiona autorska prawda selektywna. Mimo to wydaje mi się, że z demokracją nie jest tak źle (jak to przedstawiasz) dopóty, dopóki na rynku medialnym panuje pluralistyczna konkurencja (dalsze szczegóły patrz tutaj). Ten pluralizm zabezpiecza przed rozpowszechnianiem jednej (jedynie słusznej) prawdy selektywnej.
Po piąte, nie neguję Twoich twierdzeń o Superstacji ani o panu Solorzu, lecz przypuszczam, że na poparcie tezy o jego esbeckiej agenturalności nie masz żadnego dowodu.
Staszek
P.S. Nie jesteś niewolnikiem! Nikt Ci nie broni NIE oglądać telewizji, NIE słuchać radia i NIE czytać gazet. Owszem, polecam programy przyrodnicze (zwłaszcza National Geographic) i sportowe (zwłaszcza siatę i snukera), piękną muzykę z płyt, a także wybitny miesięcznik popularnonaukowy z ponad stuletnią tradycją”Wiedzę i Życie”. Znam ludzi, którzy bez medialnych informacji i opinii świetnie prosperują duchowo, a i ciśnienie im się unormowało…
*     *     *
[Mieszkający od lat w Szwecji Tomasz Strzyżewski jest tym sławnym Tomaszem Strzyżewskim (wpisz w gugle), który w latach siedemdziesiątych wywiózł za granicę osławioną "Czarną księgę cenzury PRL"; obecnie prezes sztokholmskiego Klubu "Gazety Polskiej"]

Autor bloga

remuszko

Stanisław Remuszko

dziennikarz, autor książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice". „...jako naoczny świadek wydarzeń napisałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie…”

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook