Jedynie prawda jest ciekawa

Amber Gold VIII

13.01.2013

W przeciwieństwie do skazanych, tymczasowo aresztowani nie mają prawa do rozmów telefonicznych i przepustek. Pocztę się cenzuruje i dochodzi ona z wielotygodniowym opóźnieniem, a widzenia z najbliższymi uzależnione są od widzimisię prokuratora.

Według Wikipedii, tymczasowe aresztowanie (wpisz w gugle), ze względu na swój izolacyjny charakter, jest dużo bardziej dotkliwe dla osadzonego niż pobyt w zwykłym więzieniu. W przeciwieństwie do skazanych, aresztowani nie mają prawa do rozmów telefonicznych i przepustek. Poczta jest cenzurowana i dochodzi z wielotygodniowym opóźnieniem, a widzenia z najbliższymi uzależnione są od widzimisię prokuratora. Twórca i właściciel sławnej (lepiej: osławionej) spółki Amber Gold pan Marcin Plichta siedzi w takim areszcie od 29 sierpnia 2012, czyli już piąty miesiąc.

Nie podoba mi się to coraz bardziej. Dlaczego? Z ośmiu następujących powodów:

Po pierwsze, w demokratycznym państwie prawnym (patrz: art. 2 Konstytucji RP) pozbawienie człowieka wolności na dłużej jest możliwe – co do zasady – tylko wskutek prawomocnego wyroku sądowego.

Po drugie, sama perspektywa nawet kilkuletniej więziennej kary nie stanowi wystarczającego powodu do zamykania podejrzanego w klatce – gdy istnieją inne skuteczne sposoby zapewnienia nad nim kontroli niezbędnej dla prawidłowego przebiegu śledztwa.

Po trzecie, zdając sobie sprawę z możliwości aresztowania, Marcin Plichta latem 2012 roku spokojnie kontynuował swoją działalność, nie ukrywał się i przez wiele tygodni stawiał się w prokuraturze na każde jej żądanie. 

Po czwarte, Marcin Plichta nie jest podejrzany o gwałt, wymuszenia rozbójnicze, mord, terroryzm czy ludobójstwo, tylko o oszustwo (wpisz w gugle).

Po piąte – podejrzany, nawet gdyby chciał, od dawna nie ma absolutnie żadnej możliwości mataczenia w sprawie, ponieważ funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego wiele miesięcy temu zabrali mu i zabezpieczyli wszystkie materiały i przedmioty, które mogłyby mieć jakąkolwiek wartość dowodową.

Po szóste, Amber Gold działał przez bite trzy lata i w tym okresie ze swych zobowiązań wobec klientów oraz wobec banków wywiązywał się terminowo i co do grosza; jeśli więc Marcin Plichta istotnie wynalazł nowy legalny sposób zarabiania pieniędzy – ma święte prawo swe zyskowne odkrycie/wynalazek i szczegóły całego przedsięwzięcia zachować w tajemnicy.

Po siódme – prokuratura, mimo półrocznego śledztwa, wciąż zdaje się nie mieć bladego pojęcia, na czym konkretnie polegało zarzucane Marcinowi Plichcie oszustwo (gdyby wiedziała, to by powiedziała).

Po ósme, w tym stanie rzeczy trzymanie podejrzanego w areszcie przypomina do złudzenia kompromitację PRL, czyli tzw. areszt wydobywczy (wpisz w gugle), dzięki któremu organy ścigania chcą wydobyć z pana Amber Golda sekrety jego biznesu i przyznanie się do winy.

Nawet jednak przyjmując, że Marcin Plichta jakimś (nieznanym) sposobem dopuścił się przestępstwa – nie przestał być człowiekiem i obywatelem, któremu przysługuje pełna konstytucyjna ochrona praw i wolności. Co pewien czas dowiadujemy się z mediów o torturach, którym na polskich Mazurach rzekomo poddano niepolskich Arabów podejrzanych o terroryzm. Dowodów – nie tylko na tortury, ale i na sam fakt pobytu tych Arabów w Polsce – jak nie było tak nie ma, ale raz na kilka miesięcy temat wraca czołówkowo i uporczywie. Tutaj wszystkie dowody są, jest człowiek, i tylko trzeba znaleźć na niego paragraf...

Może zatem nad powyższymi ośmioma wątpliwościami pochyliliby się tradycyjni znani obrońcy skrzywdzonych ludzi: „Gazeta Wyborcza”, Komitet Helsiński i Fundacja „Panoptykon”, nie wspominając już o  konstytucyjnym Rzeczniku Praw Obywatelskich? Może aresztowi wydobywczemu Marcina Plichty przyjrzeliby się Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny?  

A ja dla porządku i pamięci przypomnę, że postanowienie o tymczasowym aresztowaniu Marcina Plichty wydał 30 sierpnia 2012 Sąd Rejonowy Gdańsk-Południe (sędzia Tomasz Jabłoński), a zażalenie na to postanowienie oddalił 12 września 2012 gdański Sąd Okręgowy (sędziowie Iwona Błaszczyk-Sobczyk, Anna Czaja i Dagmara Daraszkiewicz; sędzia Czaja złożyła zdanie odrębne). Trzy miesiące potem – 26 listopada 2012 –  areszt przedłużył gdański Sąd Okręgowy (sędzia Lidia Jedynak), a półtora miesiąca później – 3 stycznia 2013 – postanowienie to utrzymał w mocy Sąd Apelacyjne w Gdańsku (sędziowie Wojciech Andruszkiewicz, Mirosław Cop i Grażyna Świderska-Wandor).

Ludzi rozumnych i dobrych pozdrawiam serdecznie i z respektem :-)

 

Stanisław Remuszko

 

 

Autor bloga

remuszko

Stanisław Remuszko

dziennikarz, autor książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice". „...jako naoczny świadek wydarzeń napisałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie…”

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook