Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

ABW i dziennikarze

20.03.2014

Trzeba wiele zmienić, by nic się nie zmieniło.

Ilustracją tej prastarej prawdy – w odniesieniu do dziennikarzy – jest dla mnie projekt ustawy o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, przyjęty parę dni temu przez rząd, do którego to dokumentu przed chwilą dotarłem. Ale – po kolei.

Tak się złożyło, że w kwestii lustracji dziennikarzy jestem najlepiej zorientowanym i poinformowanym człowiekiem nad Wisłą. W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku dosłownie stawałem na głowie, by po 44 latach PRL środowisko dziennikarskie poddać lustracji, i obliczyłem, że gdybym miał tyle banknotów z Władysławem Jagiełłą, ile słów zawierają moje zarchiwizowane artykuły na ten temat oraz apele mojego autorstwa (podpisane przez dziesiątki sławnych Koleżanek i Kolegów z telewizji, prasy i radia), a też i projekt ustawy ułożony przeze mnie (mogę to teraz ujawnić) i wniesiony przez posłów (m.in. Ludwik Dorn, Jarosław Kaczyński, Kazimierz Marcinkiewicz, Jan Olszewski) do laski marszałkowskiej – byłbym MILIONEREM.

Na dodatek wszystko to zostało opisane i twardo udokumentowane (personalia, daty, sygnatury, kserokopie, linki, zdjęcia etc.) w dwóch książkach opatrzonych numerem ISBN i znajdujących się w zbiorach Biblioteki Narodowej. Ale ostatni większy tekst, opublikowany w “Gazecie Polskiej” przed kilku laty, nosił znamienny tytuł: “Lustracji dziennikarzy nie będzie”, kończył się zaś proroczymi słowami: Trzeba zrobić bardzo dużo hałasu, żeby wszystko zostało po staremu.

Dlaczego wracam do tematu? Dlatego, że jestem głęboko przekonany, iż dziennikarze nie powinni być tajnymi współpracownikami nie tylko komunistycznej bezpieki (UB, potem SB), lecz również służb specjalnych odradzającego się po roku 1989 polskiego państwa (UOP, potem ABW). W ogóle żadnego normalnego demokratycznego państwa na świecie! Dlaczego nie powinni być TW? Dlatego, że mogliby manipulować opiniami i poglądami obywateli, a więc formować fałszywą świadomość społeczeństwa, a to groziłoby chorobą państwa, skoro większość informacji o Polsce, Europie i świecie dociera do naszych umysłów poprzez media.

Wydawałoby się, że właśnie w tym kierunku zmierza wspomniana nowa ustawa o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Cytuję przedwczorajsze wydanie dziennika “Rzeczpospolita”: “Fnkcjonariusze ABW nie będą mogli pozyskać do tajnej współpracy dziennikarzy (...) “dziennikarze - których nie wolno służbom werbować do tajnej współpracy - nie muszą być osobami zatrudnionymi jedynie na umowę o pracę, ale też na umowę o dzieło lub zlecenie".

Przepraszam, ale to nieprawda!!! To znaczy – trzecia góralska prawda księdza Tischnera.

Dawieriaj, no prawieriaj! (wierz, ale sprawdzaj!), jak rzekł Michaiłowi Gorbaczowowi prezydent Ronald Reagan. Prezydenta Reagana uwielbiam, więc od razu zadzwoniłem gdzie trzeba i sprawdziłem. Istotnie, artykuł 27. projektu ustawy mówi w ustępie pierwszym, iż ABW nie może przy wykonywaniu swoich zadań korzystać z tajnej współpracy dziennikarzy, ale już ustęp drugi tego samego artykułu stanowi, iż Szef ABW, w celu realizacji zadań ABW, może wydać zgodę na korzystanie z tajnej współpracy dziennikarzy...

Jestem stary i nie mam już sił ani ochoty o wszystko bić się do końca życia. Może tych “TW-dziennikarzy” przypilnują jacyś młodzi posłowie w komisjach parlamentarnych, do których projekt teraz trafi?

Stanisław Remuszko

 

Autor bloga

remuszko

Stanisław Remuszko

dziennikarz, autor książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice". „...jako naoczny świadek wydarzeń napisałem wysoce krytyczną, dokumentalno-publicystyczną książkę o Agorze, "Gazecie Wyborczej", Michniku i okolicach, w której wielokrotnie i expressis verbis oskarżyłem to towarzystwo nie o jakieś duperele, lecz o konkretne czyny obrzydliwe moralnie…”

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook