Jedynie prawda jest ciekawa

Hejt – c. d.

15.10.2015

Jeszcze kilkanaście lat temu hejtu nie było ani trochę.

Hejt, to spolszczony wyraz-kopia angielskiego „to hate” (nienawidzić). Hejt lub hejting, to tzw. mowa nienawiści, a hejterzy, to ci, którzy się nią posługują.

Przypuszczam, że kilkanaście lat temu miłości i nienawiści (pojęcia przeciwstawne) oraz różnych emocji pośrednich w duszach Rodaków było mniej więcej tyle samo co dziś, tylko nie było internetu. Hejt zaistniał i objawił się z mocą dopiero dzięki internetowi. Dokładniej zaś dzięki internetowej anonimowości.

Ponad rok temu pisałem, że sama anonimowość nie czyni ludzi złymi. Ona tylko wydobywa z niektórych ludzi istniejące w nich zło, pozwala im publicznie je artykułować, rozpowszechniać i zarażać nim innych ludzi. Zauważmy przy tym, że hejtu i hejterów praktycznie nie ma w dziennikach, tygodnikach i innych gazetach drukowanych, gdyż tam każda wypowiedź jest podpisana imieniem i nazwiskiem autora, podobnie jak znane są personalia i telefony funkcyjnych dziennikarzy wymienione w tzw. stopce redakcyjnej.

Całkowicie odmienne zwyczaje panują na internetowych portalach – przede wszystkim na tzw. forach i w komentarzach pod artykułami. Panuje tu iście rajskie królestwo wolności słowa – prawdziwa monarchia absolutna!  Każdy, kto ma dostęp do sieci, może bez żadnych konsekwencji umieścić w niej swoją dowolnie krytyczną anonimową wypowiedź, i tylko od jego osobistej kultury zależy, czy będzie to krytyka spokojna, rzeczowa i logiczna, czy obraźliwy stek kłamstw lub wulgarne błoto. Owszem, da się pomyśleć skuteczna moderacja, lecz nawet internetowych krezusów na taką nie stać, gdyż wymagałaby dziesiątków dobrze płatnych moderatorów pracujących 60 minut na godzinę i 24 godziny na dobę.

Inny sposób pogodzenia wolności słowa z wartościami zastosowała ostatnio „Gazeta Wyborcza”. Cytuję: Z powodu wyjątkowo agresywnych treści propagujących przemoc, sprzecznych z prawem, wzywających do nienawiści rasowej, etnicznej i wyznaniowej zamykamy możliwość komentowania pod naszymi tekstami o uchodźcach. Z rozpędu spytam, czemu nie zakazano również nienawiści politycznej, od której aż kipi na sąsiadujących łamach, lecz delikt główny jest inny: wylanie dziecka z kąpielą. Komuna też robiła obywatelom dobrze za pomocą cenzorskich nożyczek...

Ta sama gazeta donosi, że w sprawie hejtu, hejtingu i hejterów ma odbyć się wkrótce wielki urzędowy Okrągły Stół, przy którym zasiądą wspólnie ministrowie sprawiedliwości, administracji i cyfryzacji oraz spraw wewnętrznych i edukacji, także prokurator generalny, szefowie policji i służb oraz właściciele portali medialnych i społecznościowych, wraz z przedstawicielami organizacji pozarządowych i obydwoma rzecznikami praw.

A przecież od dawna istnieje prosta, darmowa i stuprocentowo skuteczna metoda, którą dawno wypróbowało wiele małych portali. Chodzi o ograniczenie anonimowości.

Postuluję to kolejny raz. Uważam, że poważne i odpowiedzialne portale, które nawiedza (zalewa) hejting, powinny wprowadzić – jako generalną zasadę – obowiązkową rejestrację internautów (formularz), oraz ujawniać ich dane osobom, które zostały anonimowo zelżone (znieważone, oskarżone). Wtedy anonimowość jak najbardziej pozostanie anonimowością (nicki), tylko hejting nagle zniknie jak zły sen.

Autor bloga

remuszko

Stanisław Remuszko

dziennikarz, autor książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice". „...jako naoczny świadek wydarzeń napisałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie…”

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook