Jedynie prawda jest ciekawa

Kryterium uliczne

23.01.2013

Wyraz imponderabilia oznacza nieuchwytne rzeczy i sprawy o dużym znaczeniu, "ważne, lecz nie dające się zważyć", intuicyjnie zrozumiałe, choć wymykające się ścisłym definicjom. Imponderabilia, to na pewno kultura, religia, obyczaje, moralność, język. Paradygmat z kolei, to zestaw fundamentalnych założeń, wzorzec, model, ogólny sposób widzenia rzeczywistości.

Ostatnio coraz częściej odnoszę wrażenie, jakby ktoś silny i niewidzialny - może Diabeł? - próbował zmienić nasze stare imponderabilia i paradygmaty. Delikatnie, krok po kroku, drobiazg po drobiazgu, metodą salami.

W polszczyźnie, zwłaszcza regionalnej i gwarowej, istnieje wiele wyrazów mniej lub bardziej obraźliwych (obelżywych, uwłaczających), jednak na szczęście tylko pięć z nich uznawane jest za wulgarne (niecenzuralne) zawsze i wszędzie, czyli powszechnie. Wskutek niepisanego porozumienia zwanego kulturą, wszystkie telewizje i radia zagłuszają albo wycinają te pięć słów (rzeczowniki "chu...", "ku..." i "pi..." oraz czasowniki "je..." i "pie...", jeśli już zdarzą się w jakiejś chamskiej wypowiedzi). Tymczasem z Pomorza Zachodniego donoszą, że liczba kanonicznych słów wulgarnych może wzrosnąć z pięciu do sześciu, bowiem sąd przyznał piętnaście tysięcy złotych zadośćuczynienia pewnemu szczecinianinowi, którego pewna szczecinianka nazwała pedałem. Najwyraźniej pedał jest gorszy i bardziej ordynarny nawet od "ku..." czy "chu..." - bo nie słyszałem, żeby ktoś zelżony tymi słowami dostał z tego tytułu choćby marną złotówkę sądowej rekompensaty...

Inne fundamentalne zmiany szykują się w prawie dotyczącym swobód religijnych. Oto sławny Trybunał w Strasburgu orzekł, że wolni ludzie w wolnym kraju mogą jednak nosić na szyi krzyżyk w taki sposób, żeby był widoczny dla innych wolnych ludzi. Chodziło o szyje stewardess oglądane przez pasażerów samolotu (noszenia krzyżyków zabroniła stewardessom postępowa linia lotnicza). Jednak ten sam europejski Sąd Ostateczny zadecydował inaczej wobec pielęgniarek i lekarzy: w pracy krzyżyków nosić im na szyi nie wolno. Z kolei polska pani sędzia wprawdzie oddaliła żądanie posła Palikota, aby sąd w imieniu Rzeczpospolitej nakazał zdjęcie krzyża wiszącego nad drzwiami w sejmowej sali obrad plenarnych - ale ten wyrok nie jest prawomocny i jeszcze wszystko przed nami...

Do uświęconej tradycji (polskiej, europejskiej, ogólnoludzkiej) od wieków należało uszanowanie kościołów i cmentarzy jako miejsc wyłączonych z politycznych sporów i demonstracji. Okazuje się, że i to się zmienia, co niedawno pokazał osławiony rosyjski zespół taneczny o postępowej nazwie "Pussy riot" ("Bunt cipek"). Członkinie tego zespołu wystąpiły mianowicie w stroju topless przed bazyliką św. Piotra, wykrzykując pod adresem przemawiającego Benedykta XVI "różne życzenia w ramach świętej wolności słowa" - jak oświadczyły po opuszczeniu komisariatu włoskiej niepostępowej policji.

I tylko pewną otuchą natchnęła mnie wieść znad Sekwany. Uważam mianowicie, że w każdym normalnym społeczeństwie są ludzie niezadowoleni z jakiegoś fragmentu rzeczywistości do tego stopnia, że przeciwko temu czemuś protestują na ulicy - wnosząc okrzyki, maszerując, wiecując i wymachując transparentami. Moje kryterium uliczne mówi, że dopóki liczba "protestantów" nie przekracza jednego promila danej społeczności - państwo jest w miarę zdrowe. Jeśli "wskaźnik ulicznego sprzeciwu" zbliża się do jednego procenta - jest to dzwonek alarmowy (może dojść do aktów przemocy), a jeśli uliczną determinację wykazuje dziesięć procent obywateli - może upaść rząd lub wybuchnąć rewolucja.

Otóż Vive la France! Gdy francuski postępowy prezydent Hollande chciał homoseksualnym parom dać ustawowe prawo adopcji i wychowywania dzieci - na ulice Paryża w proteście przeciw temu pomysłowi wyszło nagle ponad pół miliona mieszkańców płci obojga, w pełnym przekroju wieku, wykształcenia, zamożności i poglądów politycznych, jak ze zdumieniem komentowały najważniejsze media. To manifestacyjne zwycięstwo zdrowego rozsądku nad postępowymi siłami ciemności odnotowuję z nadzieją, podając za Wikipedią, że duży Paryż liczy około dziesięciu milionów mieszkańców.

Ludzi potrafiących rachować pozdrawiam serdecznie i z respektem :-)

 

Stanisław Remuszko

 

Autor bloga

remuszko

Stanisław Remuszko

dziennikarz, autor książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice". „...jako naoczny świadek wydarzeń napisałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie…”

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook