Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Igrzyska

10.06.2012

Gdy jako małolat czytałem „Quo vadis” (lektura szkolna?), marzyło mi się, żeby na własne oczy zobaczyć prawdziwego Nerona, prawdziwych chrześcijan, prawdziwe lwy oraz prawdziwe Igrzyska.

Panem et circenses, wołali Rzymianie, a ja w roku 1960 z wypiekami na twarzy słuchałem rzymskich ech tej starożytnej wrzawy dobiegających z radia (telewizji praktycznie jeszcze nad Wisłą nie było), które informowało o przebiegu Olimpiady właśnie w Rzymie… Pół wieku później, czyli dziś, to młodzieńcze marzenie się spełniło, bo oto Igrzyska przyjechały do mnie, do mojego rodzinnego miasta, do Warszawy (a także do paru innych miast w Polsce i na Ukrainie). Owszem,  to nie prawdziwa Olimpiada, ale Euro ’2012 w realu robi ogromne wrażenie nie tylko na mnie (starszym panu), lecz i na większości Rodaków, co widać, słychać i czuć nawet w tak odległych od Stadionu Narodowego miejscach, jak mój Ursynów.

W dniu inauguracji mistrzostw, ulice Ursynowa przed południem świeciły pustkami, tylko od czasu do czasu majestatycznie przejeżdżał samochód furkocząc biało-czerwoną flagą. Ale później, o trzeciej po południu, na stacji metra ”Stokłosy” (10 km od PKiN) pojawiły się dosłownie tłumy przebierańców/przemalowańców, które przeciskały się przez bramki i wylewały na perony, aż spytałem przechodzącego strażnika metralnego, czy coś się stało, bo mecz przecie dopiero o osiemnastej? Strażnik spojrzał na mnie trochę surowo, trochę z politowaniem: – A o OTWARCIU o szesnastej pan zapomniał, a?!
Nie wiem, co to było za Otwarcie (mam nadzieję, że tak emocjonujące, jak bridżowe dwa bez atu), lecz mecz otwarcia Polska-Grecja skończyłem oglądać z tzw. mieszanymi uczuciami (jak wiadomo, doznaje się ich wówczas, gdy teściowa rozbija się twoim samochodem). Jak można tak dobrze grać w I połowie i tak marnie w drugiej? Czemu pan trener Smuda nie wymienił dwóch najbardziej zmęczonych zawodników na przynajmniej kwadrans przed końcem? Naprzód mogliśmy wygrać, potem mogliśmy przegrać, więc remis raczej sprawiedliwy, lecz co będzie we wtorek? Brat Rus złomotał brata Czecha aż 4:1... Może tak się zmordował, że ulegnie bratu Lechowi? 
Czy w tegorocznych mistrzostwach powtórzy się znany schemat trzech meczy? Przypomnę: najpierw jest mecz o wyjście z grupy, potem jest mecz o wszystko, a na koniec mecz o honor... Rozumiem, że gdy ktoś przegra stawkę-czekoladę, to nie wpadnie w depresję, lecz czy i jak ewentualną Europrzegraną przeboleją Rodacy? O Naród jestem raczej spokojny, lecz, mówiąc szczerze, trochę boję się Nerona, czyli zachowań ulicznego motłochu, pijanej tłuszczy, kibolskiej dziczy, dla uciechy tłuczącej wystawowe szyby, podpalającej samochody i bijące kogo popadnie. Oby te moje obawy okazały się płonne…

Bez względu na wyniki sportowe i sympatie polityczne, po Euro ’2012 zostaną nowe/odnowione dworce kolejowe, autobusowe i lotnicze, drogi kołowe i szynowe różnej rangi, mosty, stadiony, infrastruktura oraz mnóstwo pięknych indywidualnych przeżyć, wspomnień i emocji. To już całkiem sporo :-)

Polska-Rosja? Jako umiarkowany optymista, typuję 2:2.
Stanisław Remuszko


Autor bloga

remuszko

Stanisław Remuszko

dziennikarz, autor książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice". „...jako naoczny świadek wydarzeń napisałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie…”

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook