Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Himalaiści

13.07.2013

Dramaty himalajskie zdarzały się, zdarzają i będą się zdarzać głównie przez przypadek Lecz większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, JAK BARDZO himalaizm różni się od wszelkiej innej wyczynowej aktywności człowieka...

Najwyższe ziemskie góry zabrały kolejną ofiarę. Na stokach Gasherbruma (8068 m) zginął pięćdziesięcioletni Artur Hajzer – jeden z najwybitniejszych polskich wspinaczy w historii. Taki statystyczny los czeka sporą część himalaistów...
Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, JAK BARDZO himalaizm różni się od wszelkiej innej wyczynowej aktywności człowieka. Chodzi przede wszystkim o warunki fizyczne, w których himalaiści działają. Nigdzie indziej na Ziemi nie ma warunków tak skrajnych. Poniekąd “nie ma” ich nawet w kosmosie, bo choć tam mrozy, próżnie i ciemności są znacznie większe, to jednak astronautów cały czas szczelnie chroni przed nimi przytulna atmosfera kabiny. Natomiast na stokach ośmiotysięczników wspinacza od “zewnętrza” oddziela tylko grubość butów, kurtek i rękawic...
Sprawą najpierwszą jest brak tlenu. Już w himalajskiej bazie (około 5000 m) ciśnienie powietrza jest o połowę mniejsze niż na poziomie morza, na himalajskich zaś szczytach wynosi zaledwie jedną trzecią ciśnienia gdańskiego czy warszawskiego. Można przeciwdziałać temu przez wielodniową tzw. aklimatyzację, ale powyżej (umownie) 7500 m zaczyna się tzw. strefa śmierci, w której najlepiej nawet zaaklimatyzowany wspinacz nie powinien przebywać dłużej niż dobę. Człowiek przewieziony do tej strasznej strefy z nizin (bez aklimatyzacji) umarłby z braku tlenu w ciągu kilku minut.
Drugą podstawową trudność stwarzają temperatura i wiatr. Przyzwoitą wspinaczkową normą jest minus 20-30 stopni, wicher zaś – gdy już wieje – często osiąga prędkość ponad 100 km/h. Pan Andrzej Zawada – legenda polskiego himalaizmu i twórca światowego himalaizmu zimowego – opowiadał mi kiedyś, że na własne oczy widział, jak huraganowy poryw oderwał od zbocza człowieka z jego wyprawy i uniósł w powietrze. Gdyby nie był przypięty do liny poręczowej, odleciałby w czeluść jak piórko – mówił pan Zawada. – Obliczyliśmy potem, że kolega wraz z plecakiem ważył około 120 kilogramów, a więc wicher musiał dąć dobrze ponad 200 km/h...
W takich to okolicznościach przyrody trzeba jeszcze potwornie ciężko pracować. Żadną miarą nie lekceważę potu górników i hutników, lecz przy himalaistach mają dość lekkie ośmiogodzinne zajęcie, po którym mogą się umyć, przebrać, zjeść obiad i wyspać we własnym łóżku. Himalaiści harują jak woły tyle godzin na dobę, ile akurat trzeba, a do wanny i do łóżka wchodzą zazwyczaj dopiero po paru miesiącach. Przeciętny himalaista podczas przeciętnej wyprawy traci kilka, a nawet kilkanaście kilogramów wagi...
Himalaiści zwykle mają stromo, ślisko i przepaściście, więc przez te miesiące niemal ciągle muszą uważać. Tym bardziej że – powiedzmy to jasno i wprost – podczas ataku szczytowego (wejście i zejście!) na żadną pomoc często nie ma żadnych szans. Ani decyzja amerykańskiego prezydenta, ani żaden arabski szejk nie sprawią, że zaoferowany służbowy helikopter US Army doleci wyżej niż na 6000 m, albo że wynajęta za miliony euro ekipa najlepszych w świecie ratowników dotrze gdzie trzeba i na czas. Owszem, poszkodowanemu może pomóc wspinaczkowy partner – ale nie zawsze (o czym wiedzą wszyscy uczestnicy himalajskiej wyprawy przed jej rozpoczęciem). To są zresztą sprawy dosłownie życia i śmierci, więc dylematy najdelikatniejsze na świecie...
Słowa “przypadek” nie ma w żadnej Świętej Księdze żadnej z Wielkich Wiar. Dramaty himalajskie zdarzały się, zdarzają i będą się zdarzać głównie przez przypadek. Nie wiemy i nigdy nie dowiemy się, czy Artur Hajzer potknął się (pośliznął, źle chwycił itp.). Ale jesteśmy pewni, że chciał bezpiecznie wrócić do domu razem ze swym partnerem Marcinem Kaczkanem z mazurskiej Nidzicy*. Tak jak chciał wrócić do domu Tadeusz Piotrowski ze swym partnerem Jerzym Kukuczką, ale nagle pod K-2 wypiął mu się rak. Tak jak chciał wrócić do domu Jerzy Kukuczka ze swym partnerem Ryszardem Piotrowskim, ale niespodzianie odpadł spod szczytowej grani Lhotse. Tak jak chcieli i chcą wrócić do domu wszyscy najdziwniejsi, najtwardsi ludzie świata. Himalaiści.


Stanisław Remuszko
-------------------
*moim i Kasi klubowym kolegą z KW Warszawa

Autor bloga

remuszko

Stanisław Remuszko

dziennikarz, autor książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice". „...jako naoczny świadek wydarzeń napisałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie…”

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook