Jedynie prawda jest ciekawa

Dyktatura

28.09.2014

Załóżmy sobie własny notatnik*

Marcin Pieńkowski i Filip Memches przejechali się w "Rzeczpospolitej" po najsławniejszym społecznościowym portalu, familiarnie zwanym przez jego użytkowników Fejsem. Główny zarzut redaktorów sprowadza się do specyficznej cenzury, której poddawane są umieszczane tam treści.
Usuwane lub blokowane są strony, wpisy i komentarze o wymowie konserwatywnej, patriotycznej czy katolickiej. Wiele z nich podciąganych jest pod takie zjawiska, jak antysemityzm, rasizm, homofobia czy fanatyzm religijny. Natomiast administratorzy Facebooka są całkowicie pobłażliwi w stosunku do brutalnych szyderstw z autorytetów Kościoła czy urągania godności bohaterów narodowych – wskazuje Filip Memches. Różaniec jest zakazany, wulgaryzmy nie – dodaje Marcin Pieńkowski. – Za twierdzenie, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny, Facebook może zawiesić konto użytkownika.
Internet – może największy wynalazek techniczny w historii ludzkości – miał raz na zawsze wyeliminować wszelkie ograniczenia wolności słowa. Hulaj dusza, piekła nie ma, róbta co chceta. Rychło jednak okazało się to niemożliwe. Wyszło na jaw, że świat jest pełen chamów i psycholi, którzy tylko marzą, aby dokopać innym. W trybie ratunkowym, trzeba było wrócić do  – jak to celnie nazywa sławny Tomasz Strzyżewski, ten od “Czarnej księgi cenzury PRL” – prawdy selektywnej. Tę melioracyjno-profilaktyczną robotę (identyczną co do istoty z pracą cenzorów) wykonują dziś MODERATORZY, którzy swymi bieżącymi ingerencjami skutecznie przeciwstawiają się paskudnym trollom i hejterom. Niestety, miewa to również swoje skutki uboczne w postaci osławionej poprawności politycznej.
Płatnych moderatorów (nie mylić z płatnymi mordercami) zatrudniają praktycznie wszystkie większe portale, zwłaszcza media. Moderatorzy działają na podstawie kodeksów zwanych regulaminami. O moderatorach i regulaminach decydują suwerennie właściciele, podobnie jak przed wiekami decydowali władcy (huius regio eius religio). Dzisiejszy kłopot niesłusznie ocenzurowanych, o których piszą panowie Pieńkowski i Memches, to uogólniony kłopot katarów i albigensów, którzy mieli nieszczęście zostać wyrżnięci we Francji, bo gdyby mieszkali w tolerancyjnej Polsce – zostaliby co najwyżej skazani przez króla na banicję. Dlatego absolutnie serio uważam, że jak najprędzej trzeba wynieść się z fejsbukowej Francji i założyć własną internetową Polskę! Przynajmniej jej kawałek...
[Na marginesie, historia co do kropki autentyczna: miesiąc temu zaprzyjaźniony moderator jednej z czołowych gazet pokazał mi wpis przysłany przez życzliwego anonimowego internautę – cytuję – “Remuszko, to złodziej, oszust i k..wa”. Gdyby nie nożyczki moderatora, ten wpis pojawiłby się na gazetowym portalu i wisiałby pewnie tam po dziś dzień. Zdecydowanie jestem za moderacją!]
Rzecz jasna, należy usilnie walczyć o to, aby władcy/właściciele i cenzorzy/moderatorzy byli piękni, zdrowi, młodzi i bogaci, kodeksy/regulaminy zaś mądre, światłe, bezstronne i tolerancyjne. Dlatego z przekonaniem popieram krytykę i postulaty redaktorów Pieńkowskiego i Memchesa, a czytelników rozumnych i dobrych pozdrawiam serdecznie i z respektem :-)
--------------
*angielski rzeczownik facebook w czasach przedinternetowych znaczył: notatnik/album z nazwiskami i zdjęciami.

Autor bloga

remuszko

Stanisław Remuszko

dziennikarz, autor książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice". „...jako naoczny świadek wydarzeń napisałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie…”

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook