Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Koniec europejskiego świata?

07.09.2015

Kilka dni temu Donald Tusk zaapelował do państw UE, aby rozważyły udzielenie schronienia stu tysiącom uchodźców z Afryki, Azji i Bliskiego Wschodu.

Odruchowo napisałem wówczas na jednym z forów tak:

Uważam, że liczącą 500 milionów mieszkańców zamożną Europę stać na przyjęcie przynajmniej 500 tysięcy imigrantów (jeden imigrant na tysiąc Europejczyków). Oczywiście bardzo wyselekcjonowanych (zagrożenie życia), przy bardzo twardych warunkach pobytowych i pod groźbą natychmiastowego wydalenia. Sam jestem gotów udostępnić obcej rodzinie jeden pokój (16 m2) w moim mieszkaniu na warszawskim Ursynowie.

Ale teraz spokojnie zastanówmy się.

Po pierwsze – trzeba dokładnie zweryfikować sensacyjne doniesienia medialne. Ustalić faktyczną skalę oraz rzeczywisty powód migracji. Chodzi o tysiące czy setki tysięcy zdeterminowanych ludzi? Czy naprawdę grozi im utrata życia, czy też po prostu chcą żyć w lepszych warunkach? Czy masowo topią się (duszą w zaspawanych ciężarówkach i okrętowych ładowniach), czy też są to tylko tragiczne odosobnione incydenty?

Po drugie – w tej śmiertelnie poważnej sprawie nie wolno ani trochę opierać się na doniesieniach mediów, które z reguły robią z igły widły, tylko trzeba wysłuchać oficjalnych raportów MON, MSZ i innych służb/instytucji – przy czym te raporty mają być klarowne, jawne, zwięzłe i rzeczowe oraz podpisane imieniem, nazwiskiem i stopniem/stanowiskiem ich autora/.

Po trzecie - jeśli okaże się, że sytuacja naprawdę jest dramatyczna, trzeba działać równolegle na dwóch frontach.

Front pierwszy, to wyławianie z morza osób zagrożonych utonięciem i automatyczne umieszczanie ich w obozach tymczasowych (namioty, baraki, żadnych luksusów, elementarz sanitarny i dietetyczny oraz podpisywane (odcisk kciuka) deklaracje, że naruszenie obozowego regulaminu skutkuje automatycznym odesłaniem tam, skąd delikwent przybył. To nie jest zadanie dla Polski, tylko głównie dla południowej Europy („państwa pierwszego kontaktu”). To jest zadanie również dla Brukseli.

Gdy będziemy mieli prawdziwe konkretne dane o zjawisku i jego dynamice (uwaga: to my, Polska, oceniamy stan rzeczy i suwerennie decydujemy, czy i co robić – nikt inny!), warto przyjrzeć się naszym możliwościom.  Przypomnę, że mamy w kraju około 2500 gmin oraz około 10 000 parafii. Przypomnę, że w minioną sobotę w Chełmie przewodniczący Episkopatu Polski arcybiskup Stanisław Gądecki zaapelował: Trzeba, żeby każda parafia przygotowała miejsce dla tych ludzi, którzy są prześladowani, którzy przyjadą tutaj, oczekując pomocnej ręki i tego braterstwa, którego gdzie indziej nie znajdują. Dzień później mniej więcej do tego samego wezwał papież Franciszek, adresując swe słowa do struktur kościelnych i świeckich całej Europy.

Gdybyśmy chcieli zachować zaproponowaną początku proporcję (1000:1), jako 38-milionowy naród powinniśmy przyjąć 38 000 uchodźców. W porównaniu z liczbą gmin oznacza to mniej więcej 15 osób na gminę i 4 osoby na parafię. Przy założeniu, że jedna uchodźcza rodzina liczy cztery osoby, kalkulacja jest jeszcze prostsza: około 4 rodzin na gminę i jedna rodzina na parafię. Na pierwszy rzut oka widać, że jest to wykonalne, leży w graniach możliwości Państwa oraz Kościoła, i trzeba tylko chcieć to zorganizować.

Ale dlaczego mielibyśmy w ogóle pomagać obcym ludziom?

Moim zdaniem dlatego, że to są ludzie – co do istoty – tacy sami jak my. Uważam (nie ja jeden chyba), że pomaganie innym ludziom, zwłaszcza dotkniętych klęską wojny, zagrożonych śmiercią i kalectwem, jest naszym moralnym psim obowiązkiem (przepraszam wszystkie psy za podniesiony głos). Dobrze pamiętam ducha pierwszej Solidarności, a także bardzo wymierną pomoc okazywaną nam, Polakom w latach osiemdziesiątych, zwłaszcza po wprowadzeniu stanu wojennego.

Rzecz jasna, pomoc pomocy nierówna. Jednym wystarcza obóz przejściowy, inni chcieliby osiedlić się w Polsce na stałe. To drugie zadanie – ten „drugi front” – jest zadaniem o rząd wielkości trudniejszym pod każdym względem (również politycznym i społecznym),. Jeszcze nie czas na głębsze analizy, ponieważ nie znamy praktycznie żadnych danych wejściowych. Wiadomo tylko, że musiałaby to być niesłychanie wielka i złożona operacja, międzynarodowo skoordynowana, najeżona przeszkodami z barierą językową na czele, i nawet zamożna Polska (zamożna w porównaniu z tymi biedakami) nie ma nawet 1/10 pieniędzy potrzebnych dla realizacji takiego gigantycznego długofalowego przedsięwzięcia. Tu muszą się otworzyć kieszenie bankierów, magnatów, oligarchów i innych możnych dosłownie całego świata.

Mamy jesień, lecz wkrótce nadejdzie zima. Namioty i baraki nie wystarczą. Myślę, że w każdej polskiej plebanii znajdzie się jeden wolny pokój (niechby i piwnica) a parafianie przyniosą i odzież, i żywność, i środki czystości :-)

A teraz proszę o pytania z sali...


Autor bloga

remuszko

Stanisław Remuszko

dziennikarz, autor książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice". „...jako naoczny świadek wydarzeń napisałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie…”

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook