Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Długopis Wałęsy

01.09.2016

31 sierpnia 1980 roku włączyłem telewizor i zobaczyłem Lecha Wałęsę, jak gigantycznym długopisem (flamastrem?) podpisuje Porozumienia Sierpniowe.

Reżimowa telewizja pokazała to na żywo, transmisję oglądały miliony, ale dla wielu obywateli PRL pokojowy finał strajków wydawał się tak niemożliwy i nieprawdopodobny, że nie wszyscy uwierzyli. Gdy dzień później Żona pojechała do Kielc, by odwiedzić swoją mamę w szpitalu, teściowa opowiedziała jej o telewizyjnym Wałęsie z długopisem jak bajkę o żelaznym wilku. „Mamy tu, córeczko, taką specjalną telewizję dla pacjentów, żebyśmy się nie denerwowali” – wyjaśniała z przejęciem, i te słowa starszej pani zapisały się w rodzinnych kronikach...

Potem szybko urosła dziesięciomilionowa „Solidarność”, potem zdusił ją stan wojenny, potem był Okrągły Stół, potem runął mur berliński, Białemu Orłowi przywrócono koronę i zmieniono nazwę państwa, wybraliśmy sobie Wałęsę na prezydenta, potem rozpadł się Związek Radziecki, wstąpiliśmy do NATO i Unii Europejskiej, i tak 36 lat minęło jak z bicza trzasł!

Lecz wczoraj w telewizji zobaczyłem tego samego Lecha Wałęsę, jak ostrzega rodaków przed wojną domową...

Ja bym się tymi słowami bardzo nie przejmował. Po pierwsze, ze względu na znany przesadyzm Wałęsy i czerstwość jego języka. Po drugie, podręczniki historii i zszywki gazet dowodzą, że jakąś zimną wojnę domową mieliśmy nad Wisłą mniej więcej zawsze. Pobieżnie znam kilka europejskich krajów (sąsiedzi, Skandynawowie, Italczycy) i wydaje mi się, że na ich tle moi rodacy są znacznie bardziej zadziorni, wojowniczy, agresywni, pryncypialni i mimozowaci. Skaczą sobie do oczu, obrzucają epitetami, rwą się do bicia, tłuką talerze i wrzeszczą tam, gdzie inni Europejczycy zaledwie podnieśliby głos. Owszem, temperamentem polemicznym przypominamy trochę Włochów i Greków.

A przecież można swe racje wykładać klarownie i stanowczo, lecz bez wbijania przeciwnika na pal. Dobrym przykładem niech będzie publikowana obok wypowiedź redaktora Gadowskiego, który zadaje pytania ważne i drażliwe, lecz robi to kulturalnie, bez jadu i nienawiści. Co z rozliczeniem PO? Co ze śledztwem smoleńskim? Co z aneksem do raportu o WSI? Co ze zbiorem zastrzeżonym IPN?  Sam chętnie usłyszałbym rzeczowe i spokojne odpowiedzi na te kwestie.

Nie bardzo wierzę, by ktoś w Polsce chciał gorącej wojny domowej, gdy jedni ludzie zabijają innych ludzi. Taką straszną wojnę mieliśmy w ostatnim stuleciu chyba tylko raz, gdy po II wojnie światowej Stalin wprowadzał między Bugiem a Odrą jałtańskie porządki. Ćwierć wieku temu odzyskaliśmy niepodległość, cieszymy się wolnością, mamy demokrację – i w tym stanie rzeczy wojna domowa jest z poniekąd wykluczona z definicji! Kto niby miałby walczyć i z kim, oraz jaką bronią się posługiwać?

1 września 1939 Naród Polski stanął jak jeden mąż w obronie zaatakowanej Ojczyzny. Jestem absolutnie pewien, że dziś byłoby tak samo.
Lecz osobiście uważam, że w czasach niegorącej wojny znacznie lepiej porozumiewać się bez strzałów. Tak jak w roku 1980 i 1989.

Dziś przeciwników politycznych pokonuje się raz na cztery lata kartką wyborczą, nie fizyczną przemocą. Choć, oczywiście, do lokalu wyborczego warto przynieść w kieszeni tytułową broń Wałęsy...

Autor bloga

remuszko

Stanisław Remuszko

dziennikarz, autor książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice". „...jako naoczny świadek wydarzeń napisałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie…”

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook