Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Fanatyzm

13.04.2016

Fanatykiem byłem zawsze. Ale umiarkowanym.

Mam na myśli pluralizm, zwłaszcza medialny. Za Gomułki i Gierka w poważnych tygodnikach był spokój, ład i porządek. Cysorzowi przynoszono „Panoramę”, „WTK” i „Karuzelę”, a przynajmniej tak śpiewał  niezapomniany Chyła (ten od knezia Dreptaka). Inni poddani PRL mieli do politycznej dyspozycji jeszcze „Politykę”, „Przekrój” oraz „Tygodnik Powszechny” – i raczej szlus! Mnoga bibuła doszła dopiero za Jaruzela.

Gdy nastała wolność i demokracja, od razu przesadziliśmy, tak jak z szynką. Młodzież informuję, że za komuny był (no, bywał...) tylko jeden gatunek szynki, a dziś w każdym sklepie jest ich kilka albo kilkanaście. Głowa boli od samego widoku, nie wiadomo, co wybrać, a przecież człek nie poprosi dziesięciu różnych plasterków na próbencję. Nie inaczej z tygodnikami opinii. „Do rzeczy”, „Od rzeczy”, „Na rzeczy”, „W rzeczy samej”, „Uważam Rze”, „Uważam Rzenie”, ludzie kochane! 

Z powodu tego cholernego wybujałego pluralizmu w ogóle przestałem czytać tygodniki opinii. No i zostałem ukarany: znajomy przysłał mi pocztą lotniczą z Nowej Zelandii wycinek z pisma, w którym autor podaje nieprawdę o mnie i o mojej ukochanej „Gazecie Wyborczej”, i już wysmażyłem polemikę, lecz nagle okazało się, że to artykuł sprzed dwóch lat, bo tak długo płynie na antypody statek z prenumeratą... 

Bystra pani Weronika z Wiązownej (wpisz w google) zwróciła mi wtedy uwagę, że wszystko jedno gdzie i kiedy stanę w obronie prawdy, byle była to prawda słuszna, a słuszną prawdę o organie Michnika wyłożyłem dawno w swej książczynie, co to ją redakcja Stefczykinfo poleca pod moją blogową podobizną. No to lecimy, ale już na serio:

Dopiero teraz przeczytałem obszerny czterokolumnowy artykuł "Zakazana historia Gazety Wyborczej" pióra Leszka Pietrzaka (nr 4/2014). Jako przywoływany autor omawianej książki o tej gazecie - chciałbym dodać swoje dwa grosze: 

1. Generalnie uważam, że grzech pierworodny "Gazety Wyborczej" jest potrójny i polega na czymś innym niż głosi pan Leszek. 

Na tym, po pierwsze, że "GW" już po kilku miesiącach jęła odchodzić od KLAROWNYCH OBIETNIC solennie złożonych Polakom (czytelnikom) na pierwszej stronie w pierwszym numerze w maju 1989 roku. 

Na tym, po drugie, że porzuciła statuujące ją ustalenia Okrągłego Stołu i wybrała własną ideową linię/drogę ZANIM w Polsce ukształtowały się choćby pierwociny pluralizmu medialnego. 

Na tym wreszcie, po trzecie, że miliardowej wartości majątkiem, który przynajmniej w połowie nie był jej moralną własnością, UWŁASZCZYŁA SIĘ prywatnie i do dziś tajnie. 

Wszystko to sprawiło, że "GW" stała się hegemonicznym demiurgiem politycznym i nic ważnego nad Wisłą nie działo się wbrew jej woli aż do pamiętnej afery Michnika-Rywina, która wybuchła dopiero w roku 2003. Czternaście lat wyrazistego suwerennego panowania, no, no, prawdziwi królowie często tak nie mają... 

2. Wbrew słowom Autora, "GW" nie tylko nigdy nie wytoczyła mi żadnego procesu, ale też nigdy na swoich łamach ani jednym słowem nie wspomniała o książce "Gazeta Wyborcza - początki i okolice", która do dziś pozostaje w katalogu Biblioteki Narodowej JEDYNĄ (ewenement na skalę światową) pozycją o poczęciu, narodzinach i niemowlęctwie tej medialnej potęgi.

Z wyrazami szacunku 

Stanisław Remuszko

Autor bloga

remuszko

Stanisław Remuszko

dziennikarz, autor książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice". „...jako naoczny świadek wydarzeń napisałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie…”

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook