Jedynie prawda jest ciekawa

Le Pę

24.04.2017

Mleko się rozlało.

Tym, którzy pamięć mają dobrą, tylko krótką, uprzejmie przypominam, jakie szanse dawały czołowe media pani Le Pen kilka lat temu. Wedle mych prywatnych wspomnień, były to szanse mniej więcej takie same, jakie dawano Jarosławowi Kaczyńskiemu oraz PiS kilka lat przed jesiennymi wyborami 2015. Miała być kolejna klęska, a tymczasem wyszła samodzielna bezwzględna większość w parlamencie przynajmniej na cztery lata.

Wszystkie czołowe media wybijają teraz triumfalnie, że pan Macron wygrał z panią Le Pen (albo że pani Le Pen przegrała z panem Macronem), ale bystry czytelnik widzi gołym suwerennym okiem, że dwuprocentowa różnica w pierwszej turze nie robi różnicy żadnej. Mogłoby być na odwrót i nic by to nie zmieniło. Jeśli zaś pani Le Pen wygra turę drugą, jej sukces z natury rzeczy będzie większy niż sukces PiS, gdyż głowa państwa jest z definicji jedna i niepodzielna.

Rzecz jasna, zwycięstwo Francuzki absolutnie, ale to Absolutnie Nie Wchodzi w Rachubę. Proszę zajrzeć do poprawnych tytułów, pozwiedzać postępowe portale (z „Gazetą Wyborczą” i „New York Timesem” na czele) i posłuchać, jak wszyscy tamtejsi komentatorzy zaklinają się na wszystkie świętości, że jej się nie uda. Zero szans. No pasaran!

Ja bym wszelako nie był taki pewien.

Półtora miesiąca temu pisałem w tym miejscu, że idziemy w nieznane bardziej niż kiedykolwiek. Stabilny przeciętny człowiek pracujący miast i wsi niby pragnie spokoju, ładu i porządku (by przywołać antywichrzycielskie hasło PRL), a tu na wschodzie nagle robi się Majdan, Rosja bierze Krym, z Belwederu wysiudany zostaje prezydent Komorowski (mimo że nie przejechał ciężarnej zakonnicy na pasach), z południa wkraczają do Europy miliony uchodźców, flegmatyczni wyspiarze plują na buty Brukseli, szefem najpotężniejszego państwa świata wybierają tego, który miał przegrać, niesłuszna pani Le Pen łazi po Pałacu Elizejskim jak po swoim, a i frau Angela za miedzą mówi chyba nieco ciszej, jakby niepewna wyniku jesiennej elekcji. No, po prostu koniec świata jedynego...

Można machnąć ręką na demokratyczne narody, na świadomość dorosłych setek milionów ludzi, i rzec, że jankesi i wyspiarze chwilowo zwariowali, żabojadom właśnie odbija, a w kolejce czeka... No właśnie, kto? Na mój rozum, jeśli prezydent Le Pen wyprowadzi Francję z Unii, w jej ślady wcześniej czy później pójdą inne państwa. Co zrobią kraje romańskie (Hiszpania, Włochy)? Co zrobią członkowie skandynawscy (Dania, Finlandia, Szwecja)? Jak zachowa się Polska jako towarzysz pancerny raczej drugiej prędkości?

Ja – nie wiem.

 

*Po francusku mówi się tak jak się pisze: Le Pen. Nie „Le Pę” : -)


Autor bloga

remuszko

Stanisław Remuszko

dziennikarz, autor książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice". „...jako naoczny świadek wydarzeń napisałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie…”

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook