Jedynie prawda jest ciekawa

Cisza

18.02.2017

Po tygodniowym pobycie w szpitalu pani premier wróciła do domu, i to jest niewątpliwie dobra wiadomość.

Wypadek w Oświęcimiu przez okrągły tydzień był bezwzględną czołówką medialnych doniesień. Człowiek odwiedza internetowe portale, słucha radia, ogląda telewizję, więc wie, że od nowin na ten temat zaczynały się dzień w dzień wszystkie bez wyjątku serwisy informacyjne. Gratkę miały zwłaszcza telewizje, pokazując w dziesiątkach ujęć i symulacji miejsce i okoliczności zdarzenia. Na konferencjach prasowych występowali prokuratorzy, do kamer i mikrofonów mówili funkcjonariusze drogówki, uspokajające komunikaty wydawali lekarze oraz rzecznicy władzy, a wszystko krytykowała opozycja. Wydawałoby się – normalka.


Ale to nieprawda. Był jeden temat tabu.

Ponad dwadzieścia lat temu w Stanach Zjednoczonych (ojczyźnie motoryzacji) największe koncerny samochodowe zaczęły przy produkcji aut instalować w ich wnętrzu nową aparaturę. Zjeżdżające z taśm modele Buicka, Cadillaca, Chevroleta i Pontiaca zawierały „w środku” pierwsze czarne skrzynki, zwane EDR (Event Data Recorder). Technologia rozwijała się błyskawicznie, zmieniały się przepisy, i od trzech lat taki elektroniczny rejestrator musi już mieć każde nowe amerykańskie auto. Rzecz jasna, USA nie są samotną wyspą, i samochodowe czarne skrzynki rozpowszechniły się na świecie, także za sprawą gigantów japońskich (Toyota, Nissan, Mitsubishi) i europejskich (Fiat, Mercedes, Skoda, Volvo). Również na polskim rynku takie pudełka są zamontowane w praktycznie wszystkich nowych autach, choć czasem ich właściciele nawet o tym nie wiedza.

Czarna skrzynka samochodowa działa (co do zasady) tak samo jak czarna skrzynka samolotowa. Rejestruje kilkanaście podstawowych parametrów jazdy, takich jak prędkość pojazdu, obroty silnika, szczegóły hamowania, działanie poduszek powietrznych, stan kół, ciśnienie w oponach, wstrząsy-zderzenia itp. Często w skład kompletu wchodzi wideokamera. Nowe dane w sposób ciągły nadpisują stare, co pozwala drobiazgowo ustalić okoliczności każdego incydentu drogowego. Wszystko od razu jest na widelcu. Ma to podstawowe znaczenie dla rozstrzygania ewentualnych sporów prawnych miedzy uczestnikami wypadku oraz dla towarzystw ubezpieczeniowych, które oferują znacznie niższe stawki właścicielom aut z dostępem do takich urządzeń. 

Posiadanie czarnych skrzynek jest dla milionów kierowców dobrowolne. Jako obywatel dużego europejskiego państwa nie wyobrażam sobie jednak, by, wraz z wideokamerą, nie obsługiwały one pojazdów BOR, zwłaszcza wożących najważniejsze konstytucyjnie osoby w państwie (prezydenta, premiera, parlamentarnych marszałków itd.). Pani premier, Bogu dzięki, tym razem nic się nie stało, podobnie jak młodemu człowiekowi podejrzanemu o spowodowanie incydentu. Ale stać się mogło, skoro siedzący obok szef jej ochrony dość paskudnie złamał nogę. A gdyby doszło do prawdziwego nieszczęścia? 

Otóż wspomnianym tematem tabu były właśnie czarne skrzynki. 
Pytałem kilka dni temu (http://www.stefczyk.info/blogi/na-moj-rozum/czarne-skrzynki,19326886446, jak to możliwe, by nie pisnęli o nich marnego słówka ani badający sprawę prokuratorzy, ani funkcjonariusze BOR, ani pan mecenas Pociej, ani politycy żadnego z ugrupowań. Teraz zadaję drugie, jeszcze bardziej bulwersujące pytanie: dlaczego o czarnych skrzynkach zbiorowo milczą dziennikarze? I to dziennikarze wszystkich opcji medialnych: tych z lewa, tych z prawa i tych ze środka, zwłaszcza zaś tzw. dziennikarze śledczy? Mogę zaświadczyć przed każdym sądem, ludzkim czy boskim, że kwestii tej przez siedem ostatnich dni nie poruszono ani razu ani w „Wydarzeniach” Polsatu, ani w „Faktach” TVN, ani w „Wiadomościach” TVP. 

Co jest przyczyną tej niezwykłej monotematycznej ciszy? 



Autor bloga

remuszko

Stanisław Remuszko

dziennikarz, autor książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice". „...jako naoczny świadek wydarzeń napisałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie…”

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook